RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

Crazy frogs

21 kwi

Wiosna! Co jest! Marznę!
Po traumatycznej Zimie na każdy chłodny powiew reaguję
wstrząsem i niepokojem. Jednak w moim klimacie już zazieleniły się wzgórza
i strzeliły kwiatki, więc jestem dobrej myśli :)
Poza tym wyszły mrówki- Zima już nie wróci.

Tylko żab mi żal.
Setki porzuconych na drogach zwłok niekiedy
utrudnia prostoliniowy spacer.
Dlaczego, mając do dyspozycji hektary pól i kilometry fos,
przechodzą akurat na drugą stronę ulicy?
Może kiedyś wykształcą skrzydła..

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii emocje, ja

 

Like a traveler

18 kwi

…. Dni wolnego minęły mi szybko i niepostrzeżenie.
Żeby nie było że cały tydzień tylko przed tym komputerem, wyruszyłam na wycieczkę do Krakowa. Pociągiem. Przezornie dzień wcześniej wykupiłam bilety- sobie i mej towarzyszce podróży- siostrze (stwierdziła że absolutnie nie mogę jechać sama ;). Pani kasjerka sprzedała mi je nawet w promocji- zapłaciłam tylko 33zł. Problem tylko w tym, że był to bilet na pociąg, który nie istniał, gdyż z dniem następnym zmieniał się rozkład jazdy, zmienił się też sam przewoźnik.. Tak więc tym drogim kawałkiem papieru mogłam sobie teraz wytrzeć… buty. Czy Pani sprzedawczyni zrobiła to z premedytacją, czy dlatego że tak jej kazali (dobrodusznie promocją), czy nieświadomie-  tego się już nie dowiem.
……………………………. ……… ……… .  Teraz miałam trzy możliwości:
 …..1) Z rozpędu uderzyć głową w ścianę peronu 1. z okrzykiem „Do Hogwartu!”, czy Krakowa;
.2) Wykupić bilet na pociąg obecnego przewoźnika, czyli zapłacić jeszcze raz- tym razem jednak 48zł,
 ………………………………………….a na poprzedni złożyć reklamację;
…………………………………………………….3) Wrócić do domu.
 …………………Wszystkie opcje wydawały się kuszące, ostatecznie wybrałam tę nr 2.
Podróż jak podróż. Trafił nam się przedział z 4 dziadkami i młodzieńcem z gniazdem ze włosach;) Próbowałam zająć się lekturą, jednak przeszkadzała mi świadomość, że kto nie czuwa, ten jest oglądany. W połowie drogi wsiadło całe mnóstwo ludzi, byli wszędzie, siedzieli na swoich torbach w korytarzu, stali przy oknach, aż mi było głupio że siedzę. W większości było widać, że mieli już wprawę.
Kraków jak Kraków. Byłam tam już kiedyś, raz  w życiu 6 lat temu, toteż po wyjściu z pociągu nie bardzo wiedziałyśmy gdzie dalej iść (: Po omacku dotarłyśmy na rynek. W pijalni czekolady wypiłyśmy dobrą herbatkę, zakupiłyśmy dwie najmniejsze z możliwych pamiątki, zrobiło się ciemno i trzeba było wracać
do domu.
Powrót  w wagonie klasy 1/2. Przytulnie i pusto. W oświetlonej kabinie czekałyśmy aż ruszy, kiedy przez drzwi wsunął samą głowę pewien młody człowiek pytając, czy może do nas dołączyć ze swoim kolegą; „Tak? Możemy? Ale na pewno? Kolega jest obcokrajowcem, to nie przeszkadza?”. Jego kolega to właściwie jego szef w firmie zajmującej się pośrednictwem pracy czy czymś takim. Taki brązowawy, sympatyczny. Rozsiadali się wyjaśniając, że już na dworcu fell in love w nas i za wszelką cenę chcieli z nami siedzieć.  My ledwo  żywe, oni za to bardzo nastawieni na konwersację. Wystąpiła tu bariera tzw. językowa,  sorry our english is not very well. Początkowo już wstawiony polski kolega służył za tłumacza, acz po którejś kolejce zaniemógł.  Wtedy okazało się, że bez niego też umiemy się dogadać, aż głośno odkrywczo spostrzegłam:
-Wódka connecting people!
-Like T-mobile!
Haha. My nie piłyśmy.
Miałam marchewkową Vitaminkę i  równolegle z nimi uzupełniałam płyny.
Ale i tak namawiał:

-Iwonka, why don’t you drink? Do you want to mixed with Vitaminka?
-No, thanks, it’s good enough. But have you ever drunk wine with coca cola?
-Omg, what?! No! (…) 
Nasza rozmowa zeszła nawet na Freudowskie spojrzenie na związki. Nie jestem pewna, czy wyrażałam się jasno;] ale wątpię, żeby przy tej ilości alkoholu jakoś długo (do wytrzeźwienia) pamiętał naszą dywagację.
…………………..                 ……Ja natomiast kolejny raz doszłam do wniosku,
że
…………….             ..czasem trzeba się trochę upić, żeby się ze mną dogadać.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii ja, obyczaje

 

Sobota

13 kwi

Wcześnie mi się dziś wstało.
Grający na telefonie braciszek i trzaski zbierających się kolejno do pracy rodziców otwierały mi oczy
już od 7… Do wymarzonej kawy brakło mleka, co zmusiło mnie do wyjścia do sklepu. Nie to, żebym
nie lubiła chodzić po sklepach; problem tkwi w tym akurat sklepie (jedynym w okolicy)
i świadomości higienicznej jego ekspedientki.
Poranna gastro-faza popchnęła mnie do kupienia jeszcze dwóch bułek.. Stoję w kolejce.
Przy koszykach, które kto wie po co tam są, siedzi jeden z tych znanych pod-sklepowych ludzi,
a do sklepu wkracza drugi, oznajmiając:
-Kierowniczko! Ja biorę cztery browary, a zapłace późni!
-Dobra! -Odpowiada pani ‚kierowniczka’, gołą ręką (którą wcześniej wydawała pieniążki) odkładając
niezafoliowaną szynkę. O, przepraszam, jednak miała rękawiczkę- czarną, zimową, bez palców.
Doczekałam się na swoją kolej. Pani kierowniczka otwarła mój worek, żeby policzyć dwie bułki,
po czym kciukiem i palcem wskazującym ujęła jedną bułkę i rzekła:
-Ta bułka jest wczorajsza, pójdę ci ją wymienić.
Patrzyłam na tą bułkę ściśniętą tą wykonującą wcześniej wszystko inne dłonią nawet nie słuchając,
co do mnie mówi, po czym skupiłam się na samej trzymającej ją dłoni i kiedy ostatnie echo jej stwierdzenia
wyleciało mi drugim uchem (co nie oznacza tu że jestem wewnętrznie pusta), odpowiedziałam:
-Nie, nie trzeeba, kupię tylko tę jedną.
Czasami wracam z tego sklepu i mam ochotę wszystko umyć..
-Iwona, dlaczego myjesz to mleko?
-Nieważne.
Kiedy już zrobiłam sobie wspaniałą kawę, kolejny raz naszła mnie myśl, żeby się gdzieś wybrać.
Od zeszłego czwartku wzięłam sobie tydzień wolnego, ale w sumie nie mam co ze sobą zrobić…
Pomyślałam więc, że pojadę zarezerwować sobie bilet na pociąg i jutro zobaczę Kraków.
Chwilę później stoję na przystanku autobusowym, jednak zamiast autobusu podjeżdża
mały biały samochód i czterdziestoletni wątły pan z papierosem krzyczy do mnie:
-Siadeeej!*   (*’może panią podwieźć?’ przyp. tłum.)
W sumie mój autobus spóźniał się tylko minutę, ale ta jego siła perswazji…
Co miałam zrobić. Siadłam. Okazało się, że to znajomy moich rodziców i że jestem
podobna do mamy (Cóż..). Niestety ja ze swoją prostopagnozją z nikąd go nie kojarzyłam.
Tym sposobem wysłuchałam kilku opowieści o pracy za granicą, poznałam kilka brzydkich wyrazów..
Kształcąca to była podróż. Z powrotem już autobusem;
-Poproszę normalny na Rejtana.
-A siadej.
Czyli do Rejtana bryknełam się za free, na dalszą trasę mam miesięczny :)

Teraz jeszcze ostro świeci zachodzące już Słońce.
Niebo jest szare, białe, niebieskie i granatowe, sypie grad i pojawia się tęcza.
Cudo :)

 

 

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii obyczaje

 

Dlaczego kobiety się malują?

12 kwi

Szukając odpowiedzi na tytułowe pytanie i obserwując różne osoby,
doszłam do dwudziestu wniosków, czyli:

1. Żeby wyglądać ładnie.
2. Żeby nie wyglądać brzydko.
3. Aby zwrócić na siebie uwagę.
4. Aby nie zwracać na siebie uwagi.
5. Żeby podobać się komuś.
6. Żeby się nikomu nie podobać.
7. Żeby podobać się wszystkim.
8. Żeby podobać się Sobie.
9. W celu wykonania jakiegoś eksperymentu.
10. Z wewnętrznej konieczności.
11. Z nudów.
12. Dla zabawy.
13. Do zdjęcia.
14. Bo tak .
15. Żeby wykończyć stare kosmetyki, bo
kończy im się ważność (zawsze się kończy ;>).
16. Żeby wykończyć stare kosmetyki
i mieć powód, by kupić nowe.
17. Aby wypróbować nowe kosmetyki.
18. Żeby prezentować się inaczej.
19. Aby wyglądać młodziej, niekiedy..
20. Starzej.

Chyba coraz rzadziej słyszy się, że wygląd nie ma znaczenia.
Bo jeśli nie ma, to po co To Wszystko?

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii obyczaje

 

Dryf

08 kwi

Praktycznie każdy swój dzień zaczynam od picia kawy.
Poświęcam tej czynności należytą uwagę, zachwycam się jej ciepłem, smakiem i wyglądem.
W sumie to tylko kawa, ale co jeśli już nic miłego mnie tego dnia nie spotka? Szkoda więc,
żeby taka przyjemność uszła mojej uwagi. Tak podziwiając nachylam się bliżej kubka i
jak grom z jasnego nieba uderza mnie widok wynurzającego się z kawy odnóża.
Półcentymetrowa, włochata noga  kto wie czego  swobodnie i beztrosko faluje po powierzchni kawy.
Pytanie brzmi: Gdzie wobec tego jest teraz jeszcze tułów ze swoją nieparzystą liczbą odnóży?
W najlepszym wypadku owad lecący nad kubkiem tylko zrzucił nogę i poleciał dalej. Ale
co jeśli umył się w mojej kawie i teraz błądzi gdzieś  w nieprzezroczystym płynie?
Dedukując, jest jedno odnóże- musi być też drugie, głowa, tułów, odwłok…
Bear Grylls’em nie jestem i zalewa mnie dobrze znana fala ambiwalentnych uczuć,
bo szkoda wylewać, ale wstręt pić dalej.
I nie znalazłam.

Nie odzywałam się od dobrego tygodnia, a teraz wyjeżdżam  z takim ‚kałem’.. ;)
Wiem jak to może wyglądać. Może trzeba było jeszcze trochę pomilczeć.

Ale wreszcie wyszło Słońce  i mogę przerwać swój milczeniowy strajk przeciw zimie.
Spałam przy otwartych zasłonach i kiedy rano zobaczyłam tyle promieni słonecznych w swoim pokoju,
było to bardziej jak zmartwychwstanie, aniżeli tylko zwykła pobudka ;D
Dobrze, że droga do pracy długa, może zdążę się jeszcze nacieszyć, zanim na osiem godzin
zniknę w niebieskich murach mojej firmy.

 

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii ja