RSS
 

Archiwum - Maj, 2013

Hej! 34^^

30 maj

To był przebłysk. Otwieram szafę i wiem czego chcę.
Oczywiście w szafie tego nie ma. Czerwone spodenki- tak! Tego mi było trzeba!
To nie tak, że zobaczyłam w reklamie, na wystawie, albo na kimś… nie nie. W takich się teraz
nie chodzi. Teraz chodzi się w wyblakłych, miętowych, nieokreślenie spranych czy innych tego typu..
Może więc mój wybór był formą buntu mózgu wobec tego, na co się napatrzył?
Moda nie ta, więc poszukiwania były ciężkie. Dopiero w drugiej galerii, w ostatnim sklepie, ostatnie
i to rozmiar 34… Już prawie zrezygnowałam, bo pewnie za maałee. Ale tak pasowały do moich wyobrażeń,
że postanowiłam spróbować. Po chwili dezorientacji w terenie znalazłam przymierzalnię i… w sam raz! ;)
Specjalnie dla mnie zaniżyli numerację ;) Przecież nie schudłam, bo po czym?
Po tej nutelli, co ją w trzy dni rozpracowałam?

Teraz hasam w tych czerwonych spodenkach.
Przechodzę przez innowacyjne biało-czerwone pasy pojawiając się i znikając na przemian,
ściągam na siebie wzrok grubych dewotek o okrągłych od wykonanych na brwiach kolistych kresek
oczach, a za mną stado rozjuszonych indyków.
Nie no, bez indyków.

Obce spojrzenia- jest coś niepokojącego, kiedy bezgłośnie, bezwyrazowo wpatruje się w Ciebie swoim martwym zamyślonym wzrokiem obca osoba- nie smuci się, nie uśmiecha, nie mruga.
Co takiego kotłuje się w niepozornej skorupie? Czy myśli o tym że ma gazy po grochu z kapustą,
czy o tym, że spaliłaby na stosie wszystkie lafiryndy w czerwonych spodenkach-
można się tylko domyślać.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii zakupy

 

Krótka historia pewnego mózgu

28 maj

Nie, ten wpis nie będzie o tym, że straciłam rozum.

A było to tak… Kupiłam dziecku gazetkę. Wśród różnego rodzaju makulatury
w „dziale prasowym” sklepu spożywczego, między lodami i pomidorami moją uwagę zwróciła
zafoliowana edycja czasopisma z trzema wewnątrz dodatkami, a mianowicie: sztuczny mózg,
sztuczna plastikowa proteza żółtych krzywych zębów i oko- piłka kauczukowa.
Mogę jeszcze czasem pozwolić sobie na taki zakup, bo mam młodszego braciszka.
Że to wiecie, dla niego niby ;) Prezent okazał się trafiony! Najciekawszy był w tym wszystkim mózg-
galaretowaty, jakby wilgotny hm… kojarzy mi się z czymś. Nie wiem. Cechą tegoż była
łatwa przylepność do powierzchni  płaskich, np. ścian. Dziecko rzucało w nim  we mnie,
więc zaproponowałam żeby sprawdziło, czy do sufitu też się tak łatwo przylepi ;] O! ;] Też! ;]
W ten sposób do końca wieczoru zapewniłam sobie spokój. Następnego ranka już go tam nie było,
została po nim tylko nieregularna plama…

Kilka dni później pytam:
-Gdzie masz tę fajną zabawkę? – milczy .
-W przedszkolu na suficie!  – odpowiada druga siostra…

Mea culpa.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii dzieci, zakupy

 

Intro-intro-introwertyk

20 maj

Przyznam, że ostatnimi czasy zrobiłam się nieco aspołeczna.
To znaczy, oprócz tego że zawsze byłam, to ostatnimi czasy sama zaczynam się z tym zgadzać.
Generalnie w większości towarzystwo mnie męczy i po dziesięciu minutach spotkania z kilkoma osobami
na raz „rozładowują mi się baterie”.
Choć czasem nie chodzi o ilość, bo poznałam kiedyś osobę, która wymagała tyle uwagi i pochłaniała tyle energii, że uciekłabym przed nią w dowolny tłum. Jednak „wampy emocjonalne” to inny, dłuższy temat.
Poza tym co innego kiedy są to osoby, które dobrze znam i z którymi lubię spędzać czas, a co innego kiedy są to osoby nowe i spotkanie ma charakter integracyjny. Niektórym, szczególnie ekstrawertykom, trudno zrozumieć że komuś do szczęścia nie jest potrzebna rozkrzyczana ekipa, czy poznanie nowego tabunu ludzi… To nie znaczy, że w ogóle ich nie potrzebuję.
Potrzebuję, tylko tak… w mniejszych ilościach.
Niestety najpierw trzeba być otwartym, żeby znaleźć tych,
do których będzie się pasować.

A poza tym spaliły mi się rano pierogi i jestem głodna
czy to kwalifikuje mojego bloga do kategorii kulinarny? ;)

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii emocje, ja

 

Ornitologiem być

13 maj

Wchodzę do domu i zmierzam do swojego pokoju mieszczącego się na pierwszym piętrze.
Wtem, upragnioną, rzadko występującą pod tym numerem ciszę przerywa głuchy łomot uderzenia kto wie czego w okno któregoś z pomieszczeń na dole. Nie schodzę, czekam na jakąś reakcję będącej bliżej epicentrum siostry… Chwilę później dobiega do mnie rozpaczliwe, druzgoczące wzdychanie:
„O jeeejku, jeeejkuu, o jeeeeeeeeeeeeej!”.

Wymowa tej skąpej w słowach treści sugerowała, że stało się coś strasznego. Zanim różne przerażające, przypuszczalne i nieprawdopodobne, przychodzące mi na myśl obrazy zupełnie obezwładniły mnie w narastającym strachu, rzuciłam się biegiem na ratunek ludzkości, ujarzmić zniszczenie, opatrzyć chorych, kalekich i rannych! Z obłędem w oczach wybiegam na taras, skąd dobiega zawodzenie, a tam… siostra, nie przerywając, pochyla się nad ptakiem. Mieszkam nad rzeką, klimat sprzyja nie tylko dzikim czworonożnym zwierzętom, ale i ptactwu, którego jest tu również mnóstwo. Niestety nie znam się na ptakach- nie wiem co za „nieszczęśnik” z rozpędu w locie uderzył dziobem w okno stając się przyczyną wspomnianego łoskotu. Choć na pewno nie był to bocian, wrona, ani orzeł..
Słaba ze mnie znawczyni.

Nie umiałam też pomóc szaro-kolorowemu, jeszcze dychającemu rannemu. Zrobiło mi się trochę słabo- z całej tej niechęci dotknięcia go, a jednocześnie współczucia prawie padłam obok niego, toteż bardziej zrównoważona pod tym względem siostra przetransportowała go do karmnika, ścieląc mu w nim moją, zakupioną swego czasu w sklepie odzieżowym bluzką (10 zł/kg) i podając okruszki suchara. Tak to ptak (w najlepszych jakie mogłyśmy mu zapewnić warunkach) dochodził do siebie po wypadku. Jakaż była nasza radość, kiedy wyfrunął! A jakiż zawód, kiedy z pracy wróciła mama i razem z braciszkiem kilkanaście metrów dalej znalazła go ponownie, bo jednak daleko nie poleciał. Myślała, że żyje, więc też próbowała go uratować. Nie mniejsze też było moje zdziwienie, kiedy wchodząc do salonu zobaczyłam braciszka z zawinietym obok w sweter ptakiem oglądających razem TV. Zasugerowałam jednak mamie, by jak najszybciej się go pozbyć, umyć i zdezynfekować otoczenie, ponieważ  PACJENT NIE MRUGA!

;(

Swego czasu,  po założeniu przy ulicach ekranów wyciszających miała miejsce plaga uderzających w nie ptaków. Różne czarne martwe ptactwo, nie przyzwyczajone do takich przeszkód  leżało gdzieniegdzie obok chodników i na trawnikach. Aby temu zapobiec, na ekrany przyklejono czarne ptakopodobne naklejki; ograniczyło to częstotliwość takich zderzeń. Ale czy ktoś próbował je reanimować? :>
Kilka dni później w Internecie natknęłam się na zdjęcie kawałka kurczaka z piórami

Ktoś skomentował:
„Doświadczony weterynarz mógł go jeszcze odratować.”

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii dzieci, obyczaje

 

Wieśniactwo

06 maj

Wieś.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego tereny wiejskie zamieszkuje 15 400 000 osób stanowiąc tym samym 40% społeczeństwa. Właściwie trudno dotrzeć do właściwej definicji wieśniactwa. To dobrze znane, często słyszane słowo nawet nie występuje w Słowniku Języka Polskiego, nie występuje też, o dziwo, w Słowniku Slangu Miejskiego, ani nawet na Wikipedii… Dotarłam za to do kilku pokrewnego mu definicji.

Wieśniak:
 …………………………..   …….1)  człowiek mieszkający na wsi (~Wikipedia)
a   2) pogardliwie: człowiek pochodzący ze wsi lub mieszkający na wsi (~Słownik Języka Polskiego)
………….                    .3) osoba, która jest ubrana niegustownie, jest źle ubrana (~SSM)
 …………                     .4) osoba, która wyglądem, mową lub zachowaniem kojarzy się
 ………………                   .ludziom cywilizowanym z osobą niecywilizowaną. (~SSM)

Nie od dziś ludzie żywią do siebie uprzedzenia, generalizują, przypinają łatki.
Staram się rozumieć, że bezwzględne, bezmyślne kojarzenie mieszkania na wsi z zacofaniem, brakiem gustu czy nieobyciem wynika ze społecznie błędnego postrzegania pewnych spraw. Ale dlaczego Słownik Języka Polskiego fakt mieszkania poza granicami miasta uznaje za „pogardliwy”? . . .

To już niech lepiej wypowie się Nonsensopedia.
Wieśniak – ktoś, kto pędzi bimber, owce na hale i lekkie życie. Statystyczny wieśniak bez względu na wiek uczestniczy co niedzielę we Mszy Świętej, po której udaje się z innymi wieśniakami na tanie wino, chleje na umór i bez opamiętania płodzi dzieci. W Polsce wieśniakiem jest nazywany mieszkaniec Wsi polskiej, lub osoba pracująca przy ulicy Wiejskiej w Warszawie.
Aby być wieśniakiem:
-Musisz z ogromnym zadziwieniem oglądać się na ludzi z miasta.
-Musisz mieć ciągnik Ursus, ale co najmniej 30-letni.
-Nie możesz mieć niczego, czego mogliby Ci zazdrościć sąsiedzi. W przeciwnym wypadku jesteś
. buc, cham i menda, bo nie umiesz żyć we wiejskiej wspólnocie…

;)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii obyczaje

 

Szczęśliwości szczyty i doliny

02 maj

Weekend majowy- jak co roku jest zimno i jak co roku nie mam co ze sobą zrobić.
Chociaż w sumie odkryłam dziś w sobie talent do pieczenia placka kokosowego. Nie wstawię jego
zdjęcia, bo czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal ;) Kiedy już zatkałam się plackami, kiedy odpoczęłam
po tym, jak zmęczyłam się jedzeniem, kiedy napatrzyłam się już w sufit i napatrzyłam przez okno,
wzięłam się za czytanie trudnej, acz mądrej książki. W rozdziale o szczęściu piszą:

Szczytowy poziom szczęśliwości przypada u dorosłych na wiek między osiemnastym a dwudziestym pierwszym rokiem życia, potem zaś następuje spadek aż do samego dna, które człowiek osiąga między czterdziestymi szóstymi a pięćdziesiątymi urodzinami, gdy to dochodzi do największego nasilenia lęków i rozczarowania. Co zaskakujące, wraz z każdą mijającą dekadą poziom szczęścia cały czas się podnosi i w rezultacie osiemdziesięciolatkowie są nawet bardziej szczęśliwi niż dwudziestolatkowie. Słowem, jest na co czekać!

Zrozumiałam, że teraz będę się już tylko staczać. Nawet nie wiem kiedy mnie ten
szczyt szczęścia ominął. Może go niechcący obeszłam? Ale spoko, będzie następny
(za 60 lat). Biorę jednak pod uwagę, że autor książki, podobnie jak większość jego czytelników, jest
bliżej tego drugiego szczytu. Może nie przypuszczał, że ktoś tak młody jak ja szarpnie się na jego
życiowe pocieszające dywagacje. Biorę też pod uwagę jego pozostałe spojrzenia na szczęście
i instrukcje osiągania go niezależnie od wieku… Otóż „Kto nie jest zadowolony z tego co ma,
nie będzie zadowolony z tego, co chciałby mieć. A ludzie szczęśliwi myślą o dobrym, a nie o lepszym
życiu.” Wiele wskazuje na to, że jest to poradnik dla osób, którym już po prostu zostało
zadowalanie się tym, co się ma. Rozumiem, że szczęście i radość biorą się z doceniania
pozytywów obecnego stanu rzeczy, nie znaczy to jednak, że na tych tylko należy poprzestać,
nie wyznaczać sobie celów, czy się nie rozwijać…

Kiedyś wszystko było prostsze. Droga do osiągnięcia szczęścia nie była skomplikowana,
nie prowadziła przez zawiłe filozofie…
I wciąż przez nie nie prowadzi.
Tylko ludzie z wiekiem próbują dotrzeć do niego coraz bardziej pokrętnymi ścieżkami.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ja