RSS
 

Prognoza pogody na resztę życia

04 lis

Pogodynka pragnie poinformować, że idą piękne dni

Wystąpią niewielkie opady deszczu – nie potrwa to jednak dłużej niż zwykle.

Później powieje lekki wiatr, ale on tylko na chwilę - przychodzi tylko wywiać z głów niepotrzebne zmartwienia – zaleca się wtedy wietrzenie wnętrz, w szczególności otwarcie na wylot wszystkich zatęchłych pomieszczeń (z ‚komórkami pod schodami’ włącznie. Niektórzy wpychają tam graty i różne inne życiowe śmieci. Strącając je z oczu, a nie pozbywając się ich myślą, że przykry zapach może tym razem nie znajdzie do nich drogi, może ogłupiały i posłuszny nie będzie się ważył dać o sobie znać… Nic bardziej mylnego. Możecie się do niego przywyczaić, ale każdy szlachetny gość, który przekroczy próg waszego wnętrza (a czasem wystarczy że tylko uchylicie mu drzwi), poczuje, że coś jest nie tak. Nie chcę nikogo straszyć, ale znam takie przypadki, że ‚śmieci wychodziły z komórek i innych szafek’ w najmniej pożądanych momentach. Dlatego porządek we wnętrzach najlepiej utrzymywać na bierząco)

Później będzie pięknie, słonecznie, a kiedy już nam się znudzi, koniec dnia ozdobią wielobarwne, budzące zachwyty obłoki

I kiedy wpatrzeni w ogromną, czerwoną tarczę zachodzącego słońca (jak w agonię upadłego świata, zwieńczenie pięknego dnia, czy zapowiedź pięknej nocy) zapomnimy o wszystkim co odrywa nas od piękna codzienności, przykryje nas niebo pięknych gwiazd, ale wtedy już pewnie…
zmarzniemy w tyłek i wrócimy do domu ;)

Niewiele rzeczy na tym świecie jest tak niezawodnych, jak te piękne dni, które zwyczajnie w końcu przychodzą zawsze.
Nikt, kto na nie czeka, nie jest naiwny. 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja

 

Szczerze o szczerości

23 wrz

Postanowiłam pochylić się dziś nad słowem, które, choć ogólnie rozumiane jako zaleta, bywa używane w celu zwykłego przykrycia swoich różnych, nieoczywistych wad. Wad krzywdzących innych.

Ktoś informuje, że jest szczery. Znaczyć to powinno tyle, co:
1. «nieukrywający swoich myśli, uczuć, zamiarów»
2. «będący wyrazem czyjejś prawdomówności, czyichś czystych intencji itp.»
3. «jednolity, wolny od domieszek»
- https://sjp.pwn.pl/sjp/;2526304

Tego właśnie oczekiwalibyśmy od ludzi których spotykamy w życiu, takich przyjaciół chcielibyśmy mieć, z takimi ludźmi rozmawiać. A później takich spotykamy – „nieukrywających swoich myśli”, „prawdomównych” – i… wolelibyśmy ich już więcej nie spotkać.
„Po prostu jestem szczera”, „Cóż, prawda w oczy kole..” mawiają. Ale eśli ktoś dzieli się z nami swoimi mniej lub bardziej ubogimi przemyśleniami na nasz temat, a my w ich wyniku czujemy się zmieszani z błotem, to najwyraźniej nasz rozmówca popełnił jakiś błąd i problemem nie jest tutaj szczerość i prawdomówność, którymi chciałby się pochwalić.

Powiedziałabym, że szczerość jest zaletą, kiedy idzie w parze z empatią, kiedy ktoś zastanawia się Jak:
1. odsłonić swoje myśli, uczucia, zamiary;
2. dać wyraz swojej prawdomówności, czystych intencji;
3. jednolicie, bez domieszek,
w taki sposób, żeby obdarzona tą „szczerością” osoba nie poczuła się np. zmieszana z błotem, czy gorsza.

Jeśli ktoś nie zastanawia się, jak to co mówi wpłynie na czyjeś uczucia, to może niech tą swoją szczerością pluje do góry, gdyż szczery bez empatii to często nie więcej niż.. bezczelny.

Cóż, prawda w oczy kole ;)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ludzie, obyczaje

 

Dzieje się

27 lip

Ej, normalnie dowiedziałam się ostatnio, że ktoś tego mojego bloga czyta! Serio? Nie wierzę :D

Wiadomość ta wywołała na mojej klawiaturze niemałe poruszenie, doprawdy nie wiem o czym mam teraz myśleć, ani o czym napisać ;) Jednocześnie dzięki temu że znalazłam chwilę czasu, uświadomiłam sobie po raz kolejny jak wiele się w moim życiu ostatnio dzieje.
Choć czasem już trudno mi określić, czy to wiele się dzieje, czy to ja myślę zbyt wiele o tym co się dzieje.

O czym pisać? O wakacjach? O tym że skończyłam studia? Że wisi nade mną groźba pójścia na kolejne? O cyrku jaki przechodziłam ostatnimi czasy w pracy? O tym że kolejny raz
w życiu
wyprowadzam się z domu (niemal jak w tej piosence Happysadu 30 raz)? O tym że w pewien sposób ważna dla mnie osoba wychodzi za mąż i nie mogę znaleźć w swojej głowie miejsca dla tego faktu? Czy o tym że kupiłam sobie ostatnio dwa nowe kwiatki? …
To chyba oczywiste.

Stało się to na festiwalu roślin owadożernych. Wyciągnęła mnie tam, czego nie żałuję, moja siostrzyczka :) Reklama wydarzenia zachęcała ogromnymi kielichami egzotycznych kwiatów, tak barwnych i ogromnych, że w perspektywie uchwyconej na fotografii można by pomyśleć, że rośliny te żywią się chyba bydłem, a w mrocznych przypadkach może nawet ludźmi. Samo słowo Festiwal kojarzyło mi się z hucznym wydarzeniem, w które zaangażowane jest całe miasto, a tysiące przybyłych biorą udział w barwnych, kilometrowych korowodach, które w tym wypadku miałyby charakter jakiejś dżungli…
Przybywszy na miejsce festiwalu szybko uporałyśmy się z rozbieżnością między swoimi wyobrażeniami a zastanym stanem i skoncentrowały na tym, za co można podziwiać to co jest. :) Wszystko, na co zapraszały bilboardy i reklamy w istocie było – tylko w ilości, wielkości i długości mniejszej, niż można by w ogóle nieoczekiwać – w szklarni, jak na bazarku, na 30 metrach ścieżki… Ooooj tam, warto było ;) Podsumowując to ważne wydarzenie z mojego życia, to właśnie tam nabyłam swoje dwie nowe roślinki: rosiczkę i muchołapkę. Tak stałam się posiadaczką roślinek i, co za nimi idzie, zwierzątek (dopóki żyją, tzn. dogorywają). Oznacza to, że w przeciwieństwie do mnie moje kwiatki są mięsożerne. Btw.: jeśli jestem wegetarianką, to gdybym zjadła rosiczkę, która jest mięsożerna, byłabym już mięsożerna czy dalej roślinożerna?
;)

rosiczki

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii ja

 

Oszołomalia

19 maj

Zrobiłam ostanio coś szalonego. Poszłam trzeźwa na juwenalia. W zasadzie to nie poszłam na juwenalia. A fe, brzydzę się juwenaliami. Zatem było to tak, że dołączyłam do kilku prawilnych znajomych, którzy wybierali się na dwa koncerty zacnych zespołów, które (jak by to już nie było lepszej okazji) występowały akurat podczas juwenaliów.

Pierwszy koncert był jeszcze do przejścia. Drugi… Zrobiło się ciaśniej. Moje towarzystwo próbowało przecisnąć się jak najbliżej sceny, więc żeby się nie zgubić, podaliśmy sobie rączki i wężykiem dostaliśmy się trochę bliżej. Wybierając się na ten koncert zapomniałam o kilku sprawach: Że na tej „kulturalnej imprezie” będą nie tylko moi znajomi, że jestem mała co sprawia że w sardynkowym upchaniu po prostu niewiele widzę, że na koncerty chodzi się w niskich butach oraz że z obrzydzenia do tłumów wyszłam całkiem niedawno… a właściwie to jeszcze dobrze nie wyszłam.
Dopchaliśmy się pod scenę. Ciasno, ciemno, ale jesteśmy koło siebie i jeszcze się trzymamy. W pewnym momencie zespół zaczął grać pierwszy utwór i zorientowałam się że coś jest nie tak, coś się zaczyna dziać… Otóż ja, brzydząca się ściskiem i cudzym brudem, podejrzliwa wobec każdego ‚niepotrzebnego dotknięcia’, decydująca się na kilkukilometrowy spacer w obliczu niewystarczającej ilości miejsca w autobusie (itd)… niechcący znalazłam się w środku Sporego tłumu, który zebrał się tam, żeby do tego utworu ‚tańczyć’ pogo. Zakładam że kojarzymy czym jest pogo. I tak, otaczająca mnie banda oszołomów, nie obrażając nikogo (a w szczególności nie obrażając oszołomów), zaczęła się z radością na twarzach naparzać. Taka legalna ustawka. Nikt nie zrozumiał że ja znalazłam się tam przez przypadek, ani że nie zamierzam się z nikim bić. Szybko więc znalazłam się pod nogami. Przewrócić się pod nogami takiego skaczącego na wszystkie strony motłochu, to jak wypuścić powietrze na dnie – samemu bardzo trudno wstać, nie mówiąc już o wydostaniu się stamtąd, czego ze wszystkich sił próbowałam. Oni po prostu nie jarzyli że ja tak nie chcę. Ktoś mi pomógł wstać i dalej próbowałam się wydostać (nie mam pojęcia gdzie byli wtedy moi znajomi), ale znowu padłam. Jej… Gdyby ktoś większy na mnie wtedy stanął… Nie chcę myśleć. W pewnym momencie usłyszałam jak jakaś inna dziewczyna (mojej postury, akurat się koło mnie przewróciła) błaga swojego chłopaka żeby stąd szybko wyszli. Ale on nie od razu załapał… Tak więc z tą obcą osobą złapałyśmy się siebie i wspólnymi siłami i późniejszą pomocą jej chłopaka wydostałyśmy z ogłupiałego towarzystwa. Jeśli Pani to czyta, to dziękuję Pani :) Wyszłam z tłumu, opuściłam imprę i resztę czasu przesiedziałam na przystanku. W takich miejscach sieć jest przeciążona, więc nie od razu się też znaleźliśmy (co moja koleżanka wyraziła poirytowaniem moim zachowaniem), ale też na tamten stan emocjonalny chyba już mi na tym nie zależało – najważniejsze, że nikt już nie próbował mnie stratować. Nie wiem kiedy wybiorę się na kolejny koncert, czy inne ciasnoludziowe wydarzenie.
W ogóle nie czuję takiej potrzeby.

Mówi się że juwenalia to impreza studencka. Dla mnie to impreza oszołomów. Zabrońmy tego, albo chociaż zmieńmy nazwę, żeby żadna przypadkowa Iwona nie pomyliła dróg.

Poza tym… marzę żeby wreszcie pojechać w Bieszczady. Stęskniłam się za tymi przestrzeniami. Może jeszcze w tym miesiącu…?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, obyczaje, studia, znajomi

 

Jednak żyję

05 kwi

Odkąd pamiętam zdarza mi się, raz na dłuższy czas, z niewyjaśnionych przyczyn zemdleć. Nie wiem czemu zawdzięczam to zjawisko. Wszystkie badania, jakie należało w związku z tym wykonać, wykonałam. Nawet na ich pamiątkę otrzymałam ogromne, urocze, tchnące mądrością zdjęcie mojego … mózgu. Zdjęcie z którego przede wszystkim wynika, że mózg JEST i że, co także istotne, nie jest jakiś uszkodzony, czy wręcz zryty. Wynika, że jest zdrowy. Rodzice i różni inni ludzie ich pokroju mają na tę moją przypadłość swoją niepodważalną najsłuszniejszą diagnozę: „…bo się źle odżywiasz, za mało jesz. Kromki ze smalcem ci trzeba, a nie jakiś brokuł, zupka chińska, dziecko jak ty wyglądasz, ty się zastanów, mogłabyś grać w filmach o obozach koncentracyjnych – bez charakteryzacji.” Nieprawda, nie jest ze mną aż tak, żeby bez tej charakteryzacji. :P

Jedyne czego jestem pewna, to że w pewnym momencie krew nie dopływa mi do tego mojego mózgu. Do całej głowy, która na ten czas poza włosami robi się biała. Choć nie dane mi było dokładnie się wtedy widzieć, ponieważ ja wtedy już prawie nic nie widzę.

Tak też było pewnego ostatniego pięknego słonecznego wiosennego poranka. Myślę: „Umieram. A więc to tu, na kiblu, przyszło mi umrzeć..? Cóż za haniebna śmierć. Nie doczekałam tylu rzeczy. Nic nie widzę, kto mi wyłączył dzień. Ale coś myślę, czyli jeszcze żyję, to może chociaż powiem tacie. Ależ mi się nie chce nic mówić, nie mam siły, przecież on siedzi Aż za scianą. Z resztą co on mi poradzi że ja umieram?” Strasznie głupi człowiek czasem jest. „No ale muszę coś powiedzieć, ta bezczynność przecież prawie zakrawa na samobójstwo.
-Tata!
-Co!
-…
-Gdzie jesteś!
-W kiblu.
-Co ci jest!
-Nie wiem, chyba zemdleję.
-Zrobić ci kawę?”
Ja rozumiem, z resztą wielu z nas rozumie, jak wspaniałe właściwości ma kawa, ale…
Z resztą, nieważne. Tata poszedł więc pierwszy raz w życiu zrobić mi kawę. „Noc” w moim polu widzenia postępowała i widziałam już tylko obrysy białych szafek, kiedy na ten moment przed śmiercią usłyszałam jak krzyczy do mnie z kuchni: „-Z mlekiem lubisz?!”.
Człowiek wobec śmierci bywa bezradny.

W międzyczasie postanowiłam wstać i nawet nie wiem kiedy znowu upadłam. Ale właśnie wtedy przypomniałam sobie, że to przecież ten mózg, ta krew nie dopływa… Może jak głowa będzie niżej, to… No tak. Kiedy tata przyniósł mi do łazienki kawę, czułam się już lepiej, widziałam więcej i byłam w stanie wytłumaczyć dlaczego klęczę schylona dotykając głową ziemi. (Nie mogłam się inaczej ułożyć, bo niemiłosiernie bolał mnie brzuch.)

Posiedziałam jeszcze, wypiłam kawę i pojechałam na uczelnię coś załatwić… Potem był kolejny dzień.
Gdybym umarła wczoraj, nie dowiedziałabym się dziś, że jednak nie dostanę stypendium ministra. Ale przynajmniej żyję :) A może tym słabym niby ekspertom oceniającym wnioski też ktoś kiedyś powie, że są za mało wybitni i, nie zważając na ich argumenty spełniające kryteria, niewystarczający.

Ale przecież przed nami jeszcze wiele pięknych chwil.

Trzymajcie się, żywi, kłaniam się nisko (to poprawia ukrwienie mózgu).

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii zdrowie

 

Listopad

12 lis

Właśnie że dobry był dziś dzień.
Co prawda… smarkało w twarz ni to mrzwką, ni to deszczem, źródłem światła zdawały się być jedynie ostatnie na jeszcze nieołysiałych drzewach jasno-żółte liście, a chłodny wiatr wpadał nosem, owiewał mózg i zgodnie z odczuwaną zasadą cyrkulacji powietrza
wylatywał uszami…

Ale przecież każdy dzień jest na coś DOBRY :)
To, że dzień nie jest dobry na paradowanie bez czapki, to jeszcze nie znaczy, że jest zły. Trochę więcej elastycznej kreatywności i każdy czas można wykorzystać lepiej!

A mówię to ja – człowiek, który ogarnia wszystko (oprócz siebie oczywiście. W stanie krytycznym zdarza się nałożenie kremu nagietkowego zamiast pasty na szczoteczkę do zębów, a także wybiegnięcie z domu w dwóch różnych butach i popłakanie się ze śmiechu z siebie…) i wciąż ma poczucie marnowanego czasu. Choć to poczucie chyba zwyczajnie miesza mi się z poczuciem tego, czego nie zdążyłam zrobić i tego, co jeszcze mam na głowie.

A trochę mam… Kiedy wreszcie przyjdzie ten dzień, w którym postawię ostatnią kropkę
na końcu wszystkiego i wreszcie będę mogła powiedzieć, że „ZROBIŁAM WSZYSTKO”?

Listopad zawsze taki był.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii praca, studia

 

Szafa

24 paź

To zdjęcie mówi o mnie tyle, że nie jestem pewna czy powinnam się aż tak odsłaniać..

ia

 

 

 

 

 

 

 

 

Lubię porządek:)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja

 

Spostrzeżenie

15 paź

Piękne słowa to nie zawsze piękne serca
Piękne domy to nie koniecznie piękne wnętrza
I w pięknych miejscach dochodzi do brzydkich scen

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Imprezowiczka

08 paź

Ni stąd ni zowąd moi rodzice postanowili gdzieś na krótko wyjechać. Zabrali też ze sobą mojego 8 letniego brata. Z ich trójki on chyba cieszył się najbardziej. Dokładniej mówiąc, rzadko widziałam żeby z jakiegoś powodu tryskał taką radością. W dniu wyjazdu (rano,
o godzinie, która dla mnie jest jeszcze nocą) kątem ucha dobiegały mnie odgłosy jego przeżywania: „-To jest najważniejszy dzień w moim życiu!” oraz skrzętnego, kompleksowego pakowania: „-Miś, telefon, ładowarka, klapki…” .
W końcu pojechali. Podobno jest im fajnie.

Rzadko zdarza mi się kogoś do siebie zapraszać, z reguły to ja gdzieś wybywam. Dziś jednak postanowiłam skorzystać z rzadkiej okazji wolności chaty i to ja ‚zrobiłam imprezę’^^ Zaprosiłam osiemnaście osób. Nikt nie przyszedł.

Piję hebratę do lustra.

No… party hard.

(już się więcej nie przejmę, że to nie u mnie się spotykamy)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii ja, znajomi

 

Kobieta gamma

03 cze

Wszystkie moje miłości znalazły już swoje miłości.
Tak, to jak by stracić prawo do posiadanych marzeń.
Cóż mnie teraz zostaje? Mam być zazdrosna? Daj spokój!
Zazdrość kosztuje zbyt wiele. Nie stać mnie w tym wszystkim
jeszcze na zazdrość. Dziś mam siłę już tylko odwracać oczy, bo
nie mam siły patrzeć, jak te moje miłości mają swoje miłości.
Że to ludzi tak stać..?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii