RSS
 

Ogrodnikiem być

03 sty

Ogarnęła mnie swego czasu miłość do kwiatków i innych żyjących roślin. Uwzględniając szeroki wachlarz rodzajów miłości, powiedziałabym, że ta była plantoniczna. Ówczesny niewielki kawałek parapetu i biurka pożytkowałam na kolejne wytwory flory- nie były to gatunki z najwyższej półki, nie były to też pierwsze lepsze chabazie. Ogród niby nie miał imponujących rozmiarów, choć to oczywiście zależy…
Zależy, co komuś imponuje.

W swoim z pozoru nieprzestronnym wnętrzu mieściłam już dalię,
kaktusa, maciejkę i jakiś różowy kwiatek, do dziś nie wiem jak się nazywa.
Do spełnienia moich skromnych ogrodniczych marzeń brakowało jeszcze mięty..
Niebawem wprowadziła się i mięta. Wnętrze zakwitło i ożyło.

Niestety nie jestem doświadczonym ogrodnikiem,
ani nie mam najszerszego pojęcia o pielęgnowaniu kwiatków i jak by to powiedzieć…

Kaktus zgnił, z maciejek wyrosła pleśń, dalia uschła, po czym wypuściła jeszcze cztery kwiatki, a mięta… Mięta to była agentka! Codziennie udawała, że umarła i codziennie ożywała. Niektórzy mówią, że z kwiatkami trzeba rozmawiać. Nie wiem, czy można to nazwać rozmową, ale po całym dniu nieobecności przypadałam do parapetu z krzykiem: „Ooo nieee umaaarłaaa, co ja Ci znowu zrobiłam!”, po czym zalewałam ją wodą, a ta… zmartwychwstawała.  Człowiek  szuka w naturze wyciszenia, a tu taki emocjonujący obrót spraw. Z czasem można się przyzwyczaić i na widok zwiędłych liści mieć już solidne podstawy by twierdzić, że pewnie zaraz wszystko wróci do normy. Jednak w końcu poległa i mięta. Wypuściła kwiatki i pociemniały jej liście- to chyba był jej czas. Z całego mojego skromnego ogródka ostał się tylko ten mały różowy kwiatek. Nie wiem jak się nazywa, ale dawałam mu najmniej… Wydawał się taki wrażliwy i delikatny. Może ma wolę przetrwania, a może… wreszcie się rozumiemy;)

Z roślinami jest trochę jak z ludźmi – i oni i one bywają nieprzewidywalne.
Są wśród ludzi takie kaktusy, okazy siły, nieprzystępne jednostki,
takie dalie, co zdaje się, że się poddała, a jeszcze na wiele ją stać,
takie niezmordowane mięty, co choć tysiąc razy upadnie, powstaje,
i takie małe różowe kwiatki, co w oczach innych dawno miały dać za wygraną, 
a przeżyły ich wszystkich.

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii blog

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Marzena

    11 stycznia 2016 o 21:51

    Jestem ogrodniczką – amatorką. Ale taką z rozmachem – mój ogród to morze kwiatów plus ogródek zielny wzorowany na staroangielski. Corocznie tworzę raj na moim skrawku świata. Moja teściowa chwali się synową (a to już musi coś znaczyć :) która „ma rękę do kwiatów”. Doszło już do takich lekko absurdalnych sytuacji, że dostaję czyjeś kwiaty doniczkowe „do odratowania”. Rzadko obcy kwiat opuszcza mój dom w koszu na śmieci, więc fama o moim „drygu” rośnie. wiosnę, latem i jesienią muszę używać różnych wymówek, by jakoś zatamować zwiedzających mój ogród. To dokuczliwe i zabiera mnóstwo czasu. Nie zależy mi na podziwie. Tworzę to całe piękno z bardzo egoistycznej pobudki – dla własnej przyjemności. Już w marcu całymi popołudniami ryję w ziemi – wtedy zaczynam sadzić dalie. Trochę z tym roboty, gdyż rok rocznie w ziemi ląduje ok. 300 kłączy (ponad 40 odmian). Dochodzą lilie (ok. 100 cebulek) i wiele innych. Oczywiście, mam także róże, bzy, jaśminy, lawendę, hortensje i wiele, wiele innych. Oprócz tego sadzę kwiaty sezonowe. Niektóre sieję (jak nemezje, polecam do Twojego ogródka domowego, wyrośnie na parapecie i Cię zachwyci, czy maciejkę), niektóre sadzonki kupuję od dwóch sprawdzonych, „swoich” ogrodników. To kupowanie wynika z kompromisu, który wywarł na mnie mąż, gdy straciłam władanie w prawej ręce po wypadku. Jestem zadowolona. Moi ogrodnicy także, bo bywa i tak, że to oni dzwonią i pytają o poradę w kwestii roślin.
    Iwono, przepraszam ale ogród kwiatowy i warzywny [ten jest mniejszy ale bardzo wszechstronny, wydajny i w pełni ekologiczny, czy pomidory, ogórki, marchewki i inne swojskie warzywa plus maliny - od białych, przez żółte, czerwone a ostatnio czarne (smaki podobne ale wyglądają pięknie w deserze, czy cieście), borówki, truskawki, poziomki, arbuzy etc.] to naprawdę coś dla mnie cudownego i kocham to bardzo a bardzo, zaraz po moim mężu, zwierzakach i pisaniu :))))

    P.S. 1.Męta lubi wodę, mogłabyś mieć miętę w zbiorniczku z wodą zamiast z ziemią i nie byłoby problemów z umieraniem w mieszkaniu :) Jeżeli zapominasz o podlewaniu, to pasuje tu lawenda, której przesuszenie nie straszne, a kwitnie i kwitnie, i pachnie, jak na prowincji Włoch :) A kaktus, jak to kaktus – wystarczy mu „deszcz” góra raz na miesiąc.

    P.S. 2. Ale mi zrobiłaś apetyt na ogród. Niestety, na razie w ogrodzie leży śnieg :/

     
    • ~Iwona

      13 stycznia 2016 o 11:13

      Wow Marzena :) jeśli Ty jesteś amatorką, to kim ja jestem.. chyba że Ty jesteś amatorką na poziomie expert, a ja amatorką na poziomie amator ;) Nie słyszałam jeszcze o ogrodowym ratowniku, widać roślinki Cię ‚lubią’ ;) to jak to robisz? Stosujesz jakieś szczególne techniki motywowania rośliny do rozwoju? A może doping? ;]
      Pewnie gdybym mogła, też miałabym taką plantację… Pamiętam że zamarzyłam o tym kiedyś, kiedy byłam na zbiorach owoców. Może jeszcze kiedyś… kto wie:)
      Ale tę miętę z korzeniami mówisz trzymać w wodzie zamiast w ziemi? Podlewałam ją chyba codziennie..
      Sama narobiłaś mi ochoty ;) Ale może to i dobrze że jest zima, bo nie wiadomo czego jeszcze byśmy teraz takie nakręcone nasadziły ;)

       
      • ~Marzena

        13 stycznia 2016 o 18:00

        :))))
        Z ogrodem, jak i z całą resztą życia – jak ma się do tego serce, chce się, nie musi, to jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Stare „Ile włożysz, tyle wyjmiesz” wciąż aktualne.

         
        • ~Marzena

          13 stycznia 2016 o 18:02

          P.S. Za to moja młodsza siostra jest anty-ogrodnikiem. Śmieje się, że potrafi nawet sprawić, żeby kaktus usechł. Potrafi :) Jej narzeczony ma serce do roślin, więc to na jego barkach spoczywa ich dopiero powoli zakładany ogród.

           
          • ~Iwona

            13 stycznia 2016 o 18:55

            Już myślałam że ogrodnictwo to domena kobiet ;)