RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘ja’

Szafa

24 paź

To zdjęcie mówi o mnie tyle, że nie jestem pewna czy powinnam się aż tak odsłaniać..

ia

 

 

 

 

 

 

 

 

Lubię porządek:)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja

 

Imprezowiczka

08 paź

Ni stąd ni zowąd moi rodzice postanowili gdzieś na krótko wyjechać. Zabrali też ze sobą mojego 8 letniego brata. Z ich trójki on chyba cieszył się najbardziej. Dokładniej mówiąc, rzadko widziałam żeby z jakiegoś powodu tryskał taką radością. W dniu wyjazdu (rano,
o godzinie, która dla mnie jest jeszcze nocą) kątem ucha dobiegały mnie odgłosy jego przeżywania: „-To jest najważniejszy dzień w moim życiu!” oraz skrzętnego, kompleksowego pakowania: „-Miś, telefon, ładowarka, klapki…” .
W końcu pojechali. Podobno jest im fajnie.

Rzadko zdarza mi się kogoś do siebie zapraszać, z reguły to ja gdzieś wybywam. Dziś jednak postanowiłam skorzystać z rzadkiej okazji wolności chaty i to ja ‚zrobiłam imprezę’^^ Zaprosiłam osiemnaście osób. Nikt nie przyszedł.

Piję hebratę do lustra.

No… party hard.

(już się więcej nie przejmę, że to nie u mnie się spotykamy)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii ja, znajomi

 

Placek

29 maj

Dzień dobry, wróciłam:) fajnie nie?

Wróciłam, bo na studiach zaczyna mi się sesja i powinnam się teraz uczyć,
w pracy mam kilka spraw do załatwienia i powinnam mieć je już z głowy,
doganiają mnie ostateczne terminy i powinnam robić teraz coś innego,
dlatego, jak dziś, muszę czasem odłożyć wszystko pod biurko
i chociaż chwilę poudawać, że czas mnie nie goni i nie płynie.

Mój dzisiejszy wpis będzie o staraniu się trochę za bardzo, komitragicznym poświęceniu
oraz rozpaczliwej próbie udowodnienia światu i sobie, że… umiem zrobić tego placka.
Komitragizm jest wtedy, kiedy „tragedia przeżywać, śmiech opisywać”.

Streszczając- placek miał być gotowy na środę rano.
Już dwa dni wcześniej  lustrowałam sklepy i chodziłam po najwykwintniejszych Biedronkach
w celu nagromadzenia najbardziej odpowiednich (okiem eksperta) składników.
Aż przyszedł wtorek wieczór.
Chłodny wieczór, godzina 22, wszyscy domownicy już położyli się spać. Co robię ja?
Tłukę pod gołym niebem za domem pierwsze orzechy włoskie do placka…
Trzeba mi ich było prawie pól kg, a już kilka minut później zaczął padać deszcz.
Oprócz nich potrzebowałam jeszcze trzech warstw ciasta.
Pomyślałam, że szkoda czasu i kiedy ta będzie się piekła, będę wracać do rąbania orzechów.
Dwa razy mi wyszło, do ostatniej ‚wróciłam za późno’ i się spaliła.
W lekkiej panice i ledwowystarczalności składników udało się to nadrobić.
Kiedy zakończyłam powyższe procesy, było coś po 1:30.
Czyżby już finisz? Nie,
trzeba było zmielić orzechy, a mi wcześniej do głowy nie przyszło, że
Pani Maszyna do mielenia orzechów zachowuje się głośniej niż kombajn. I tutaj
placek pogrzebany, bo nawet gdybym ją wyniosła do garażu, mogłabym obudzić tym pół wsi.
Pomyślałam, że do 9 rano mam jeszcze trochę czasu, wstanę więc o 5 i dokończę.

Budzik zadzwonił mi o 5:30, wstałam godzinę później;] Usłyszawszy, że domownicy już wstają
zmieliłam, co miałam zmielić, zrobiłam masę i już naprawdę wystarczyło wszystko tylko połączyć.
Wzięłam więc do rąk, całkiem delikatnie, pierwszą warstwę i… w palcach zostały mi tylko dwa małe
odłamane kawałki z prostokątnej warstwy, która moment później rozsypała się na dziesiątki małych,
nieforemnych kształtów, których nie było nawet jak do siebie dopasować…
Było za późno, żeby piec je od nowa. Ale wtedy jeszcze się nie załamałam. Po prostu pomyślałam,
że ten pójdzie na dół, albo do środka, jakoś się poklei tą marmoladą, przywali resztą i nie będzie widać,
w końcu mam jeszcze dwie całe warstwy i nie ma się czym przejmować! Odkładam więc warstwę na stosik
i nauczona doświadczeniem, jeszcze delikatniej, ujmuję drugą warstwę. Tym razem w palcach zostały mi
trochę większe kawałki… Tylko trochę większe. Tutaj byłam już lekko podłamana.
Ale przynajmniej dało się z tego poskładać jakąś, miejscami płaską, powierzchnię. Chyba nigdy wcześniej
nie zdobyłam się na większą delikatność, niż wtedy, kiedy podnosiłam ten ostatni równy placek.
Ale trzecia również się rozpadła, a wraz nią… ja.
Mój czas się już kończył, miałam za sobą niewyspaną noc, a przed sobą trzy stosiki, które miały być
podstawami wspaniałej plackowej konstrukcji. A tu co? Gruz.
Układam je więc kolejno na spodzie blachy i udaję, że nic się nie stało, zalepi się tą marmoladą,
przykryje tą orzechową masą i tak dalej i tak dalej. Na koniec zalałam to nieszczęście polewą i przysypałam
czymś kolorowym. Stanęłam i nie mogłam uwierzyć, że nic nie widać. Udał się i wyglądał, bezczelny,
jak gdyby nigdy nic się nie stało. Kolorowy, jak gdyby nigdy nikt się przy nim nie załamał
i w ogóle spontanik, luzik…
Przynajmniej był dobry. Wiem to od osób, które tak mówiły przez następne pół roku;p

Zawsze doceniajmy czyjś kulinarny trud. Nigdy nie wiemy, czym go przypłacił,
żeby sprawić nam przyjemność, lub żeby po prostu
dotrzymać słowa.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii ja

 

Połowa wakacji

20 sie

Szybko mija mi dzień, już po 12…
Nie mam serca pić kolejnej kawy. Jeszcze za wcześnie.
Moja potrzeba odpoczynku kończy się tam, gdzie zaczyna się poczucie bezczynności
i marnowanego czasu. Zaczynam mieć takie poczucie.
Tak więc koniec wakacji. Ogłaszam sobie
koniec wakacji!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja

 

Jak mi w szafie

08 maj

Pięć miesięcy temu kolejny (czwarty) raz w życiu zmieniłam adres swojego zamieszkania. Zważywszy jak trudno mi znaleźć swoje miejsce na Ziemi uważam za sukces, że jestem tu tak długo. Mieszkam w „jednej z najwyższych półek jednej z najwyższych szaf” i lubię widok ze swojego okna. Mój pokój jest mały, ale dokładnie taki jakiego potrzebuję. Poza tym, poza pewnymi wyjątkami jest tu cicho- słowem:
doceniam taki stan rzeczy.
imag0007

Do wyjątków należała na przykład pierwsza noc, kiedy oniemiała z wrażenia nie wiedząc co robić słuchałam sąsiedzkiej awantury. Trochę się wtedy podłamałam, bo najbardziej zależało mi jednak na spokoju. Przestraszyłam się że tak będzie codziennie, ale było (tylko) 2 razy… Drugim razem kilka dni później o 3 w nocy- wtedy to sąsiedzi mieszkający piętro niżej waleniem w rury „poprosili o ciszę” tych, którzy kłócili się nade mną, piętro wyżej. Żałuję że nie opanowałam języka tej wyższej formy komunikacji, która zaledwie kilkoma dźwiękami zaprowadziła upragnioną ciszę i spokój. Bo, ach, gdybym opanowała, zawsze kiedy coś zakłócałoby MOJĄ CISZĘ, przydzwaniałabym w kaloryfer i przywracała spokój… :)

Dziwne, że sąsiedzi w takim bloku nie czują się ze sobą jak jedna wielka rodzina,
przecież jeśli chcą, wiedzą o sobie wszystko.
Ach te szafy.

Inny wyjątek był taki, że początkowo w jednym mieszkaniu mieszkałam z dwiema Ukrainkami, które nie wiedziały że wiem o czym rozmawiają. Poza tym rozmawiały ze sobą w taki sposób, że czasem nie wiedziałam czy się z czegoś śmieją, czy kłócą. Było mi to bardziej darcie ‚strun’ i pisk, niż rozmowa, ale jedna z nich już się wyprowadziła i tu też ucichło. Cieszę się tym bardziej, że koleżanki niekiedy rozmawiały o mnie- najwidoczniej były pewne że ich nie rozumiem. To takie obgadywanie ciebie przy tobie- a ja trochę kłamałam uśmiechając się jak bym nie rozumiała.

I były też inne wyjątki, ale najważniejsze, że udało się przejść nad nimi do porządku.
Ostatnio mam fazę na pielęgnowanie kwiatków :) Jedne usychają zanim zdążą zwiędnąć, inne się rozwijają..
Czekam na maciejki, zobaczymy co z tego wyjdzie :)
imag0021

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii ja, ludzie

 

Matematyko moja

28 lut

Nadszedł dzień w którym musimy się pożegnać,
choć tylko teoretycznie. Właściwie nie żegnamy się ze sobą,
a ze wszystkimi, którzy lepiej lub gorzej próbowali nas ze sobą poznać.
Im również sporo zawdzięczam, choć czasem sposób w jaki o tobie mówili
sugerował, że chcą nas ze sobą poróżnić…
Jak wiesz, uparcie walczę ze stereotypami i sama
staram się przekonać, czy faktycznie jest tak, jak mówią inni.
Dzięki temu stałam się bogatsza o różne doświadczenia i wartościowe znajomości.

Znamy się od dziecka- to ty byłaś moim pierwszym krokiem w nauce,
dzięki której mogłam się w pewien sposób rozwinąć.
Choć w sumie nie jestem pewna, co mam myśleć o naszej znajomości-
czy zdążyłyśmy poznać się na tyle dobrze, aby teraz rozstać się w spokoju,
nie mając co do siebie żadnych wątpliwości? Pewnie nie,
pewnie mogłam zrobić dla nas więcej.
Ale niech wyznacznikiem tego, jak dobrze się znamy, nie będą oceny tych,
którzy próbowali nas ze sobą poznać, czy poróżnić (kto ich wie..).
Niech ich oceny będą wyznacznikiem tego, jak się sami starali i tego,
jakie jest ich osobiste wrażenie na temat naszej znajomości,
wyznacznikiem spełniania ich oczekiwań, a nawet
wyznacznikiem ich ‚humoru’… Wiesz, jak było.

Pewnie jeszcze nie raz będzie nam dane się spotkać.
Nie przejdę obok ciebie obojętnie- w końcu tak wiele ci zawdzięczam!
Nauczyłaś mnie liczyć-
liczyć na ciebie i liczyć na siebie.
Rachunek staje się dużo bardziej skomplikowany,
kiedy przychodzi mi liczyć na innych- czasem wydają się nieobliczalni, ale uczę się. Być może moje zrozumienie przyjdzie wraz z pogłębieniem wiedzy o nich.

Na koniec pozwolę sobie na odrobinę szczerości- nie byłaś łatwa
chwilami wychodził na jaw twój trudny charakter i dochodziło między nami do spięć,
ale ważne że umiałyśmy się ze sobą godzić i do siebie wracać.

Żegnaj, a może
Do zobaczenia! ;)

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii ja, studia, znajomi

 

Problemy małych ludzi

28 sty

Obecnie mój poziom wysokości z którego obserwuję świat (nie jest to wysoki poziom :D)
nie dewastuje mi życia jakoś szczególnie, poza pewnymi sytuacjami  w których zwyczajnie
fizyczna wysokość oczu nad ziemią i wysięg wyciągniętej w górę dłoni
okazuje się niewystarczający.

Syty nie zrozumie głodnego, ani duży małego,
ale spróbuj wyobrazić sobie że jesteś na zakupach. Nie na wszystko możesz sobie pozwolić,
mimo że jesteś bardzo bogaty i w cale nie jesteś na diecie. I mimo że jesteś tak bogaty,
że mógłbyś kupić sobie cały sklep i wszystkie złote drabiny świata, tych płatków
z najwyższej półki sobie nie kupisz, bo… nie dosięgniesz.
Towary z wyższych półek niestety nie zdejmują się siłą woli- możesz tak sobie stać
i czekać na trzęsienie ziemi aż same spadną, albo pójść po coś długiego na stoisko z bagietkami…
[Nigdy aż tak mi nie zależało;]
Albo wyobraź sobie że stoisz w kolejce- patrzysz przed siebie i widzisz tylko czubki głów,
albo ich nie widzisz i wydaje ci się wręcz że stoisz pierwszy- chciałbyś podejść bliżej do kasy,
ale oto trochę poniżej twojego czubka nosa ktoś stoi.
Tyle razy zdarzyło mi się, że ktoś po prostu wszedł sobie przede mnie, że chyba lepiej
byłoby mi się do tego przyzwyczaić. Żeby zwrócić komuś uwagę trzeba się liczyć z ryzykiem tego,
jak ją przyjmie i nie jest powiedziane że w ogóle to zrobi.
Jedna z heurystyk oceniania polega na  sklasyfikowaniu czegoś mniejszego jako mniej ważne,
ale myślę że ludzie którzy pozwalają sobie na takie klasyfikacje dużo tracą
i niech to będzie dla nich kara za włażenie mi w kolejkę :p.

Za to jedną z zalet bycia mniejszym jest na przykład to, że pewne rzeczy wydają się większe.
Takie łóżko- możesz spać nawet na rozgwiazdę a wciąż  będzie jeszcze dużo miejsca :)
(Oczywiście z pesymistycznego punktu widzenia wydaje się bardziej puste, ale
nie będę się nad tym rozwodzić).
Gdyby to jeszcze gwarantowało wysypianie się..
Mały często też mniej je i potrzebuje mniejsze ubrania
a mniejsze ubrania mniej ważą x)

Czasem najwięcej zależy od
umiejętności spojrzenia na problem..

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii ja

 

Gdzieś ty tyle była

04 paź

Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem czy w ogóle zaczynać..
Czy pisać o pięknie tego miejsca w którym spędziłam ostatnie dwa miesiące,
czy o owocach, których zbieranie właściwie sprawiało mi przyjemność, czy szczerze
o ludziach, którzy nijak nie pasowali do tego pięknego obrazka, z którymi musiałam żyć,
a których życie było tak nudne, że z tej całej swojej frustracji czy zgorzkniałości jakiejś
postanowili uprzykrzać ciekawsze  życia pozostałych członków emigracyjnego kieratu?
Czy to już czas zapomnieć o wszystkim, o czym lepiej nie pamiętać, czy
jeszcze jeden raz, od nowa sobie przypomnieć?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii ja, ludzie, podróże, praca

 

Wakacje

03 lip

Ha, koniec!
Sesję mam już za sobą. Może to trochę dziwne, ale pouczyłabym się czegoś jeszcze;
trzeba było zostawić sobie coś na poprawkową.. ;> W całym ubiegłym roku zaliczyłam
łącznie 40 kolokwiów, egzaminów i projektów. Nie wiem jak udało mi się zaliczyć to wszystko
w pierwszym terminie (właśnie się pochwaliłam, gdyby ktoś nie zauważył).
Teraz liczę na jakieś fajne stypendium :) Ale to dopiero po wakacjach..

A na wakacjach.. mam taki plan..

Wyjechać.
Do Francji.
Na truskawki.
Wrócę jak się „najem”. A dokładniej za 2 miesiące..
Już kupiłam bilet.

Nie wiem czy to najlepszy pomysł, wiele mam obaw. W cale nie takich,
że ktoś mnie wykiwa i nie zapłaci- to miejsce do którego moi znajomi jeżdżą od dobrych paru lat.
Chyba najbardziej obawiam się utraty kontaktu ze wszystkimi którzy coś dla mnie znaczą na tak długi czas.

O, tego..

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii ja, praca, znajomi

 

Tak właśnie

02 cze

000000000000000000000000000000000000000000000000000000

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii ja