RSS
 

O tym jak zostałam…

15 gru

Jest 29 września. Siadam w sali zarezerwowanej na spotkanie organizacyjne przed rozpoczęciem studiów. Sala powoli się wypełnia i podnosi się gwar. Zaczyna niepokoić mnie fakt, że wszystkie słyszane rozmowy toczą się w jakimś obcym języku (poza „kur.” i „ch..”, bo „niektóre” wyrazy w języku polskim i ukraińskim są wspólne) i mimo wytężania słuchu, nie słyszę aby ktoś mówił po polsku. Uczelnia którą wybrałam znana jest z tego, że uczy się na niej sporo obcokrajowców, jednak w moim dotychczasowym wyobrażeniu stanowili pewną ..mniejszość.  Wciąż nie znałam swojego planu zajęć, więc pomyślałam że spytam o niego siedzącą po prawej koleżankę. Zamiast normalnej odpowiedzi zostałam obdarowana jakimś dziwnym spojrzeniem, więc spytałam:
-Mówisz po polsku?
-A ty mowisz po Ukrajynsku?!
No i się nie dowiedziałam. Chciałam spytać koleżankę z lewej, ale też się nie dogadałyśmy, bo nie miała zamiaru mówić po polsku. Chyba źle sobie usiadłam, fail. Jeszcze nie raz później spotkałam się tam z taką właśnie reakcją, to coś w stylu ‚albo mówisz do mnie po ukraińsku, albo za sekundę odwrócę się do ciebie plecami i masz sobie iść’. Polska uczelnia, polski kierunek, prowadzony w języku polskim- co robią na nim ci wszyscy ludzie nie rozumiejący podstawowych zwrotów w tutejszym języku? A może… co robię tam ja? Właściwie w tej sytuacji można poczuć się obcokrajowcem w swoim własnym kraju. Po zdawało się długiej chwili oczekiwań do sali weszły dwie kobiety- pani dziekan i opiekun roku. Pierwsza obwieściła:
-„Waszym opiekunem roku będzie pani mgr Kateryna…”.
Opiekun roku też jest z Ukrainy? Może to faktycznie ja się pomyliłam z tą salą i w ogóle, no ja w sumie mam taką tendencję do mylenia sal, gubienia się, znajdowania się w niewłaściwym czasie i na niewłaściwym miejscu, tak- pewnie coś zawaliłam, ale gdzie ja powinnam teraz być, przecież sprawdziłam dwa razy, byłam przekonana że to tu, kogo mam teraz spytać, nikt nawet nie zrozumiałby o co mi chodzi…
-A więc wybrali państwo kierunek prowadzony w języku polskim. Mimo wszystko jest tutaj sporo osób z Ukrainy- ile pani Kateryno?
-Okołu dziewiendziesion proocent. -odpowiedziała polskim-ukraińskim pani opiekun.
-To sporo. Będą się państwo musieli przyłożyć do nauki języka polskiego (…)”.
Jednak się nie pomyliłam. Co teraz? Muszę znaleźć Polaków. Jakichkolwiek Polaków… Ale skąd mam wiedzieć którzy to, jeśli się nie odzywają?
Na spotkanie przyszło przedstawić się jeszcze kilka istotnych dla nas osób, puszczono jakieś listy, dano jakieś papiery do podpisania i prowadząca spotkanie spytała, kto chce być starostą roku. Wtem w odpowiedzi na  to pytanie wyrwał się z ręką w górze pewien młody Ukrainiec. Założę się, że nie wiedział o co chodzi, bo od dwóch miesięcy jest moim zastępcą i dalej nie wie.
Ja się nie zgłaszałam. Oprócz niego zgłosiła się też siedząca obok mnie z lewej koleżanka, która jeszcze przed chwilą nie rozumiała o co mi chodzi kiedy spytałam o plan zajęć. Pani prowadząca, z jakichś (dziś już w domyśle rozumianych przeze mnie) powodów, zaproponowała, że w takim razie jeszcze wrócimy do tego tematu na kolejnych spotkaniach. Nikt nie został wybrany. Wtedy z tyłu dotarła do mnie prowadzona półgłosem rozmowa:
-Ja bym się zgłosił, ale nie mam zamiaru użerać się z tymi.. (…).
Ha, są jacyś Polacy- ale chyba jednak nie mam zamiaru się z nimi zadawać.
Tak więc zrozumiałam, że jestem sama, nie mam z kim rozmawiać, ani kogo spytać co będzie dalej.
Mój stres związany ze zmianą środowiska nie wynika z tego, że boję się jak wypadnę. Dla mnie największym problemem jest zapamiętanie z kim rozmawiałam. Mam problem z zapamiętywaniem twarzy nowych osób, łatwiej mi zapamiętać jak ktoś był ubrany, jaki miał głos, albo inne cechy. Taka tam prostopagnozja.
Rozumiejąc że od tej pory muszę radzić sobie sama, wyciągnęłam notes i zaczęłam na tych i na każdych kolejnych zajęciach notować wszystko co jakkolwiek mogłoby okazać się potrzebne. Jak się okazało, nie uszło to uwagi niektórych osób.
Minął tydzień i miało miejsce kolejne spotkanie z opiekunem i innymi ważnymi osobami. Ponownie padło pytanie, kto będzie u państwa starostą? Ponownie zgłasza się nadaktywny młodzieniec i ponownie nikt nie zostaje wybrany.
Po dwóch tygodniach, w drugiej połowie października, tuż przed kolejnym tego typu spotkaniem podchodzi do mnie koleżanka i mówi, że nikt nie chce być starostą, ale widzą że jestem chyba najbardziej ogarnięta z nich wszystkich i czy chciałabym być?
Usłyszałam że jestem ogarnięta i zrozumiałam, jak słabo się znamy…
-Ojej, nie wiem, musiałabym się dowiedzieć o co w tym chodzi, to spytam jak przyjdzie pani dziekan
i się zgłoszę jakby co.
-Ok. To fajnie.
Do sali weszły obie panie. Ponownie padło pytanie, kto będzie starostą i po wstępnej ciszy oraz zgłoszeniu się znanego już młodzieńca, spytałam, jakie właściwie są zadania starosty?
-Starosta jest po to, żeby np. prowadzący zajęcia mogli kontaktować się z nim kiedy będą mieli do przekazania jakieś materiały dla pozostałych, albo w jakichś rzadkich awaryjnych sytuacjach, czasem też- raz-dwa razy do roku będzie musiał podejść do dziekanatu, a i co miesiąc napisać krótkie sprawozdanie z sytuacji na roku.
-Aha. To ja mogę być starostą.
-O! To świetnie, to proszę formularz, trzeba go wypełnić i podać swoje podstawowe dane…
A kto będzie u Państwa zastępcą?
Nie trudno było domyśleć się, kto się zgłosi.
Pani dziekan wychodząc czegoś tam mi gratulowała, a kolega zastępca na oczach innych podszedł do mnie (do przodu), usiadł obok i próbował rozmawiać. Chyba chodziło mu tylko o to, że usiadł obok mnie na oczach innych, bo w sumie nie mówił, że tak powiem, w moim języku.

Czułam,
że będzie trudno,
mimo że przecież
nie miało być

 
Komentarze (13)

Napisane przez w kategorii studia

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Marzena

    17 grudnia 2013 o 19:19

    No, no – widzę, że koleżanka wspina się po szczeblach kariery społecznej! :) :)
    W jakim mieście jest Twoja uczelnia? Pytam, bo pewnie jej lokalizacja tłumaczy taką ilość obcokrajowców.

     
    • ~Marzena

      17 grudnia 2013 o 19:20

      Zapomniałam o najważniejszym – GRATULUJĘ stanowiska :)
      (…ale nie zazdroszczę, wiem, czym to „pachnie”.)

       
      • ~Iwona

        17 grudnia 2013 o 23:18

        Oj nie wiem czy jest czego gratulować, ale dziękuję:) Właściwie to chyba społeczeństwo mnie samo na tę drabinę wypchnęło;p Powinni mi za to płacić :] Albo może chociaż w przyszłości zainteresuje to jakiegoś mojego pracodawcę..

         
        • ~Marzena

          19 grudnia 2013 o 18:29

          Oczywiście, że tak. Warto o tym wspomnieć na rozmowie kwalifikacyjnej, to jest Twój atut.

           
  2. ~Marzena

    27 grudnia 2013 o 19:11

    Oj, widzę, że koleżanka nieźle świętuje i nie ma czasu na swojego bloga :)

     
    • ~Iwona

      28 grudnia 2013 o 11:50

      Przepraszam że weszłaś tu kolejny raz i nic nowego nie zobaczyłaś. Nie wiem kiedy będę miała czas żeby pomyśleć o czymś innym niż te codzienne przyziemności..

       
      • ~Marzena

        6 stycznia 2014 o 18:01

        Trzymaj się cieplutko – do najgorszej przyziemności w końcu się przyzwyczajamy, chyba czasami po prostu nie ma innego wyjścia, niż z tym wszystkim iść dalej. Ściskam i spokojnie czekam, aż rzeczywistość trochę Ci „odpuści” :)

         
  3. ~Pani S.

    14 marca 2014 o 18:03

    Twój wpis przeczytałam z niezwykłym zainteresowaniem. Nie wiedziałam, że jakieś kierunki w Polsce są tak zdominowane przez Ukraińców. Ciekawa jestem, jak teraz, mając pewne doświadczenia, patrzysz na to zjawisko.

     
    • ~Iwona

      16 marca 2014 o 01:53

      Napiszę o tym kiedyś, ale jak będę miała lepszy dzień ;)

       
  4. ~Paweł

    22 marca 2014 o 23:18

    Pani Iwono, nie prostopagnozja a prozopagnozja :) A tak po za tym to jakbym o sobie czytał…

     
    • Iwona

      23 marca 2014 o 13:44

      Panie Pawle,
      w różnego rodzaju literaturze na ten temat spotykałam się z dwoma powyższymi określeniami naprzemiennie. Może być i prozopagnozja, choć obydwa słowa Word podkreśla mi na czerwono ;) „Poza tym”? Znaczy też masz taką pamięć do twarzy, czy chodzi o podobne doświadczenia z uczelni?

       
      • ~Paweł

        23 marca 2014 o 19:40

        Twarzy, imion i ortografii… ;)