RSS
 

Poczytałam

17 gru

Dziś NAPISZĘ o CZYTANIU :)
Ostatnio czytam więcej niż zwykle. Ciągle ćwiczę skupianie uwagi, bo zwykle już po paru zdaniach jestem myślami w zupełnie innym miejscu i czasie (co nie ma nic wspólnego z tym co czytam). Mój braciszek na podobnie, brak mu cierpliwości. Przynosi mi swoją książkę (jedna strona=jedno zdanie), czyta pierwsze słowo a resztę wymyśla i opowiada ;D
Myślę że zmuszanie się do czytania pomaga wyrobić nawyk bycia skupionym. Chyba że literatura jest kiepska. Niektórzy autorzy kilka prostych zdań rozbijają na dziesiątki stron, po co? Żeby wzbudzić nastrój oczekiwania? A jeśli punkt kulminacyjny nie będzie tego wart? ;P A więc czytam różne, to dobry sposób żeby się rozwijać, poszerzać horyzonty, może nawet zaczerpnąć wzorce… Myślę że największy wpływ na moje życie ma Biblia. To najdłuższa z tych które przeczytałam (już dwa razy). I było warto.

Krótką historię czasu Hawkinga męczyłam chyba przez wieki, ale skończyłam. Podobno wydał „Jeszcze krótszą historię czasu”- jestem ciekawa ale nie mam już siły. Hawking niby próbował dowieść że Bóg miał bardzo mały wkład w stworzenie świata, o czym wspomniał głównie na początku i na końcu książki. Szanuję gościa, jego mózg, determinację, wkład w rozwój nauki.. Tylko nie rozumiem dlaczego za wszelką cenę próbuje umniejszyć rolę stwórczą Boga. Przecież, jak strony długie i szerokie, nie przedstawił (poza swoimi domysłami) jak wypada wielkiej rangi fizykowi Dowodów na to, że świat i rządzące nim prawa stworzyły się same. Wręcz przeciwnie, wszystkie znane prawa rządzące światem wskazują właśnie na to że Ktoś je zaprojektował i wprowadził. A podobały mi się w niej różne podejścia do pojęcia czasu, czarne dziury i stożki świetlne… :) Jak mawiał Lec, można by tu rzec: Nasza niewiedza sięga coraz dalszych światów.

 
Komentarze (7)

Napisane przez w kategorii ja, książki

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~M.

    17 grudnia 2012 o 00:42

    Dziwne trochę tego nie rozumiem, jak można czytać Biblię i ma ona w dodatku duży wpływ na twoje życie, ale nie jesteś osobą wierząca, bo bycie katolikiem tzn bycie os wierzącą. Przeczytałaś ją dwa razy i stwierdziłaś, że nie jest adekwatna do tego co jest w kościele, czy aby na pewno dobrze czytałaś??
    xo xo

     
    • ~Iwona

      17 grudnia 2012 o 01:20

      Co jest dla ciebie dziwne? Jestem osobą wierzącą ale nie jestem katolikiem. Nie każda osoba wierząca to katolik, są też inne wyznania, heloł? Doktryny, np. ta o Trójcy, nie są ani biblijne ani logiczne. Sam(a) najpierw się nią zainteresuj ;)

       
  2. ~Zachariasz Lubowiecki

    17 grudnia 2012 o 02:47

    Uuu, miło przeczytać tak wspaniały post, w dodatku na temat spraw, którymi sam się interesuję. Z tym rozbijaniem zdań na dziesiątki stron jest chyba tak, że autor czasami jak najdokładniej chce opisać daną chwilę, otoczenie, etc., oddać hołd rzeczywistości wiernym jej opisem. Sam sporo piszę, i akurat w moim przypadku tak to się przedstawia. Biblia to jedna z najwartościowszych książek jakie przeczytałem (przerobiłem nawet kiedyś kilkuset stronicową egzegezę Starego Testamentu Tadeusza Żychiewicza pt. ”Stare Przymierze”, którą specjalnie na tę okoliczność ukradłem ówczesnemu proboszczowi naszej miejscowej parafii), jedyną, jaka wywarła równie wielki wpływ na moje życie jest chyba tylko ”Fabula Rasa” Edwarda Stachury. Chociaż wiarę w istnienie Boga straciłem już dawno temu (m. in. dzięki lekturze Biblii właśnie), Pismo Święte jest wspaniałym drogowskazem życiowym. Co do Hawkinga, to wspaniały myśliciel. Czytałem fragmentami ”Krótką Historię Czasu”, przerobiłem w całości wydany w 2010 roku ”Wielki Projekt”, który naukowiec ten napisał ze swoim znajomym kolegą po fachu, Leonardem Mlodinowem. Hawking przedstawił tam interesującą teorię dotyczącą tego, jak wszechświat mógł pojawić się zupełnie z niczego, jednak jego argumentacja nie jest dla mnie wystarczająca do odrzucenia wiary w Boga, ponieważ zakłada ona istnienie pewnych wiecznych praw natury, istniejących niezależnie od czasu i przestrzeni. Według teorii Hawkinga, istnieje tzw. multiwersum – zbiór nieskończonej liczby wszechświatów, powstających spontanicznie w zupełnej nicości. Jako że nie ma czasoprzestrzeni pomiędzy nimi, nie mogą stanowić dla siebie nawzajem punktu odniesienia. Każdy z nich w stosunku do samego siebie powstaje zawsze i wszędzie, ale w stosunku do innych uniwersów – nigdy i nigdzie. We wszechświatach tych panują odmienne prawa fizyki, w niektórych z nich może rozwinąć się życie. Naukowiec wziął pod uwagę tę teorię, ponieważ stałe fizyczne panujące w naszym wszechświecie zadziwiająco odpowiadają rozwojowi życia (wystarczyłoby nieznacznie zmienić siłę pewnych oddziaływań, żeby rozwój życia stał się niemożliwy). Einstein zastanawiał się nad tym, czy Bóg miał jakiś wybór stwarzając wszechświat, i pytanie to jest wciąż aktualne, i pewnie pozostanie takie, ponieważ teoria multiwersum jak zapewne spostrzegłaś nie spełnia kryteriów weryfikowalności, jest tylko próbą wyjaśnienia tak dobrze dostrojonych warunków do rozwoju życia bez uciekania się do tezy o istnieniu Demiurga, zakłada bowiem, że warunki te po prostu musiały przytrafić się któremuś z wszechświatów. Oczywiście, gdyby te prawa fizyki uniemożliwiały powstanie inteligentnych form życia, świat istniałby sobie, nie postrzegany przez nikogo (Zasada Antropiczna). Jako że innego rodzaju argumenty przekonują mnie do odrzucenia tezy o istnieniu Boga, teoria multiwersum wydaje mi się słuszna, chociaż jestem pewien, że nigdy nic nie dowiemy się o tej nad-rzeczywistości dającej początek nieskończonej liczbie realiów, oraz pochodzeniu praw w niej panujących. Polecam Ci przeczytanie ”Boga Urojonego” Dawkinsa, znakomita książka, w której autor – w moim odczuciu – całkowicie rozprawia się z tezą o istnieniu Stwórcy. Mnie bynajmniej jego argumentacja przekonała w stu procentach. Bardzo dobrze, że potrafisz myśleć krytycznie, to niestety rzadka umiejętność w naszym społeczeństwie. Pozdrawiam serdecznie:)

     
    • ~Iwona

      17 grudnia 2012 o 13:24

      Bynajmniej czy przynajmniej? ;> żartuję.
      Nie czytałam Dawkinsa, świat w każdym szczególe jest bardzo ciekawy i lubię go poznawać, ale nigdy nie próbowałam pozbawić się wiary w Boga. Może to wyda Ci się banalne. Nawet nie muszę uciekać się do zakładu Pascala żeby upewniać się o tym że warto wierzyć w Boga, choć zakład ten ostatecznie też jest niczemu sobie ;) A świadomość istnienia Wszechmocnej dobrej Osoby interesującej się ludźmi jest budująca, nieraz pomaga zachować spokój i obrać pewien kierunek postępowania.. Co do pytania czy miał On wybór- skoro zbudował tak idealne wyjątkowe warunki żeby mogło istnieć życie, to chyba CHCIAŁ żeby istniało :)

       
      • ~Zachariasz Lubowiecki

        17 grudnia 2012 o 14:19

        Nie próbowałem pozbawiać się wiary w Boga dla samego faktu zrobienia tego, staram się jedynie dociec prawdy na temat otaczającej nas rzeczywistości. A zakład Pascala jest zupełnie błędny, bowiem zakłada wiarę w Boga jako akt woli, tymczasem to, czy wierzymy, czy nie, nie zależy od niej – albo coś jest dla nas przekonujące, albo nie:) Chciał, o ile istnieje:) Pozdrawiam:)

         
  3. ~Zachariasz Lubowiecki

    17 grudnia 2012 o 15:40

    Hahaha, dzięki za zwrócenie uwagi:) Całe życie myślałem że ”bynajmniej” znaczy dokładnie to samo, co ”przynajmniej”:) Człowiek uczy się przez całe życie:)

     
    • ~Iwona

      17 grudnia 2012 o 21:48

      Hehe, to przypomnij sobie w jakich sytuacjach tego używałeś ;) albo nie ma co, wielu osobom się myli ;)