RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2013

Tęsknię

24 sty

Czasami człowiek tęskni za jakąś bliską osobą, kiedy na przykład straci kogoś, kto wcześniej czy później okazał się ważną częścią jego życia. Piszę później, bo zdarza się że dopiero jej nieobecność uświadamia ile znaczyła . I, jak nie zwraca się uwagi na tlen w powietrzu, tak jego i jej brak niedelikatnie daje o sobie znać. Ktoś nagle znika i łamie się wszystko czego był podporą. Ciężko później z tych nieraz nawet ‚ruin’ odbudować swoje życie od nowa. Tym trudniej odbudować je samemu  nie wpuszczając już do niego innych.. Ludzie sobie bliscy wspierają się i dbają o siebie nawzajem żeby razem było im łatwiej wszystko przetrwać. Jednak czasem nie od nich zależy że znikają.

Innym  razem człowiek tęskni za taką osobą, choć jej nigdy nie miał. Wie, że jej potrzebuje i ‚zaprosiłby do siebie’, ale na dobrą sprawę jeszcze jej nie spotkał, albo ona ‚nie chce przyjść’. Albo nie posprzątał w swoim życiu, nie poukładał w głowie na tyle, by już mógł ją do siebie zaprosić- czyli że np. trzeba ‚pochować zabawki’ albo sprzątnąć jakiś większy bałagan.. Jednak czasem ta osoba jest potrzebna właśnie do poradzenia sobie z tym nieporządkiem.

Naszło mnie dziś na przenośnie. Chyba ciężko się to czyta.
Co tam, mój blog :P

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii ja

 

Buty

15 sty

Ile można chodzić w butach za 49zł, dwa miesiące? Ok. Gdyby to były dwa miesiące, nawet bym
nie westchnęła. Ale 10 minut? Trochę drogo jak na 10 minut chodzenia..
Miałam już dość tych swoich starych butów, zobaczyłam jakieś za 49zł i po przymierzeniu jednego
podjęłam szybką decyzję, płacę, przebieram.. Babeczka daje mi paragon, mówi że jest ważny rok
„-Rok? -Tak, w razie gdyby się coś działo.”
Wychodzę, ale nie doszłam nawet do wyjścia głównego, gdyż z każdym kolejnym krokiem
jakieś dziadostwo zgniatało mi stopę. Patrzę, a w drugim bucie usztywnienie jakieś krzywo skrojone,
co zaczęło być widoczne i odczuwalne dopiero po paru krokach.
Więc wracam i ubieram stare żeby nowe oddać.. W końcu paragon jest ważny Rok.
Mówię że je zwracam bo mają wadę. A babki oglądają i rżną głupa że przecież jest ok.
To pokazuję że usztywnienie o tu o kończy się nie tak jak powinno,
że przecież widać i nie da się w tym chodzić.
„-Ale proszę zobaczyć że jest pod ladą naklejka ‚zakupiony towar nie podlega zwrotowi’.”
No kurde. Pod ladą. Naklejka. Żebym ją chociaż widziała..
„-…a poza tym my nie gwarantujemy wygody.
-Ale one są niewygodne nie dlatego że ja mam jakiegoś platfusa, tylko dlatego że są wadliwe FABRYcznie.”
Nie wiem na ile zrozumiały moje wytłumaczenie, ale skończyło się na tym że musiałam sobie w ich sklepie
znaleźć jakieś zastępcze. Teraz sprawdziłam z każdej strony w końcu wybierając te,
które miały najmniej wad, bo w sumie każde miały…

Już do was, miłe panie, nie wrócę. A takie naklejki wsadźcie sobie w …
buty.

 

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii zakupy

 

Turbodymomen

12 sty

…zawstydził kurę i wydziobał 150 ziaren :)

Turbodymomen zdaje się mieć wiele wspólnego z mężczyznami toczącymi między sobą zakłady,
choć to trochę przejaskrawione porównanie.

Niektóre reklamy w przerwach podobają mi się bardziej niż same filmy.
Np. dawna seria reklam z Plusa,  m.in…

I wszystkie inne pomysłowe, zabawne, genialne.
Czy to znaczy że w TV na prawdę nie ma już nic ciekawego? ;]

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii obyczaje

 

Zimowe porządki

03 sty

Lubię porządek. Dla mnie porządek to znajdowanie się rzeczy na miejscach, na których przywykły się znajdować. Nie chodzi o to, czy poduszka między bokiem parapetu a ścianą akurat tam pasuje…
ona po prostu ma tam być. W innym wypadku- każde odstępstwo od reguły wprowadza bałagan.
Natomiast bałagan od porządku dzieli tylko czas, bo zgodnie z definicją porządku rzeczy z czasem ‚przywykają’ do miejsc w których się znajdują. Tak przywykają, że przestajemy zwracać na nie uwagę
i stają się naturalnym elementem krajobrazu. To w sumie dziwne że ta poduszka jest tam już tyle wciśnięta,
no ale taki już jest krajobraz. Przyzwyczajenia mają ogromną siłę, nie tylko w tak drobnych sprawach.

Nie wiem skąd zawsze bierze mi się góra tych wszystkich papierów. Niby wyrzucam, a one ciągle,
mając nadzieję że do czegoś jeszcze się przydadzą, piętrzą się na tym stosie. I tak przewalając notatki,
pisma z urzędu, wydrukowane artykuły, wpadła mi w ręce mała kartka z notesu. Zapisana dokładnie rok temu. Zapragnęłam w owym czasie zrzucić kilka „zbędnych” (a może niezbędnych) kilogramów i zaczynając
od wagi 47kg codziennie zapisywałam co zjadłam i jak zmieniła się moja waga. Np. takie dni jak:
26 grudnia: kawa, jabłko, jajo;), jabłko, herbata
31 grudnia: kawa, pół bułki, herbata, makaron, jabłko
8 stycznia: kawa, kawa, kawa, ciastko, sałatka, pomarańcz

Szaleństwo, nie? ;D Z 47 zeszłam do 44.
Ale to nie było takie straszne jak się wydaje.
Po kilku dniach żołądek się kurczy i ma mniejsze oczekiwania.
To może powtórka? ;] Tylko już może zdrowiej.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii ja, obyczaje