RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘ja’

Gdzieś ty tyle była

04 paź

Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem czy w ogóle zaczynać..
Czy pisać o pięknie tego miejsca w którym spędziłam ostatnie dwa miesiące,
czy o owocach, których zbieranie właściwie sprawiało mi przyjemność, czy szczerze
o ludziach, którzy nijak nie pasowali do tego pięknego obrazka, z którymi musiałam żyć,
a których życie było tak nudne, że z tej całej swojej frustracji czy zgorzkniałości jakiejś
postanowili uprzykrzać ciekawsze  życia pozostałych członków emigracyjnego kieratu?
Czy to już czas zapomnieć o wszystkim, o czym lepiej nie pamiętać, czy
jeszcze jeden raz, od nowa sobie przypomnieć?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii ja, ludzie, podróże, praca

 

Wakacje

03 lip

Ha, koniec!
Sesję mam już za sobą. Może to trochę dziwne, ale pouczyłabym się czegoś jeszcze;
trzeba było zostawić sobie coś na poprawkową.. ;> W całym ubiegłym roku zaliczyłam
łącznie 40 kolokwiów, egzaminów i projektów. Nie wiem jak udało mi się zaliczyć to wszystko
w pierwszym terminie (właśnie się pochwaliłam, gdyby ktoś nie zauważył).
Teraz liczę na jakieś fajne stypendium :) Ale to dopiero po wakacjach..

A na wakacjach.. mam taki plan..

Wyjechać.
Do Francji.
Na truskawki.
Wrócę jak się „najem”. A dokładniej za 2 miesiące..
Już kupiłam bilet.

Nie wiem czy to najlepszy pomysł, wiele mam obaw. W cale nie takich,
że ktoś mnie wykiwa i nie zapłaci- to miejsce do którego moi znajomi jeżdżą od dobrych paru lat.
Chyba najbardziej obawiam się utraty kontaktu ze wszystkimi którzy coś dla mnie znaczą na tak długi czas.

O, tego..

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii ja, praca, znajomi

 

Tak właśnie

02 cze

000000000000000000000000000000000000000000000000000000

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii ja

 

Cześć wiosna

10 lut

Piękny mieliśmy dziś dzień.
Ciepła wiosna w środku zimy zawsze spoko.
A w maju to już w ogóle ma być tak ciepło,
że będziemy w klapkach po śniegu chodzić.

Wygląda na to, że zaliczyłam wszystko i przede mną równe dwa tygodnie wolnego.
To dużo czasu, wystarczająco dużo żeby jeszcze raz pomyśleć
dokąd zmierza to moje życie,
na co mogę liczyć, a na co już nie..
Może nawet wystarczająco dużo żeby nadziwić się sobie,
jak można było doprowadzić się do takiego.. stanu i ‚miejsca’.
Może nawet zdążę ustalić kim w ogóle dla siebie i dla innych jestem
i kim dalej być.. Choć czas musiałby na te dwa ostatnie plany
bardzo zwolnić, żeby były one wykonalne.

Czyli jednak nie mam wolnego.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii ja

 

Kupię czas

02 lis

Mam coraz mniej czasu,
więc nie ma mnie tu coraz dłużej,
to jednak sprawia, że do napisania mam coraz więcej,
ale opisanie tego zajęłoby mi coraz więcej czasu,
którego coraz bardziej na to nie mam.

Poza tym w moim zegarku odpadła wczoraj wskazówka sekundowa.
Biedna, nie wyrobiła.
Ale ja muszę!

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii, ja

 

An alient

03 paź

Czuję się,
że tak powiem,
bezgranicznie samotna.

Nawet nie chce mi się tłumaczyć dlaczego.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii, ja, ludzie

 

Bieda urojona

19 wrz

Dziw bierze, jak wiele można sobie wmówić.
Coś sprawia, że zaczynamy myśleć o sobie w pewien określony sposób i ‚jakaś siła’ nas według niego przeobraża. Niestety podświadomość nie zawsze chce dla nas dobrze, a siła tych myśli potrafi być niezwykle destrukcyjna, także fizycznie. Na przykład niektórzy wmawiają sobie że są chorzy- i są. Przypomina mi się tutaj Dick z „Tajemniczego Ogrodu” od dziecka cierpiący na urojonego garba, będącego sprawcą jego życiowego nieszczęścia i braku nadziei na dobrą przyszłość. A jak wiadomo można wmówić sobie dużo poważniejsze choroby- choroby serca, choroby układu pokarmowego.. Dziwić się, że ‚wiara czyni cuda’ kiedy jakiś z dupy wzięty uzdrowiciel uzdrawia jednym dotknięciem, to jak dziwić się, że tabletki placebo uzdrawiają miliony. Sprawa jest prostsza: najpierw wiara w swoją chorobę czyni cuda w postaci jej efektów, a później ta sama wiara (tylko już w ustąpienie choroby), czyni te same cuda w postaci braku efektów wcześniejszej wiary. Hej wystarczy! Miałam pisać o biedzie. O biedzie. Obiedzie.. Głodna jestem :>

Dwa tygodnie temu poznałam w pracy nowego kolegę- bardzo wylewny i rozmowny człowiek. Przyszedł, usiadł przy stanowisku obok i zanim jeszcze dowiedziałam się jak się nazywa, już zdążyłam usłyszeć, że jest w trudnej sytuacji materialnej i rodzinnej, mogą mu zabrać rentę po ojcu, jego mama jest przed emeryturą i nie pracuje, są na jakimś zasiłku 600zł a przecież muszą opłacić czynsz i rachunki, a i z czegoś trzeba żyć, więc on tu przyszedł pracować żeby tylko przetrwać i w sumie jest też chory i jeszcze te studia… A ja tak słucham.. ‚To przecież straszne! Co on teraz taki biedny zrobi? Jak oni sobie z tym wszystkim teraz poradzą?
I już.. Już pogrążam się w bezradności i rozpaczy za ludzkim nieszczęściem, już prawie serce mi z żalu pękło… Kiedy kilka dni później budzi mnie rano telefon. Niedawno poznamy kolega dzwoni i ponaglającym tonem głosu pyta, ‚czy pożyczę mu 150zł na nowe słuchawki do Iphone’a, bo gość na allegro tak tanio sprzedaje i on potrzebuje już teraz, a odda mi za parę dni’… W tej chwili mój niezawodny telefon się rozładował, po raz kolejny okazując się mistrzem taktu. Czy ja dobrze usłyszałam? Czy na pewno już się obudziłam? Niestety tak i w skrócie możnaby to ująć: „Pożycz mi 150zł na słuchawki do Iphone’a bo jestem biedny”. Uświadomiłam sobie wtedy, że chyba jednak jestem biedniejsza niż on. Nie, nigdy nikomu nie pożyczę 150 zł na słuchawki do Iphone’a. Napisałam mu w wiadomości, że będąc w tak trudnej sytuacji może nie powinien pozwalać sobie teraz na takie wydatki.. Otrzymałam odpowiedź że jednak nie zabiorą mu renty.

Może to już czas? Może to już czas wyjść na ulice i zacząć żebrać, skoro tak biedny człowiek ma, a ja ciągle ten sam stary, blaszany telefon…

Dobrze że mi to serce wcześniej nie pękło.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, obyczaje, praca, znajomi

 

Człowiek kebab i inne perspektywy

01 wrz

…Ten nie będzie- może za gruby, wolisz szczupłych.  W końcu masz prawo-
masz prawo zdecydować z kim chcesz być! Ale mija czas, mijają mimochodem
wspólnie spędzone chwile i w końcu coś sprawia, że zaczyna jawić się raczej jako
wspaniały drobiowy kebab pośród tych pustych bułek i suchych naleśników, jak
zapiekanka z dodatkami pośród tych wszystkich suchych sztangli.                               

Bułka jak bułka, ale to dodatki w jej wnętrzu decydują, czy się na nią połakomimy.
Problem w tym, że naturalnie na pierwszy rzut oka nie widać, jakie ktoś ma wnętrze.
A kebaby są różne.
Np. naleśniki niektórych kebabów są tak zawinięte, że z zewnątrz absolutnie nic nie wskazuje na to,
że będzie to coś dobrego- to wiadomo dopiero kiedy się spróbuje. Czyli trzeba zaryzykować.
Niby tylu ludzi się już zatruło, ale  jak tu nie skończyć kiedy się już zaczęło?
Byłoby szkoda…
Przecież nie jest to wina całego kebaba,
czasem wszystko psuje tylko zepsute mięso.

Niektórzy na początku znajomości okazują się niezwykle ciekawi, tylko później
jakaś zepsuta część ich osobowości każe nam wybierać między swoim zdrowiem,
a zauroczeniem i świadomością poświęconego tej osobie czasu, sił, zaangażowania…
Byłoby szkoda.
Byłoby z resztą trudno- o ile „brnie się samo”, o tyle zmiany czasem wymagają dużego samozaparcia.
Szczególnie kiedy jest się głodnym
i nie ma się już dużo pieniędzy.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, znajomi

 

Studia- podejście drugie.

14 lip


Wchodzę, a tu o.
To nic, że pewnie na to nie pójdę.
Tak tylko łechce mnie świadomość, że wyprzedziłam osiemset osób.
A może pójdę?

W Internecie naczytałam się wielu niepochlebnych opinii na temat osób, które wybrały psychologię.
Ja złożyłam na psychologię kliniczną z psychoneurologią.
Myślę, że by mi się podobało.. Na studiowanie w SWPS mnie nie stać. Żałuję, bo tam też jest ten kierunek, tylko „lepszej jakości”, więc pewnie praca po nim byłaby pewniejsza.. Natomiast nie mam pojęcia, co czeka mnie na UMCS w Lublinie. Musiałabym pracować i studiować jednocześnie, czyli pewnie znowu niczego nie robiłabym dobrze. A jeśli zacznę i okaże się, że kierunek w owym miejscu jest badziewny? Wtedy kolejny rok w plecy.. Niezwykle dołuje mnie fakt, że chyba nigdy nie będę robić tego, co lubię. Nie widzę swojej przyszłości w pozytywnych barwach i w cale nie mam ochoty tego wszystkiego przeżywać.

Kilka lat temu nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wyjechać gdzieś daleko i studiować w jakimś innym mieście. Jakże to tak, bez nikogo. Tylko zdałam sobie sprawę, że to przecież nie ma znaczenia,
czy jest się samemu na tym, czy na drugim końcu świata.

Złożyłam jeszcze na logistykę w swoim mieście, tylko na innej uczelni,
bo na tę, na której miałam okazję studiować wcześniej, już z oczywistych dla mnie powodów nie wrócę.

To lepiej być psychologiem z zamiłowania na bezrobociu, podczas gdy obecne stanowiska objęte są już przez znudzone chybionym zawodem osoby, czy logistykiem pracującym w swoim zawodzie bez zamiłowania?
Mam czasem wrażenie, że już  zmarnowałam swoje życie.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii ja, studia

 

Gdzieś była granica …

13 lip

Powiem Wam o czym mówią mi ludzie, kiedy w pracy z nimi rozmawiam,
a Wy spróbujcie domyśleć się, w jakim zawodzie pracuję:

-Ja już niedługo umrę, pani, to już końcówka..
-3 lata? Ja za rok mogę nie żyć.
-Wie pani, jestem chora tak, że już nie wyzdrowieję.
Nie chciałabym w razie czego obarczać rodziny.
-Nie mam z kim rozmawiać. Jestem już stara, nie mam rodziny, wszyscy umarli.
-Nie mam pieniędzy, mąż mi umarł i teraz sama wychowuję dzieci.
-Mam 800 zł renty i muszę z tego utrzymać rodzinę…
-Nie mam pracy.
-Zostałam oszukana, mam teraz takie długi, że już na nic mnie nie stać.
-Żona mnie dziś zostawiła, wyprowadziła się ode mnie z dziećmi- rozumie pani?
Zostawiła mnie! Teraz jestem sam! Ale wezmę, wezmę chociaż dla dzieci i będę płacił.

Wiecie już kim jestem?

Jestem telemarketerką w pewnej sieci komórkowej. Zajmuję się proponowaniem i sprzedawaniem
ogólnodostępnych w sieci ofert…  Jak to się dzieje że po kilku minutach rozmowy schodzi ona
na takie tematy? Normalnie. Po podaniu ceny- ta cena to około pięćdziesiąt złotych miesięcznie.
Jednak to nie wypowiedzenie do słuchawki „czterdzieści dziewięć dziewięćdziesiąt miesięcznie”
wzbudza u nich takie emocje…

Oni po prostu NIE MAJĄ Z KIM ROZMAWIAĆ.

Chyba że to ja COŚ W SOBIE MAM?
Może kiedy wypowiadam np. „umowa będzie na 2 lata” swoim tonem, swoją barwą głosu,
gdzieś między wierszami tak na prawdę daję im do zrozumienia, że jestem odpowiednią osobą
do wysłuchania o ich problemach, może słychać w moim głosie jakąś psychologiczną fachowość
i COŚ mówi im:
To TA.

Myślałam, że przywykłam.
W końcu pracuję w tym charakterze już ponad dwa i pół roku. Słyszałam już na prawdę różne rzeczy.
Ale sama chyba też miewam gorsze dni, jak dziś. Po tym jak pan w średnim wieku napłakał mi do słuchawki,
że zostawiła go żona, skończyłam pracę trochę wcześniej.

W swojej pracy cenię sobie elastyczność moich pracodawców- mogę wyjść wcześniej,
czy nie przyjść wcale i odpracować w inny dzień. Nie wyobrażam sobie
niektórych dni przepracowanych do końca.
W pracy mam dostęp do informacji, ile godzin od momentu zatrudnienia przepracowałam każdego miesiąca.
Ostatnio między rozmowami podliczyłam, że przepracowałam już 2710 godzin.
To daje około 25 000 rozmów.
Podobno 1% społeczeństwa to ludzie psychicznie chorzy, będący zagrożeniem dla innych-
daje mi to 250 psychopatów..
Podobno 90% społeczeństwa deklaruje mniej lub bardziej poważne choroby psychiczne,
co z kolei daje wynik 22 500 rozmówców. Czyli statystycznie
2500 rozmówców było całkiem zdrowych na umyśle :)

Niech mi ktoś powie, że nie mam doświadczenia.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ja, praca