RSS
 

Intro-intro-introwertyk

20 maj

Przyznam, że ostatnimi czasy zrobiłam się nieco aspołeczna.
To znaczy, oprócz tego że zawsze byłam, to ostatnimi czasy sama zaczynam się z tym zgadzać.
Generalnie w większości towarzystwo mnie męczy i po dziesięciu minutach spotkania z kilkoma osobami
na raz „rozładowują mi się baterie”.
Choć czasem nie chodzi o ilość, bo poznałam kiedyś osobę, która wymagała tyle uwagi i pochłaniała tyle energii, że uciekłabym przed nią w dowolny tłum. Jednak „wampy emocjonalne” to inny, dłuższy temat.
Poza tym co innego kiedy są to osoby, które dobrze znam i z którymi lubię spędzać czas, a co innego kiedy są to osoby nowe i spotkanie ma charakter integracyjny. Niektórym, szczególnie ekstrawertykom, trudno zrozumieć że komuś do szczęścia nie jest potrzebna rozkrzyczana ekipa, czy poznanie nowego tabunu ludzi… To nie znaczy, że w ogóle ich nie potrzebuję.
Potrzebuję, tylko tak… w mniejszych ilościach.
Niestety najpierw trzeba być otwartym, żeby znaleźć tych,
do których będzie się pasować.

A poza tym spaliły mi się rano pierogi i jestem głodna
czy to kwalifikuje mojego bloga do kategorii kulinarny? ;)

 
Komentarze (14)

Napisane przez w kategorii emocje, ja

 

Tags: , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Blacky

    20 maja 2013 o 12:44

    Mam podobnie. Tłum mnie męczy.

     
    • ~Iwona

      21 maja 2013 o 14:17

      To jesteśmy już dwuosobowym tłumem nie lubiącym tłumu :)

       
  2. Olena

    21 maja 2013 o 08:36

    Czytam tak czytam.. nawet zaczynam myśleć na temat, że hm hm itd., a tu KULINARNY:)))) i zonk, i śmieję się serdecznie:) Fajna jesteś. A, że tumów;) nie lubisz..iiii…taaammmm, ważne, żebyś lubiła siebie, to najcenniejszy człowiek, jakiego znasz:)

     
    • ~Iwona

      21 maja 2013 o 14:16

      Wiem że jestem fajna:)) Ale że zaraz najcenniejszy… To trochę niebezpieczne myślenie (:

       
      • Olena

        21 maja 2013 o 14:25

        a ja myślę, że jednak najlepsze myślenie:) wtedy życie jakoś mniej boli, wiesz..

         
        • ~Iwona

          21 maja 2013 o 14:36

          Wiem, bo zwykle po uznaniu kogoś innego za najcenniejszą osobę coś zaczyna się psuć.. Tylko czasem można się za bardzo przewartościować i popaść w drugą skrajność.. Może dojść do tego, o czym napisał kiedyś Lec: „Nie jednemu zeru wydaje się, że jest elipsą po której świat się kręci.”

           
        • ~Iwona

          21 maja 2013 o 22:35

          Po prostu trudno mi czasem złapać równowagę ;I

           
          • Olena

            24 maja 2013 o 06:11

            Jak każdej myślącej osobie, kochana..

             
  3. ~Marzena

    22 maja 2013 o 15:58

    Trudno znaleźć takich, z którymi dobrze milczeć, masz rację. Gdy z przyczyn zawodowych musiałam spędzić określony czas wśród niemal obcych ludzi np. szkolenie, narada, czy inne ustrojstwo integracyjne, starałam się ciągle coś przegryzać i pić – przynajmniej nikt mnie nie usiłował zagadywać, przecież JADŁAM :) Niestety, minusem była często niestrawność z powodu przeciążenia żołądka. Ale był to jedyny kulturalny sposób, by wymiksować się z czczych pogawędek :)

     
    • ~Iwona

      22 maja 2013 o 22:07

      Nie taki znowu zły ten pomysł- może następnym razem, kiedy zagada mnie ktoś nieproszony, po prostu włożę sobie coś do buzi :)) A tak serio, te spotkania integracyjne są chyba najbardziej męczące.

       
      • ~Marzena

        25 maja 2013 o 22:27

        Spotkania integracyjne to koszmar dla osób nie lubiących sztucznych spędów, zaś raj dla chodzących na tzw. lewiznę obydwojga płci.

         
  4. Kira

    26 maja 2013 o 16:03

    Ja też jestem introwertyczką, ale trochę żałuję. Introwertyk to nie tylko samotnik, odludek (choć ja taka właśnie jestem), ale przede wszystkim ktoś, kto zamiast „wyjść” do świata – „wciąga” świat do siebie. Brzmi romantycznie, ale jest męczące…

     
    • Kira

      26 maja 2013 o 16:19

      PS. Choć akurat z obcymi ludźmi umiem i lubię rozmawiać. Byle nie za długo.