RSS
 

Ornitologiem być

13 maj

Wchodzę do domu i zmierzam do swojego pokoju mieszczącego się na pierwszym piętrze.
Wtem, upragnioną, rzadko występującą pod tym numerem ciszę przerywa głuchy łomot uderzenia kto wie czego w okno któregoś z pomieszczeń na dole. Nie schodzę, czekam na jakąś reakcję będącej bliżej epicentrum siostry… Chwilę później dobiega do mnie rozpaczliwe, druzgoczące wzdychanie:
„O jeeejku, jeeejkuu, o jeeeeeeeeeeeeej!”.

Wymowa tej skąpej w słowach treści sugerowała, że stało się coś strasznego. Zanim różne przerażające, przypuszczalne i nieprawdopodobne, przychodzące mi na myśl obrazy zupełnie obezwładniły mnie w narastającym strachu, rzuciłam się biegiem na ratunek ludzkości, ujarzmić zniszczenie, opatrzyć chorych, kalekich i rannych! Z obłędem w oczach wybiegam na taras, skąd dobiega zawodzenie, a tam… siostra, nie przerywając, pochyla się nad ptakiem. Mieszkam nad rzeką, klimat sprzyja nie tylko dzikim czworonożnym zwierzętom, ale i ptactwu, którego jest tu również mnóstwo. Niestety nie znam się na ptakach- nie wiem co za „nieszczęśnik” z rozpędu w locie uderzył dziobem w okno stając się przyczyną wspomnianego łoskotu. Choć na pewno nie był to bocian, wrona, ani orzeł..
Słaba ze mnie znawczyni.

Nie umiałam też pomóc szaro-kolorowemu, jeszcze dychającemu rannemu. Zrobiło mi się trochę słabo- z całej tej niechęci dotknięcia go, a jednocześnie współczucia prawie padłam obok niego, toteż bardziej zrównoważona pod tym względem siostra przetransportowała go do karmnika, ścieląc mu w nim moją, zakupioną swego czasu w sklepie odzieżowym bluzką (10 zł/kg) i podając okruszki suchara. Tak to ptak (w najlepszych jakie mogłyśmy mu zapewnić warunkach) dochodził do siebie po wypadku. Jakaż była nasza radość, kiedy wyfrunął! A jakiż zawód, kiedy z pracy wróciła mama i razem z braciszkiem kilkanaście metrów dalej znalazła go ponownie, bo jednak daleko nie poleciał. Myślała, że żyje, więc też próbowała go uratować. Nie mniejsze też było moje zdziwienie, kiedy wchodząc do salonu zobaczyłam braciszka z zawinietym obok w sweter ptakiem oglądających razem TV. Zasugerowałam jednak mamie, by jak najszybciej się go pozbyć, umyć i zdezynfekować otoczenie, ponieważ  PACJENT NIE MRUGA!

;(

Swego czasu,  po założeniu przy ulicach ekranów wyciszających miała miejsce plaga uderzających w nie ptaków. Różne czarne martwe ptactwo, nie przyzwyczajone do takich przeszkód  leżało gdzieniegdzie obok chodników i na trawnikach. Aby temu zapobiec, na ekrany przyklejono czarne ptakopodobne naklejki; ograniczyło to częstotliwość takich zderzeń. Ale czy ktoś próbował je reanimować? :>
Kilka dni później w Internecie natknęłam się na zdjęcie kawałka kurczaka z piórami

Ktoś skomentował:
„Doświadczony weterynarz mógł go jeszcze odratować.”

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii dzieci, obyczaje

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Kira

    13 maja 2013 o 21:56

    Ciekawy blog, będę zaglądać. Pozdrawiam.

     
    • ~Iwona

      14 maja 2013 o 00:03

      zapraszam z otwartymi ręcami (:

       
      • Olena

        15 maja 2013 o 05:51

        nie mrugał, bo się zagapił;) nie wiedziałaś? :)

         
  2. ~Iwona

    15 maja 2013 o 10:17

    Faktycznie. Tyle dobroci go spotkało, że może po prostu oniemiał :)) to może jeszcze żyje.

     
  3. ~Marzena

    30 czerwca 2015 o 18:08

    @Iwono, dobry weterynarz może wiele, jednak…. Nie wiem, co można przepisać na leczenie panierki :))))))))))))))))))))

     
    • Iwona

      30 czerwca 2015 o 23:09

      Widocznie nie jesteś doświadczonym weterynarzem ;D