RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘emocje’

Świetlówka

11 mar

Stoję przy oknie i czynię zabiegi upiększające przed wyjściem z domu, kiedy nagle dzwoni telefon.
Pan z drugiej strony słuchawki przedstawiwszy się zaprasza mnie na
rozmowę kwalifikacyjną.
Byłam już na tego typu rozmowie rok temu. Tym razem od razu po rozłączeniu zrobiłam listę Swoich Wad, gdyż rok temu niemal poległam na pytaniu o tę właśnie kwestię (wtedy nie wiedziałam od czego zacząć). Mija kilka godzin, a telefon dzwoni znowu – tym razem jest to przesympatyczna pani, a dzwoni żeby poinformować, że przecież już byłam na takiej rozmowie rok temu, że nie trzeba drugi raz i już mogę zacząć pracę!
Szczerze mówiąc myślałam że do tego czasu dawno przepadłam i że już o mnie zapomnieli..
A tu proszę, warto mieć nadzieję ;) Ludzie to czasem mają porządek w papierach.

Pierwsze dni minęły mi dość nieudolnie.
Nietypowy obrót spraw sprawił, że żadnej z osób które miały mnie wdrożyć do pracy do końca tygodnia nie będzie. Mam czekać na polecenia i tak mija mi czas na tym czekaniu.. Tak oto wczoraj przez cały dzień:
-przeczytałam sześć artykułów o przewozach w lotnictwie i wzroście popytu na piwo w Afryce,
-uzupełniłam notatki z wykładów,
-nabiłam sobie guza,
-zepsułam biurko,
-wypiłam kawę.
Nie jestem przyzwyczajona do tego że mam tyle czasu.
Wychodząc wyciągam rękę żeby zgasić światło, a środkowa świetlówka…
gaśnie pierwsza. Ona czekała na mnie, czekała, aż zrobię to Ja tą swoją nieszczęsną ręką,
żeby na koniec tego niefortunnego dnia spalić się akurat przy mnie!

Nie zdziwię się jeśli niebawem zakończę swoją karierę na tym jej początku ;-)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii emocje, praca

 

Bądźmy pozdrowieni

10 paź

„Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata,
za niepewność – wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych,
zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością,
która nie ma dna
Bądźcie pozdrowieni.

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia…
za niezaradność w rzeczach zwykłych
i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny
i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego, co jest
a przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone – nieznane – niewypowiedziane
- ukryte w was.

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę,
za wasze zachłanne przyjaźnie,
miłość i lęk, że miłość mogłaby
umrzeć jeszcze przed wami.

Bądźcie pozdrowieni za wasze uzdolnienia
- nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli poznać
wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać, zamiast naśladować
że jesteście leczeni, zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.”
-Kazimierz Dąbrowski

Jeden z lepszych, z jakimi się ostatnio zetknęłam.
Dobry, nieprawdaż? :)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii emocje

 

Zabezpieczony: Emocjonalny zakalec

14 mar

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

 
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Napisane w kategorii emocje

 

Bieda urojona

19 wrz

Dziw bierze, jak wiele można sobie wmówić.
Coś sprawia, że zaczynamy myśleć o sobie w pewien określony sposób i ‚jakaś siła’ nas według niego przeobraża. Niestety podświadomość nie zawsze chce dla nas dobrze, a siła tych myśli potrafi być niezwykle destrukcyjna, także fizycznie. Na przykład niektórzy wmawiają sobie że są chorzy- i są. Przypomina mi się tutaj Dick z „Tajemniczego Ogrodu” od dziecka cierpiący na urojonego garba, będącego sprawcą jego życiowego nieszczęścia i braku nadziei na dobrą przyszłość. A jak wiadomo można wmówić sobie dużo poważniejsze choroby- choroby serca, choroby układu pokarmowego.. Dziwić się, że ‚wiara czyni cuda’ kiedy jakiś z dupy wzięty uzdrowiciel uzdrawia jednym dotknięciem, to jak dziwić się, że tabletki placebo uzdrawiają miliony. Sprawa jest prostsza: najpierw wiara w swoją chorobę czyni cuda w postaci jej efektów, a później ta sama wiara (tylko już w ustąpienie choroby), czyni te same cuda w postaci braku efektów wcześniejszej wiary. Hej wystarczy! Miałam pisać o biedzie. O biedzie. Obiedzie.. Głodna jestem :>

Dwa tygodnie temu poznałam w pracy nowego kolegę- bardzo wylewny i rozmowny człowiek. Przyszedł, usiadł przy stanowisku obok i zanim jeszcze dowiedziałam się jak się nazywa, już zdążyłam usłyszeć, że jest w trudnej sytuacji materialnej i rodzinnej, mogą mu zabrać rentę po ojcu, jego mama jest przed emeryturą i nie pracuje, są na jakimś zasiłku 600zł a przecież muszą opłacić czynsz i rachunki, a i z czegoś trzeba żyć, więc on tu przyszedł pracować żeby tylko przetrwać i w sumie jest też chory i jeszcze te studia… A ja tak słucham.. ‚To przecież straszne! Co on teraz taki biedny zrobi? Jak oni sobie z tym wszystkim teraz poradzą?
I już.. Już pogrążam się w bezradności i rozpaczy za ludzkim nieszczęściem, już prawie serce mi z żalu pękło… Kiedy kilka dni później budzi mnie rano telefon. Niedawno poznamy kolega dzwoni i ponaglającym tonem głosu pyta, ‚czy pożyczę mu 150zł na nowe słuchawki do Iphone’a, bo gość na allegro tak tanio sprzedaje i on potrzebuje już teraz, a odda mi za parę dni’… W tej chwili mój niezawodny telefon się rozładował, po raz kolejny okazując się mistrzem taktu. Czy ja dobrze usłyszałam? Czy na pewno już się obudziłam? Niestety tak i w skrócie możnaby to ująć: „Pożycz mi 150zł na słuchawki do Iphone’a bo jestem biedny”. Uświadomiłam sobie wtedy, że chyba jednak jestem biedniejsza niż on. Nie, nigdy nikomu nie pożyczę 150 zł na słuchawki do Iphone’a. Napisałam mu w wiadomości, że będąc w tak trudnej sytuacji może nie powinien pozwalać sobie teraz na takie wydatki.. Otrzymałam odpowiedź że jednak nie zabiorą mu renty.

Może to już czas? Może to już czas wyjść na ulice i zacząć żebrać, skoro tak biedny człowiek ma, a ja ciągle ten sam stary, blaszany telefon…

Dobrze że mi to serce wcześniej nie pękło.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, obyczaje, praca, znajomi

 

Człowiek kebab i inne perspektywy

01 wrz

…Ten nie będzie- może za gruby, wolisz szczupłych.  W końcu masz prawo-
masz prawo zdecydować z kim chcesz być! Ale mija czas, mijają mimochodem
wspólnie spędzone chwile i w końcu coś sprawia, że zaczyna jawić się raczej jako
wspaniały drobiowy kebab pośród tych pustych bułek i suchych naleśników, jak
zapiekanka z dodatkami pośród tych wszystkich suchych sztangli.                               

Bułka jak bułka, ale to dodatki w jej wnętrzu decydują, czy się na nią połakomimy.
Problem w tym, że naturalnie na pierwszy rzut oka nie widać, jakie ktoś ma wnętrze.
A kebaby są różne.
Np. naleśniki niektórych kebabów są tak zawinięte, że z zewnątrz absolutnie nic nie wskazuje na to,
że będzie to coś dobrego- to wiadomo dopiero kiedy się spróbuje. Czyli trzeba zaryzykować.
Niby tylu ludzi się już zatruło, ale  jak tu nie skończyć kiedy się już zaczęło?
Byłoby szkoda…
Przecież nie jest to wina całego kebaba,
czasem wszystko psuje tylko zepsute mięso.

Niektórzy na początku znajomości okazują się niezwykle ciekawi, tylko później
jakaś zepsuta część ich osobowości każe nam wybierać między swoim zdrowiem,
a zauroczeniem i świadomością poświęconego tej osobie czasu, sił, zaangażowania…
Byłoby szkoda.
Byłoby z resztą trudno- o ile „brnie się samo”, o tyle zmiany czasem wymagają dużego samozaparcia.
Szczególnie kiedy jest się głodnym
i nie ma się już dużo pieniędzy.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, znajomi

 

Małe szczęścia

27 sie

Późno dzisiaj wstałam. Może to przez wczorajszy wyczerpujący fizycznie i emocjonalnie dzień,
a może to przez to naładowane chemią (bo raczej nie procentami) piwo. Nie lubię piwa, chyba że
żurawinowe :P Obudziłam się dopiero o 10, kiedy to mój braciszek głośno obwieścił:
-MAMA! Idę robić kupę.
-To po co mi mówisz? Rób.
Aj.. A może mój mózg tego nie zauważył? Może oszukam siebie i uda mi się jeszcze zapaść
na pół godziny snu? Chociażż.. półł.. Nie, nie w tym domu. Po dziesięciu minutach ponownie
rozchodzi się dźwięk otwierających się z impetem drzwi łazienki i wołanie:
-Mama! Mama!
-Co tam!
-Psypomniała mi się taka piosenka „to co sie zdazyło to nie była miłość.. oo.. oo..”. Znas jom?
-Nie, zrobiłeś tę kupę?
-Nie jesce.
Koniec. Zbawienny sen poszedł się paść,
moje promienne oczy na dobre przywitały nowy dzień.
W drodze do pracy postanowiłam jeszcze uzupełnić garderobę o kilka par skarpetek. Szeroko pojęty
„Chińczyk” zawsze ma w ofercie szeroki asortyment wszystkiego, więc udałam się tam od razu
i bez zastanowienia. Zdziwiła mnie tak duża ilość ludzi w tym miejscu i w obawie o swój portfel
wyjęłam go z torebki- stwierdziłam że w ręce będzie bezpieczniejszy.
‚Pójdę już do kasy’- pomyślałam, a ze mną pomyśleli wszyscy pozostali. Po dwóch minutach stania
na końcu kilkunastu-osobowego ogonka zorientowałam się, że  ”coś nie rusza” i ujrzałam, że kosze
stojących przede mną klientów ponad stan wypełnione są różnego rodzaju chińszczyzną.
Pomyślałam że nie chce mi się tyle czekać. Odeszłam na dział skarpetek, żeby odnieść.
I odniosłam wszystko co trzymałam w rękach
W drodze do pracy wstąpiłam jeszcze do tesco kupić coś do jedzenia. Stojąc przy kasie szukam portfela,
ale znalazłam tylko kartę. Ale jak to nie mam portfela? Przed chwilą strzegłam go jak oka w głowie.
A że oka w głowie się raczej nie strzeże… Godząc się już ze stratą wracam tą samą drogą którą przyszłam.
Ponownie wchodzę do „sklepu z ubraniami”, na dział skarpetki, do półki na którą je odłożyłam…
Są! =) One i on. Że też nikt z wielu klientów nie pomyślał, żeby sprawdzić co jest w tym portfelu-
w końcu co by robił portfel na półce ze skarpetkami?
Może nikt nie uwierzył w swoje szczęście :)
Ja w każdym razie odetchnęłam..

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii dzieci, emocje, ludzie, zakupy

 

Hej, pogodo!

13 sie

Trzecia po południu, środek miasta, tradycyjny postój w korku.
Za szybą widać spacerujących chodnikiem ludzi.
Mój autobus powoli rusza- w tym samym kierunku rusza też wiatr
z każdą sekundą gwałtownie przybierając na sile. Zaskoczeni na chodniku ludzie
gubiąc się w swoich włosach i lecących z wiatrem liściach szukają parasoli.
Zaczyna niepokoić mnie fakt, że wszystko za oknem zaczyna lecieć poziomo…
Mój autobus wjeżdża na most, z którego bardzo dobrze widać
zbliżającą się przez rzekę falę czegoś białego. Oj…
Ludzie idący chodnikiem już nie wiedzą czy trzymać się barierki, czy uciekać.
Może gdyby nie wiatr, rozłożone parasole chroniłyby ich przed bombardującym wszystko gradem.
Autobus na chwilę ginie w niesamowicie gęstej fali deszczu i gradu, pasażerowie dociskając zamykane okna
wydają z siebie dźwięki zdumienia pomieszanego z zachwytem i przerażeniem w jednym.
Burza cichnie i ulicami leją się już tylko potoki wody. Przechodnie, którzy zdążyli rozłożyć parasole
składają już tylko druty, z którymi nie wiadomo co teraz zrobić. Małe, jedno-dwumetrowe gałęzie
tarasują przejścia na chodnikach, niby liście, niczym płatki- po prostu spadły.
Tylko miejsca oderwania od drzewa wskazują, że nie było tak łatwo.
Ile mógł trwać ten zgiełk?
Jedną zmianę świateł.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii emocje, ludzie

 

Gdzieś była granica …

13 lip

Powiem Wam o czym mówią mi ludzie, kiedy w pracy z nimi rozmawiam,
a Wy spróbujcie domyśleć się, w jakim zawodzie pracuję:

-Ja już niedługo umrę, pani, to już końcówka..
-3 lata? Ja za rok mogę nie żyć.
-Wie pani, jestem chora tak, że już nie wyzdrowieję.
Nie chciałabym w razie czego obarczać rodziny.
-Nie mam z kim rozmawiać. Jestem już stara, nie mam rodziny, wszyscy umarli.
-Nie mam pieniędzy, mąż mi umarł i teraz sama wychowuję dzieci.
-Mam 800 zł renty i muszę z tego utrzymać rodzinę…
-Nie mam pracy.
-Zostałam oszukana, mam teraz takie długi, że już na nic mnie nie stać.
-Żona mnie dziś zostawiła, wyprowadziła się ode mnie z dziećmi- rozumie pani?
Zostawiła mnie! Teraz jestem sam! Ale wezmę, wezmę chociaż dla dzieci i będę płacił.

Wiecie już kim jestem?

Jestem telemarketerką w pewnej sieci komórkowej. Zajmuję się proponowaniem i sprzedawaniem
ogólnodostępnych w sieci ofert…  Jak to się dzieje że po kilku minutach rozmowy schodzi ona
na takie tematy? Normalnie. Po podaniu ceny- ta cena to około pięćdziesiąt złotych miesięcznie.
Jednak to nie wypowiedzenie do słuchawki „czterdzieści dziewięć dziewięćdziesiąt miesięcznie”
wzbudza u nich takie emocje…

Oni po prostu NIE MAJĄ Z KIM ROZMAWIAĆ.

Chyba że to ja COŚ W SOBIE MAM?
Może kiedy wypowiadam np. „umowa będzie na 2 lata” swoim tonem, swoją barwą głosu,
gdzieś między wierszami tak na prawdę daję im do zrozumienia, że jestem odpowiednią osobą
do wysłuchania o ich problemach, może słychać w moim głosie jakąś psychologiczną fachowość
i COŚ mówi im:
To TA.

Myślałam, że przywykłam.
W końcu pracuję w tym charakterze już ponad dwa i pół roku. Słyszałam już na prawdę różne rzeczy.
Ale sama chyba też miewam gorsze dni, jak dziś. Po tym jak pan w średnim wieku napłakał mi do słuchawki,
że zostawiła go żona, skończyłam pracę trochę wcześniej.

W swojej pracy cenię sobie elastyczność moich pracodawców- mogę wyjść wcześniej,
czy nie przyjść wcale i odpracować w inny dzień. Nie wyobrażam sobie
niektórych dni przepracowanych do końca.
W pracy mam dostęp do informacji, ile godzin od momentu zatrudnienia przepracowałam każdego miesiąca.
Ostatnio między rozmowami podliczyłam, że przepracowałam już 2710 godzin.
To daje około 25 000 rozmów.
Podobno 1% społeczeństwa to ludzie psychicznie chorzy, będący zagrożeniem dla innych-
daje mi to 250 psychopatów..
Podobno 90% społeczeństwa deklaruje mniej lub bardziej poważne choroby psychiczne,
co z kolei daje wynik 22 500 rozmówców. Czyli statystycznie
2500 rozmówców było całkiem zdrowych na umyśle :)

Niech mi ktoś powie, że nie mam doświadczenia.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ja, praca

 

Co było pierwsze?

16 cze

Uważam, że kura. Temat kury i jajka jest dla mnie oczywisty i zamknięty.
Za to po głowie chodzi mi inna wątpliwość, która zdaje się mieć podobny charakter:
Czy to myśli powodują emocje, czy emocje- myśli?
Można by przyjąć, że najpierw jest myśl, a potem dopiero emocja.  Np. przypominam sobie o kimś i na tę myśl robi mi się ciepło na duszy, co powoduje uśmiech-emocja uzewnętrzniona pozytywna. Jednak w wyniku drążenia miłego tematu, na którąś myśl przychodzi mi jakiś niemiły fakt z tą osobą związany, z kolei powodując ust opad- emocja uzewnętrzniona negatywna. Ale naukowcy wciąż nie wiedzą jak powstaje myśl. Podobno już samo uśmiechanie się do siebie i wyginanie w ten sposób ust wprawia w bardziej pozytywny nastrój, nawet kiedy nie ma innego powodu. Tak więc pojawia się emocja, która dopiero pociąga za sobą jakieś pozytywne myśli- żeby usprawiedliwić zaistniały nastrój i nie cieszyć się tak bez powodu
A w ogóle to słyszałam, że wszystkiemu winne nasze flaki…
Według pewnej teorii psychologicznej za nasze samopoczucie odpowiedzialny jest stan zdrowia naszych wnętrzności.  Jeśli tak, to najpierw zepsute jelito puszcza sygnała do mózgu, a dopiero wtedy ten nasuwa myśl, że powodem zaistniałego dziś smutku jest bieda i kryzys gospodarczy…
Wiem wiem, z tą teorią trzeba ostrożnie, bo może to być tylko jeden z powodów danego stanu emocjonalnego, a zarzucenie komuś kto twierdzi iż powodem jego smutku jest akurat topniejący lodowiec, że tak na prawdę to czuje się tak bo ma coś nie tak z jelitami, byłoby ryzykowne.
I co? Miała być poważna dywagacja, a znowu wyszedł jakiś kał.
Jak by nie było, temat uważam za otwarty.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii emocje

 

Intro-intro-introwertyk

20 maj

Przyznam, że ostatnimi czasy zrobiłam się nieco aspołeczna.
To znaczy, oprócz tego że zawsze byłam, to ostatnimi czasy sama zaczynam się z tym zgadzać.
Generalnie w większości towarzystwo mnie męczy i po dziesięciu minutach spotkania z kilkoma osobami
na raz „rozładowują mi się baterie”.
Choć czasem nie chodzi o ilość, bo poznałam kiedyś osobę, która wymagała tyle uwagi i pochłaniała tyle energii, że uciekłabym przed nią w dowolny tłum. Jednak „wampy emocjonalne” to inny, dłuższy temat.
Poza tym co innego kiedy są to osoby, które dobrze znam i z którymi lubię spędzać czas, a co innego kiedy są to osoby nowe i spotkanie ma charakter integracyjny. Niektórym, szczególnie ekstrawertykom, trudno zrozumieć że komuś do szczęścia nie jest potrzebna rozkrzyczana ekipa, czy poznanie nowego tabunu ludzi… To nie znaczy, że w ogóle ich nie potrzebuję.
Potrzebuję, tylko tak… w mniejszych ilościach.
Niestety najpierw trzeba być otwartym, żeby znaleźć tych,
do których będzie się pasować.

A poza tym spaliły mi się rano pierogi i jestem głodna
czy to kwalifikuje mojego bloga do kategorii kulinarny? ;)

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii emocje, ja