RSS
 

Like a traveler

18 kwi

…. Dni wolnego minęły mi szybko i niepostrzeżenie.
Żeby nie było że cały tydzień tylko przed tym komputerem, wyruszyłam na wycieczkę do Krakowa. Pociągiem. Przezornie dzień wcześniej wykupiłam bilety- sobie i mej towarzyszce podróży- siostrze (stwierdziła że absolutnie nie mogę jechać sama ;). Pani kasjerka sprzedała mi je nawet w promocji- zapłaciłam tylko 33zł. Problem tylko w tym, że był to bilet na pociąg, który nie istniał, gdyż z dniem następnym zmieniał się rozkład jazdy, zmienił się też sam przewoźnik.. Tak więc tym drogim kawałkiem papieru mogłam sobie teraz wytrzeć… buty. Czy Pani sprzedawczyni zrobiła to z premedytacją, czy dlatego że tak jej kazali (dobrodusznie promocją), czy nieświadomie-  tego się już nie dowiem.
……………………………. ……… ……… .  Teraz miałam trzy możliwości:
 …..1) Z rozpędu uderzyć głową w ścianę peronu 1. z okrzykiem „Do Hogwartu!”, czy Krakowa;
.2) Wykupić bilet na pociąg obecnego przewoźnika, czyli zapłacić jeszcze raz- tym razem jednak 48zł,
 ………………………………………….a na poprzedni złożyć reklamację;
…………………………………………………….3) Wrócić do domu.
 …………………Wszystkie opcje wydawały się kuszące, ostatecznie wybrałam tę nr 2.
Podróż jak podróż. Trafił nam się przedział z 4 dziadkami i młodzieńcem z gniazdem ze włosach;) Próbowałam zająć się lekturą, jednak przeszkadzała mi świadomość, że kto nie czuwa, ten jest oglądany. W połowie drogi wsiadło całe mnóstwo ludzi, byli wszędzie, siedzieli na swoich torbach w korytarzu, stali przy oknach, aż mi było głupio że siedzę. W większości było widać, że mieli już wprawę.
Kraków jak Kraków. Byłam tam już kiedyś, raz  w życiu 6 lat temu, toteż po wyjściu z pociągu nie bardzo wiedziałyśmy gdzie dalej iść (: Po omacku dotarłyśmy na rynek. W pijalni czekolady wypiłyśmy dobrą herbatkę, zakupiłyśmy dwie najmniejsze z możliwych pamiątki, zrobiło się ciemno i trzeba było wracać
do domu.
Powrót  w wagonie klasy 1/2. Przytulnie i pusto. W oświetlonej kabinie czekałyśmy aż ruszy, kiedy przez drzwi wsunął samą głowę pewien młody człowiek pytając, czy może do nas dołączyć ze swoim kolegą; „Tak? Możemy? Ale na pewno? Kolega jest obcokrajowcem, to nie przeszkadza?”. Jego kolega to właściwie jego szef w firmie zajmującej się pośrednictwem pracy czy czymś takim. Taki brązowawy, sympatyczny. Rozsiadali się wyjaśniając, że już na dworcu fell in love w nas i za wszelką cenę chcieli z nami siedzieć.  My ledwo  żywe, oni za to bardzo nastawieni na konwersację. Wystąpiła tu bariera tzw. językowa,  sorry our english is not very well. Początkowo już wstawiony polski kolega służył za tłumacza, acz po którejś kolejce zaniemógł.  Wtedy okazało się, że bez niego też umiemy się dogadać, aż głośno odkrywczo spostrzegłam:
-Wódka connecting people!
-Like T-mobile!
Haha. My nie piłyśmy.
Miałam marchewkową Vitaminkę i  równolegle z nimi uzupełniałam płyny.
Ale i tak namawiał:

-Iwonka, why don’t you drink? Do you want to mixed with Vitaminka?
-No, thanks, it’s good enough. But have you ever drunk wine with coca cola?
-Omg, what?! No! (…) 
Nasza rozmowa zeszła nawet na Freudowskie spojrzenie na związki. Nie jestem pewna, czy wyrażałam się jasno;] ale wątpię, żeby przy tej ilości alkoholu jakoś długo (do wytrzeźwienia) pamiętał naszą dywagację.
…………………..                 ……Ja natomiast kolejny raz doszłam do wniosku,
że
…………….             ..czasem trzeba się trochę upić, żeby się ze mną dogadać.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii ja, obyczaje

 

Tags: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Marzena

    18 kwietnia 2013 o 15:33

    Eee, zaraz tam upić :) Dogadałaś się bez tłumacza, a wyobraź sobie, gdybyś do tej witaminki dodała procenty, to by była rozmowa! Tylko następny poranek byłby gorszy, a tak pamiętasz pociągowe dialogi i nie masz ciężkiej głowy. Jednak podróże rzeczywiście kształcą :)

     
    • ~Iwona

      18 kwietnia 2013 o 16:48

      Ta Vitaminka z wódką to mnie mogła zabić :) Pewnie że kształcą, szczególnie na drugi dzień, kiedy przypomniały mi się wszystkie brakujące dzień wcześniej słówka ;)

       
  2. Olena

    19 kwietnia 2013 o 20:54

    hi hi, taka młoda, a już taką mądrość posiadła;) Ta młodzież się teraz jakoś szybciej rozwija, mnie dojście to takiej prawdy objawionej zajęło dużo więcej lat.. Jaka szkoda!!! Tylu przystojnych obcokrajowców i nie tylko mnie ominęło;)