RSS
 

Studia- podejście drugie.

14 lip


Wchodzę, a tu o.
To nic, że pewnie na to nie pójdę.
Tak tylko łechce mnie świadomość, że wyprzedziłam osiemset osób.
A może pójdę?

W Internecie naczytałam się wielu niepochlebnych opinii na temat osób, które wybrały psychologię.
Ja złożyłam na psychologię kliniczną z psychoneurologią.
Myślę, że by mi się podobało.. Na studiowanie w SWPS mnie nie stać. Żałuję, bo tam też jest ten kierunek, tylko „lepszej jakości”, więc pewnie praca po nim byłaby pewniejsza.. Natomiast nie mam pojęcia, co czeka mnie na UMCS w Lublinie. Musiałabym pracować i studiować jednocześnie, czyli pewnie znowu niczego nie robiłabym dobrze. A jeśli zacznę i okaże się, że kierunek w owym miejscu jest badziewny? Wtedy kolejny rok w plecy.. Niezwykle dołuje mnie fakt, że chyba nigdy nie będę robić tego, co lubię. Nie widzę swojej przyszłości w pozytywnych barwach i w cale nie mam ochoty tego wszystkiego przeżywać.

Kilka lat temu nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wyjechać gdzieś daleko i studiować w jakimś innym mieście. Jakże to tak, bez nikogo. Tylko zdałam sobie sprawę, że to przecież nie ma znaczenia,
czy jest się samemu na tym, czy na drugim końcu świata.

Złożyłam jeszcze na logistykę w swoim mieście, tylko na innej uczelni,
bo na tę, na której miałam okazję studiować wcześniej, już z oczywistych dla mnie powodów nie wrócę.

To lepiej być psychologiem z zamiłowania na bezrobociu, podczas gdy obecne stanowiska objęte są już przez znudzone chybionym zawodem osoby, czy logistykiem pracującym w swoim zawodzie bez zamiłowania?
Mam czasem wrażenie, że już  zmarnowałam swoje życie.

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii ja, studia

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Kocur

    13 lipca 2013 o 23:55

    Pamiętaj, że najważniejsze jest aby studiować to co cię interesuje :)
    Studia jak sama nazwa wskazuję są do studiowania a nie do wkuwania na blachę (!).
    Jeśli umiesz w miarę dysponować czasem, to łatwo pogodzisz pracę i uczelnie.
    Dla przykładu ja studiuje chemię i pracuje na 1/2 etatu ( fakt, faktem nie zawsze było łatwo ale wszystko da się ogarnąć ).
    Z mojego doświadczenia powiem Ci, ze warto mimo wszystko studiować w innym mieście niż rodzinne :)

    Pozdrawiam!!

     
  2. ~Marzena

    15 lipca 2013 o 13:00

    Chyba byłabyś szczęśliwa, jako psycholog, poprzedni wpis sugeruje, że masz łatwość rozmowy z obcymi ludźmi. Rozumiem Twój dylemat, też przechodziłam podobne, nie da się ich uniknąć. Nie mów tylko, że już zmarnowałaś swoje życie – podobno nawet staruszkowie popełniają życiowe błędy – a dopóki się błądzi, dopóty się żyje :)

     
  3. Olena

    15 lipca 2013 o 14:29

    Wiesz, nie ma recepty na życie, ono i tak popłynie swoim nurtem.. Studiowałam w kraju i za granicą, w sumie ponad 5 lat, nie.. 6:) 4 kierunki humanistyczne, przeprowadzałam się pewnie ze 20 razy, miałam i mam marzenia i pasje, pracuję jako handlowiec, głównie robię tłumaczenia, ale też masę innych dziwnych rzeczy, chciałabym to i owo, miałam mieć kilkoro dzieci, mam jedno itd. itd.. Życie robi z nami, co chce, pozwól mu płynąć i bierz to, co w danym momencie do Ciebie przypływa. Nigdy nie jest za późno na zmiany, wybory i decyzje. Nie myśl, że coś się kończy, czy już skończyło, bo to zawsze oznacza coś nowego:) Oddaj życiu jego lekkość, nie zamartwiaj się planowaniem, ciesz tym, co jest, wkurwiaj na to, co wnerwia, bądź dobra dla siebie i ludzi. Po prostu. Będzie super, zobaczysz:) Musisz tylko w to wierzyć:) ściskam

     
  4. ~Sówka

    15 lipca 2013 o 18:05

    Ja zawsze byłam zdania, że nie ma sensu się męczyć całe życie w zawodzie, który nas nie interesuje. Sama wybrałam kierunek, który mi wszyscy odradzali, „bo nie ma po tym pracy”, ale nie żałuję, jest ciekawy i sprawia mi przyjemność ;)

     
  5. ~Kira

    25 lipca 2013 o 03:09

    Witaj w moim rodzinnym Lublinie. :) Nie jest to brzydkie miasto, ale i specjalnie ładne – też nie… Ot, miasto-wieś.

    http://istota-rzeczy-wg-kiry.blog.onet.pl/2013/06/10/szalenstwo-nocy-letniej/

    Ja żałuję, że poszłam na anglistykę, ale podobno do niczego innego się nie nadawałam. Tyle że uczenie (zwłaszcza bachorów) to była dla mnie męka.