RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘dzieci’

Małe szczęścia

27 sie

Późno dzisiaj wstałam. Może to przez wczorajszy wyczerpujący fizycznie i emocjonalnie dzień,
a może to przez to naładowane chemią (bo raczej nie procentami) piwo. Nie lubię piwa, chyba że
żurawinowe :P Obudziłam się dopiero o 10, kiedy to mój braciszek głośno obwieścił:
-MAMA! Idę robić kupę.
-To po co mi mówisz? Rób.
Aj.. A może mój mózg tego nie zauważył? Może oszukam siebie i uda mi się jeszcze zapaść
na pół godziny snu? Chociażż.. półł.. Nie, nie w tym domu. Po dziesięciu minutach ponownie
rozchodzi się dźwięk otwierających się z impetem drzwi łazienki i wołanie:
-Mama! Mama!
-Co tam!
-Psypomniała mi się taka piosenka „to co sie zdazyło to nie była miłość.. oo.. oo..”. Znas jom?
-Nie, zrobiłeś tę kupę?
-Nie jesce.
Koniec. Zbawienny sen poszedł się paść,
moje promienne oczy na dobre przywitały nowy dzień.
W drodze do pracy postanowiłam jeszcze uzupełnić garderobę o kilka par skarpetek. Szeroko pojęty
„Chińczyk” zawsze ma w ofercie szeroki asortyment wszystkiego, więc udałam się tam od razu
i bez zastanowienia. Zdziwiła mnie tak duża ilość ludzi w tym miejscu i w obawie o swój portfel
wyjęłam go z torebki- stwierdziłam że w ręce będzie bezpieczniejszy.
‚Pójdę już do kasy’- pomyślałam, a ze mną pomyśleli wszyscy pozostali. Po dwóch minutach stania
na końcu kilkunastu-osobowego ogonka zorientowałam się, że  ”coś nie rusza” i ujrzałam, że kosze
stojących przede mną klientów ponad stan wypełnione są różnego rodzaju chińszczyzną.
Pomyślałam że nie chce mi się tyle czekać. Odeszłam na dział skarpetek, żeby odnieść.
I odniosłam wszystko co trzymałam w rękach
W drodze do pracy wstąpiłam jeszcze do tesco kupić coś do jedzenia. Stojąc przy kasie szukam portfela,
ale znalazłam tylko kartę. Ale jak to nie mam portfela? Przed chwilą strzegłam go jak oka w głowie.
A że oka w głowie się raczej nie strzeże… Godząc się już ze stratą wracam tą samą drogą którą przyszłam.
Ponownie wchodzę do „sklepu z ubraniami”, na dział skarpetki, do półki na którą je odłożyłam…
Są! =) One i on. Że też nikt z wielu klientów nie pomyślał, żeby sprawdzić co jest w tym portfelu-
w końcu co by robił portfel na półce ze skarpetkami?
Może nikt nie uwierzył w swoje szczęście :)
Ja w każdym razie odetchnęłam..

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii dzieci, emocje, ludzie, zakupy

 

Jajca

19 lip

Tak wyglądało
po pół godzinie oczekiwań
śniadanie mojego braciszka. Nie wiem, czy odgłosy zachwytu były spowodowane głodem
czy faktycznym zachwytem godnym zachwytu nad jedzeniem. Wprost nie mógł uwierzyć,
że ten grzyb (jajo+pomidor+majonez) jest jadalny :):) hihi

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii dzieci

 

Jego pierwsze zakupy

01 lip

Ciężko zachować regularność w pisaniu, kiedy nie ma się dostępu do Internetu.
Ale dziś jest! Chodzi jakby nie mógł, ale jest…

Kilka dni temu mój brat (5l.) pomaszerował na swoje pierwsze samodzielne zakupy.
Tak jest! Sam! Całe pół kilometra od domu…
-Daniel, pójdziesz do sklepu i kupisz masło i bułkę tartą, dobra?
-Dobra.
-Co masz kupić?
-Masło i chleb tarty.
-Nie chleb tarty, tylko bułkę tartą. Napisałam ci na kartce co masz  kupić i wkładam ci ją tu do portfela,
a tu w drugiej kieszonce masz 10 zł.
Małemu materialiście, liczącemu swoje drobne w każdej wolnej chwili, najbardziej spodobała się ta dziesiątka. Mama wyposażyła go jeszcze w odpowiednią siatkę i stojąc pod domem obserwowała, jak jej syn, oglądając się co chwilę, drobnymi kroczkami coraz bardziej oddala się od domu…
-Nie oglądaj się na mnie tylko patrz na drogę!
Ja również patrzyłam. Dziecko najwyraźniej nie miało stresa sądząc po tym, że w drodze skacze po rowach, aby przy okazji nazbierać dla mamy różnych wspaniałych kwiatów :D Droga koło nas oczywiście nie jest ruchliwa. W przeciwnym razie mama na pewno nie pozwoliłaby mu jeszcze na takie przechadzki.
Oto i wraca. Mała reklamówka o dziwo wypełniona jest różnymi zakupami… Masło, chleb, lód…
-Danielku, a po co kupiłeś chleb?
-Bo pani mówiła że nie ma chleba tartego, był tylko taki.
Zaabsorbowany zakupami, pieniędzmi i kwiatami zapomniał o schowanej w portfelu liście. Ale nic nie szkodzi… Kiedy zajął się konsumowaniem topiącego się loda, mama wykonuje telefon do pani ekspedientki z pytaniem, czy może oddać chleb. Osobiście zaczynam się zdumiewać: Jak to oddać chleb? Taki nie zafoliowany, niesiony w jakiejś używanej siatce, razem z innymi zakupami? Żeby chociaż był w osobnym woreczku- nie.
-A pewnie!- odpowiada zadowolona sprzedawczyni- Brakuje mi dziś chlebów. Przynieś, sprzedam.
Pisałam już, że czasem wracam z tego sklepu i mam ochotę wszystko umyć. Hm, czy dla pani podającej gołą ręką w rękawiczce bez palców szynkę i wydającej tą samą ręką pieniądze, chleb z takiej reklamówki byłby jakimś problemem? Jak mogłam wątpić…
Przy okazji sprzedawczyni przybliżyła mamie jak przebiegały zakupy:
-Przyszedł i mówi, że chce kupić chleb tarty i masło, ale tak, żeby wystarczyło na loda
i żeby jeszcze wydać mu  z tej dziesiątki…

 

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii dzieci

 

Krótka historia pewnego mózgu

28 maj

Nie, ten wpis nie będzie o tym, że straciłam rozum.

A było to tak… Kupiłam dziecku gazetkę. Wśród różnego rodzaju makulatury
w „dziale prasowym” sklepu spożywczego, między lodami i pomidorami moją uwagę zwróciła
zafoliowana edycja czasopisma z trzema wewnątrz dodatkami, a mianowicie: sztuczny mózg,
sztuczna plastikowa proteza żółtych krzywych zębów i oko- piłka kauczukowa.
Mogę jeszcze czasem pozwolić sobie na taki zakup, bo mam młodszego braciszka.
Że to wiecie, dla niego niby ;) Prezent okazał się trafiony! Najciekawszy był w tym wszystkim mózg-
galaretowaty, jakby wilgotny hm… kojarzy mi się z czymś. Nie wiem. Cechą tegoż była
łatwa przylepność do powierzchni  płaskich, np. ścian. Dziecko rzucało w nim  we mnie,
więc zaproponowałam żeby sprawdziło, czy do sufitu też się tak łatwo przylepi ;] O! ;] Też! ;]
W ten sposób do końca wieczoru zapewniłam sobie spokój. Następnego ranka już go tam nie było,
została po nim tylko nieregularna plama…

Kilka dni później pytam:
-Gdzie masz tę fajną zabawkę? – milczy .
-W przedszkolu na suficie!  – odpowiada druga siostra…

Mea culpa.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii dzieci, zakupy

 

Ornitologiem być

13 maj

Wchodzę do domu i zmierzam do swojego pokoju mieszczącego się na pierwszym piętrze.
Wtem, upragnioną, rzadko występującą pod tym numerem ciszę przerywa głuchy łomot uderzenia kto wie czego w okno któregoś z pomieszczeń na dole. Nie schodzę, czekam na jakąś reakcję będącej bliżej epicentrum siostry… Chwilę później dobiega do mnie rozpaczliwe, druzgoczące wzdychanie:
„O jeeejku, jeeejkuu, o jeeeeeeeeeeeeej!”.

Wymowa tej skąpej w słowach treści sugerowała, że stało się coś strasznego. Zanim różne przerażające, przypuszczalne i nieprawdopodobne, przychodzące mi na myśl obrazy zupełnie obezwładniły mnie w narastającym strachu, rzuciłam się biegiem na ratunek ludzkości, ujarzmić zniszczenie, opatrzyć chorych, kalekich i rannych! Z obłędem w oczach wybiegam na taras, skąd dobiega zawodzenie, a tam… siostra, nie przerywając, pochyla się nad ptakiem. Mieszkam nad rzeką, klimat sprzyja nie tylko dzikim czworonożnym zwierzętom, ale i ptactwu, którego jest tu również mnóstwo. Niestety nie znam się na ptakach- nie wiem co za „nieszczęśnik” z rozpędu w locie uderzył dziobem w okno stając się przyczyną wspomnianego łoskotu. Choć na pewno nie był to bocian, wrona, ani orzeł..
Słaba ze mnie znawczyni.

Nie umiałam też pomóc szaro-kolorowemu, jeszcze dychającemu rannemu. Zrobiło mi się trochę słabo- z całej tej niechęci dotknięcia go, a jednocześnie współczucia prawie padłam obok niego, toteż bardziej zrównoważona pod tym względem siostra przetransportowała go do karmnika, ścieląc mu w nim moją, zakupioną swego czasu w sklepie odzieżowym bluzką (10 zł/kg) i podając okruszki suchara. Tak to ptak (w najlepszych jakie mogłyśmy mu zapewnić warunkach) dochodził do siebie po wypadku. Jakaż była nasza radość, kiedy wyfrunął! A jakiż zawód, kiedy z pracy wróciła mama i razem z braciszkiem kilkanaście metrów dalej znalazła go ponownie, bo jednak daleko nie poleciał. Myślała, że żyje, więc też próbowała go uratować. Nie mniejsze też było moje zdziwienie, kiedy wchodząc do salonu zobaczyłam braciszka z zawinietym obok w sweter ptakiem oglądających razem TV. Zasugerowałam jednak mamie, by jak najszybciej się go pozbyć, umyć i zdezynfekować otoczenie, ponieważ  PACJENT NIE MRUGA!

;(

Swego czasu,  po założeniu przy ulicach ekranów wyciszających miała miejsce plaga uderzających w nie ptaków. Różne czarne martwe ptactwo, nie przyzwyczajone do takich przeszkód  leżało gdzieniegdzie obok chodników i na trawnikach. Aby temu zapobiec, na ekrany przyklejono czarne ptakopodobne naklejki; ograniczyło to częstotliwość takich zderzeń. Ale czy ktoś próbował je reanimować? :>
Kilka dni później w Internecie natknęłam się na zdjęcie kawałka kurczaka z piórami

Ktoś skomentował:
„Doświadczony weterynarz mógł go jeszcze odratować.”

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii dzieci, obyczaje