RSS
 

Hej, pogodo!

13 sie

Trzecia po południu, środek miasta, tradycyjny postój w korku.
Za szybą widać spacerujących chodnikiem ludzi.
Mój autobus powoli rusza- w tym samym kierunku rusza też wiatr
z każdą sekundą gwałtownie przybierając na sile. Zaskoczeni na chodniku ludzie
gubiąc się w swoich włosach i lecących z wiatrem liściach szukają parasoli.
Zaczyna niepokoić mnie fakt, że wszystko za oknem zaczyna lecieć poziomo…
Mój autobus wjeżdża na most, z którego bardzo dobrze widać
zbliżającą się przez rzekę falę czegoś białego. Oj…
Ludzie idący chodnikiem już nie wiedzą czy trzymać się barierki, czy uciekać.
Może gdyby nie wiatr, rozłożone parasole chroniłyby ich przed bombardującym wszystko gradem.
Autobus na chwilę ginie w niesamowicie gęstej fali deszczu i gradu, pasażerowie dociskając zamykane okna
wydają z siebie dźwięki zdumienia pomieszanego z zachwytem i przerażeniem w jednym.
Burza cichnie i ulicami leją się już tylko potoki wody. Przechodnie, którzy zdążyli rozłożyć parasole
składają już tylko druty, z którymi nie wiadomo co teraz zrobić. Małe, jedno-dwumetrowe gałęzie
tarasują przejścia na chodnikach, niby liście, niczym płatki- po prostu spadły.
Tylko miejsca oderwania od drzewa wskazują, że nie było tak łatwo.
Ile mógł trwać ten zgiełk?
Jedną zmianę świateł.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii emocje, ludzie

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Marzena

    16 sierpnia 2013 o 14:44

    Wow, bardzo plastyczny opis, poczułam się, jakbym sama to widziała :)
    Swoją drogą – miałaś szczęście, że byłaś wtedy w autobusie. Nie ma to, jak letni grad, od razu człowiek przestaje narzekać na upały :)

     
    • ~Iwona

      16 sierpnia 2013 o 21:19

      Chyba nigdy tak bardzo nie cieszyłam się że jadę autobusem :)

       
      • Olena

        19 sierpnia 2013 o 08:17

        Dobry opis:) Aż się o Ciebie zamartwiłam:)))) To jak w jakimś filmie grozy, wiadomo, że bohater przeżyje, a i tak się martwimy:) No, wiedziałam, że przeżyłaś, że Cię nie zepchnęło z tego mostu (w końcu napisałaś tego posta!), a jednak drżałam o Ciebie jak matka :) Ściskam kochana