RSS
 

Dzieje się

27 lip

Ej, normalnie dowiedziałam się ostatnio, że ktoś tego mojego bloga czyta! Serio? Nie wierzę :D

Wiadomość ta wywołała na mojej klawiaturze niemałe poruszenie, doprawdy nie wiem o czym mam teraz myśleć, ani o czym napisać ;) Jednocześnie dzięki temu że znalazłam chwilę czasu, uświadomiłam sobie po raz kolejny jak wiele się w moim życiu ostatnio dzieje.
Choć czasem już trudno mi określić, czy to wiele się dzieje, czy to ja myślę zbyt wiele o tym co się dzieje.

O czym pisać? O wakacjach? O tym że skończyłam studia? Że wisi nade mną groźba pójścia na kolejne? O cyrku jaki przechodziłam ostatnimi czasy w pracy? O tym że kolejny raz
w życiu
wyprowadzam się z domu (niemal jak w tej piosence Happysadu 30 raz)? O tym że w pewien sposób ważna dla mnie osoba wychodzi za mąż i nie mogę znaleźć w swojej głowie miejsca dla tego faktu? Czy o tym że kupiłam sobie ostatnio dwa nowe kwiatki? …
To chyba oczywiste.

Stało się to na festiwalu roślin owadożernych. Wyciągnęła mnie tam, czego nie żałuję, moja siostrzyczka :) Reklama wydarzenia zachęcała ogromnymi kielichami egzotycznych kwiatów, tak barwnych i ogromnych, że w perspektywie uchwyconej na fotografii można by pomyśleć, że rośliny te żywią się chyba bydłem, a w mrocznych przypadkach może nawet ludźmi. Samo słowo Festiwal kojarzyło mi się z hucznym wydarzeniem, w które zaangażowane jest całe miasto, a tysiące przybyłych biorą udział w barwnych, kilometrowych korowodach, które w tym wypadku miałyby charakter jakiejś dżungli…
Przybywszy na miejsce festiwalu szybko uporałyśmy się z rozbieżnością między swoimi wyobrażeniami a zastanym stanem i skoncentrowały na tym, za co można podziwiać to co jest. :) Wszystko, na co zapraszały bilboardy i reklamy w istocie było – tylko w ilości, wielkości i długości mniejszej, niż można by w ogóle nieoczekiwać – w szklarni, jak na bazarku, na 30 metrach ścieżki… Ooooj tam, warto było ;) Podsumowując to ważne wydarzenie z mojego życia, to właśnie tam nabyłam swoje dwie nowe roślinki: rosiczkę i muchołapkę. Tak stałam się posiadaczką roślinek i, co za nimi idzie, zwierzątek (dopóki żyją, tzn. dogorywają). Oznacza to, że w przeciwieństwie do mnie moje kwiatki są mięsożerne. Btw.: jeśli jestem wegetarianką, to gdybym zjadła rosiczkę, która jest mięsożerna, byłabym już mięsożerna czy dalej roślinożerna?
;)

rosiczki

 
Komentarze (8)

Napisane przez w kategorii ja

 

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Beatrycze

    29 lipca 2017 o 12:54

    Zależy czy miałaby owada w środku. Jeśli tak z bycia wege nici :D Swoją drogą muchy słabo smakują, szczególnie jeśli przesiadywały… :D
    Nowe kwiatki są super. Ja mam kaktusa i storczyka. Storczykowi muszę kupić nową doniczkę, bo się nie mieści cholera :D

     
    • ~Iwona

      30 lipca 2017 o 03:34

      Tak, to sie wydaje logiczne :l;))
      Storczyka tez mam, jeden drugi nie wyglada jak storczyk bo go „ratuję”, zeby dopiero zaczął go przypominać ;) to chuchaj go tam :))

       
  2. Longina

    11 sierpnia 2017 o 21:40

    Bardzo dobrze się Cię czyta :)
    dajesz mnóstwo pozytywnej energii, nawet gdy w Twym życiu pod górke z czymś :)
    I zawsze, gdy Cię czytam, zawsze się smieję :D
    Pisz kobito, pisz! Masz dar !…
    Wcisnęłam, LUBIE TO! :) bo naprawdę lubię

     
    • ~Iwona

      13 sierpnia 2017 o 21:05

      :D <3
      odpowiednie podejście do tego co się czyta to już połowa sukcesu ;)

       
  3. ktosiowa

    26 sierpnia 2017 o 19:19

    Od dawna sama rozglądam się za tymi roślinami. Chciałabym je kupić… Może w końcu się zdecyduję.
    Tak przypadkowo trafiłam na Twojego bloga… Ale piszesz tak po prostu i po ludzku, że chyba będę zaglądać.
    Miłego dnia.

     
    • ~Iwona

      29 sierpnia 2017 o 12:58

      Dzień dobry, dziękuję, za wiele się tutaj nie dzieje, ale w wolnej chwili oczywiście zapraszam :)
      Co do kwiatków, jakiś czas temu widziałam je już w różnych większych sklepach – hipermarketach :) od listopada do marca chyba mają jakiś okres spoczynku, coś, że tracą liście, więc lepiej wyposażyć się w nie w innym okresie;)

       
  4. inmyminds

    1 września 2017 o 21:00

    Te rośliny mnie przerażają ;p Sama nie mam w domu ŻADNEGO kwiatka bo wszystkie zapominam podlewać. Więc odpuściłam sobie xD Mam sztuczny jeden. :P

     
    • ~Iwona

      17 września 2017 o 00:07

      Ja w sumie mam podobnie. Czasem ogarnie mnie jakiś zew ogrodniczy ale nie trwa długo i zamiast podziwiać i pielęgnować muszę ratować… Końcem końca nauczyłam się przynajmniej ładnie zasuszać roślinki – takie uwiecznione w książkach kwiatki, czy nietypowe listki, ładnie prezentują się jako ozdoby na jakimś papierze, szczególnie w listach :) (pisanie listów… to był zwyczaj który nie powinien umrzeć..) czy gdzieś… możliwości jest wiele :) tylko kaktusó nie umiem ususzyć, ostatni tak mi jakoś dziwnie zemdlał i zgnił o.O
      Ale Ty może sobie jeszcze nie odpuszczaj, z roślinkami jest w domu przyjemniej ;) ;)