RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘ludzie’

Małe spotkanie

16 gru

Przedwczoraj minęło 2 miesiące. Miałam wystarczająco dużo czasu, żeby to sobie poukładać, żeby się do tego ustosunkować, a może nawet zdystansować. 2 miesiące minęło od pewnego ‚małego spotkania’, po którym z mojego życiorysu wypadł mi jakiś tydzień, po którym dochodziłam do siebie jakiś miesiąc. Muszę to gdzieś opisać, gdzieś wyolbrzymić lub gdzieś z tego zakpić – taki mam sposób na ‚umarcie’ dla czegoś, co nie daje mi spokoju. To nie wystarczy, ale nie zaszkodzi :)

W moim życiu w ostatnich latach dużo się pozmieniało. Ile dokładnie, to wiedziałby ktoś, kto cały czas by wtedy ze mną był a do tego miał dobrą pamięć. W skrócie mówiąc, byłam kiedyś fest wycofana. Pani M., z którą od roku współpracuję, tego nie wie. Nie wie jaka jestem, wie tylko jaka umiem być, jeśli trzeba kogoś zagrać. Ale nie wie np., że kiedyś to szlak mnie trafiał jak ktoś się na mnie niepotrzebnie patrzył i marzyłam żeby być niewidzialna; albo że czasem przejście chodnikiem w miejscu które wydawało mi się publiczne, było dla mnie krępujące, bo ludzie patrzą – tak, na pewno wszyscy na mnie patrzą, dlaczego nie można po prostu zapaść się pod ziemię. Ale ani moi współpracownicy, ani znajomi ze studiów nie znają mnie od tej strony. Może dlatego że nie do końca na tym studiach byłam sobą, a dokładniej – sporo zrobiłam wbrew sobie, czując że tak naprawdę się do tego nie nadaję. Moje życie studenckie zaczęło się bardzo aktywnie, bo zostałam starostą (ukraińsko-polsko-kazachskiej grupy 80 studentów, 3,5 roku niezapomnianych wrażeń) – w sumie to inni mnie o to sami poprosili; powiedziano mi, że prawie nic nie będę robić, więc się zgodziłam (kłamali:) Dziś nie żałuję, bo było to trochę rozwijające. Wyraźnie zobaczyłam, jak wielka jest różnica między tym, co widzą osoby, które mnie nie znają i sugerują się zaledwie kilkoma faktami, a tym wszystkim, co widzę i co wiem o sobie ja. Na trzecim roku dostałam się na staż na swojej uczelni i gdyby było mi mało kontaktów międzyludzkich i publicznych, z obowiązku zostałam liderem koła. Na czwartym wkręcono mnie jeszcze (twierdząc że będę się świetnie nadawać) w rolę, hm, aż dziwnie mi to nazwać po imieniu… więc nazwę to tak.. w rolę takiego studenckiego head’a liderów kół. I wtedy tedy zaczęła się moja współpraca z panią M. – pracownikiem uczelni. Niedługo poźniej z przykrością zrozumiałam, dlaczego ktoś właśnie taki jak ja ‚świetnie się tutaj nadaje’. Nie czuję tego jakoś specjalnie, ale mówili mi że head kół to podobno prestiżowy state – na tyle prestiżowy, żeby dwa miesiące temu wziąć udział w pewnym spotkaniu…

Zauważyłam że w miejscu, gdzie pracuję, wszystkie ważne formalne sprawy załatwia się w taki sposób, żeby mieć na to podkładkę, czyli nie na słowo, tylko raczej ‚na maila’. Nie oskarżajmy nikogo o brak zaufania – to praktyczne, zdrowe podejście, dające swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Tak powinno być.
Ale pani M. nie napisała do mnie maila, tylko zadzwoniła. Zadzwoniła we wtorek po południu i powiedziała:
‚-Pani Iwono, w związku z tym że pełniła pani taką funkcję przez ostatni rok, chciałam panią spytać czy nie mogłaby pani przyjść w piątek na takie spotkanie organizacyjne i opowiedzieć coś o kołach naukowych, o stypendiach, zachęcić studentów do działalności, ja pani prześlę materiały o tym co powiedzieć, ale absolutnie nie musi pani czytać z kartki. To będzie krótkie spotkanie i taka, ja wiem, nieduża grupa studentów pierwszego roku. Miałam to zrobić ja w zastępstwie za panią prorektor, ale nie będzie mnie wtedy w pracy. Mogłaby pani przyjść?
-Jasne, kiedy dokładnie?
-W piątek o 16:00.
-Dobrze, to czekam na maila materiałami od pani.’
Pani M. przysłała mi ‚maila’ z plikiem w wordzie w którym były tylko jakieś ogólne informacje o stypendiach, grantach i cała lista kół, czyli wszystko co wiedziałam.  W treści maila napisała jeszcze, że to tylko propozycja tekstu i absolutnie nie muszę jej czytać z kartki. Nie potrzebowałam więcej, bo myślałam że to małe spotkanie ze studentami pierwszego roku i my sobie w tym gronie tak po prostu poopowiadamy, jak to wygląda działanie w kołach u nas, jak się ustawić ze stypendiami, ja i studenci, krótkie spotkanie, mała grupa…

Mieszkam blisko uczelni, więc się nie spieszyłam. Wybiegłam ubrana jak do pracy – spodnie, sweterek, niby wszystko pasuje, a po co lepiej? Dotarłam na 15:55. Zbliżam się do sali, do której miałam przyjść na spotkanie, ale pewna pani przed progiem mnie zatrzymuje i mówi, że ja to mogę zostawić swój płaszcz w sali obok… Nie rozumiem, w pierwszej chwili chciałam jej powiedzieć że przecież na krześle sobie położę, ale posłusznie udałam się do drugiej sali. Troszkę zdębiałam, bo przebierały się tam już w takie uroczyste szaty władze uczelni i mimo że próbowałam niezauważona przemknąć bokiem, żeby w tym jakże niefortunnym miejscu tylko rzucić płaszczyk na krzesło, niektórzy oblecieli mnie wzrokiem,  jak bym o czymś zapomniała, ale trochę zmieszana wyszłam i udałam się w stronę sali na spotkanie. Idąc do sali zaczęłam się coraz bardziej niepokoić, po co to wszystko, a zbliżając się do sali coraz lepiej słyszałam ile jest w niej ludzi… Wiecie, coś takiego, jak kiedy zbliżacie się do sali w której siedzi dużo ludzi i część rozmawia, taki pogłos. Stanełam w progu sali, w której miałam mieć swoje spotkanie z małą grupą studentów i zobaczyłam że w auli wypełnionej po brzegi jest już około 300 osób. Byłam w szoku, bo zaczęłam rozumieć co to za spotkanie i że nie jestem na nie w żaden sposób przygotowana. Może mogłam uciec? Pobiec i komuś się poskarżyć? Nie mogłam, byłam w szoku, nie wiedziałam co mam robić. Wiedziałam tylko, że jeśli to zepsuję, to stracę wszystko na co tutaj przez ostatnie 4 lata pracowałam – dobrą opinię, pracę, skompromituję się w najgorszy możliwy sposób w oczach ludzi których znam i których nie znam, tych na których zdaniu na mój temat mi zależy, wystawię się na niekorzystny widok publiczny. I pomyślałam jeszcze, że przecież nikt mi nie uwierzy, bo nie mam żadnych, ale to żadnych dowodów, żadnego maila oprócz tego z ogólnym plikiem w wordzie i komentarzem, że ‚to tylko propozycja, której w ogóle nie muszę czytać’… Chciałam zapytać pani przy progu, kiedy dokładnie będę mówić, ale nie była chętna do rozmowy, dwa razy odpowiedziała tylko że ona mnie zapowie jak będzie moja kolej. Usiadłam w pierwszym rzędzie i przeczytałam na scenie napis IMMATRYKULACJA. Kolejne grupy studentów ze swoimi krzesłami wchodziły, niekórzy siadali na schodach bo przekraczało to możliwości auli, a ja siedziałam otępiała i byłam jak ta koza – z tych kóz, co to w obliczu zagrożenia drętwieją i nie są w stanie uciec. Przypomnę, że jeszcze nie tak dawno samo chodzenie miejscami zbyt publicznymi było mi, mało powiedzieć, nieobojętne.

Na szybko zaczęłam układać sobie w głowie kilka uroczystych zdań. Uroczystość się zaczęła, przemówił dziekan i powiedział wszystkie zdania które właśnie sobie wymyśliłam… Po nim przemówił rektor, mówił coś podobnego, acz barwniej, ciekawiej. Nasze oczy spotkały się w momentach, kiedy akurat powiedział „nie takie studia straszne jak je malują” i kiedy mówił o studiach niestacjonarnych, że wybierając tę formę ‚na studia poświęcamy czas, który wiele osób poświęca rodzinie’… W tym roku właśnie zaczęłam studia niestacjonarne. Przestałam myśleć o tym, co powiem. Kiedy skończył, przedstawiła mnie ‚pani z progu’, wstałam i kiedy szłam w stronę sceny usłyszałam, że oprócz mojego imienia, nazwiska i funkcji podaje tytuł mojego wystąpienia. Wtedy – krok przed sceną – usłyszałam go po raz pierwszy, ale stwierdziłam że nie będę o tym mówić, bo po pierwsze jest żałośnie skomplikowany, a po drugie jest to dość chory temat jak na immatrykulację, bo żeby wypowiedzieć się dokładnie w tym temacie, musiałabym odczytać regulamin funkcjonowania kół naukowych. Wyszłam na podium i innymi słowami powiedziałam parę zdań które ułożyłam sobie w głowie wcześniej. Zapomniałam tylko na początku tych zdań zwrócić się do władz – kapnęłam się że tego nie zrobiłam, kiedy pan siedzący w pierwszym rzędzie wymownie spuścił wzrok gdy zaczęłam mówić, a kapnęłam się dokładniej, kiedy po mnie na scenę wyszła przewodnicząca samorządu – taka odpicowana megalaska z megakartką z której wszystko mega przeczytała, jak na immatrykulację przystało. Ale nikt mi tego nie wypomniał, ani w żaden inny sposób nie powiedział mi, czy zrobiłam coś dobrze, czy źle. Szkoda, może wtedy mogłabym się wytłumaczyć.

Trudno mi opisać jak czułam się po powrocie do domu. Jak wspomniałam, emocjonalnie to był tydzień wyjęty z życia. Najwidoczniej jednak nie rzucało się to w oczy jakoś specjalnie. No może Agatce, biedna się przestraszyła. Ja też się przestraszyłam, że mi się coś stanie.

Czy pani M. już kogoś zrujnowała? Czy zrobiła mi to specjalnie?

Gdzie jest granica między nieufnością a naiwnością?

Nie wiem czy ktoś to przeczytał, w każdym razie musialam to napisać i jest mi z tym lepiej:) Obiecuję że następnym razem wyskrobię coś pozytywnego. Choć nie mam już dużo czasu, bo zdaje się że… z dniem 31.01 ZAMYKAJĄ NAM CAŁĄ PLATFORMĘ BLOGA :o Ale jak to? Toż to przecież zagłada jakiegośtam świata… :>

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, studia

 

Szczerze o szczerości

23 wrz

Postanowiłam pochylić się dziś nad słowem, które, choć ogólnie rozumiane jako zaleta, bywa używane w celu zwykłego przykrycia swoich różnych, nieoczywistych wad. Wad krzywdzących innych.

Ktoś informuje, że jest szczery. Znaczyć to powinno tyle, co:
1. «nieukrywający swoich myśli, uczuć, zamiarów»
2. «będący wyrazem czyjejś prawdomówności, czyichś czystych intencji itp.»
3. «jednolity, wolny od domieszek»
- https://sjp.pwn.pl/sjp/;2526304

Tego właśnie oczekiwalibyśmy od ludzi których spotykamy w życiu, takich przyjaciół chcielibyśmy mieć, z takimi ludźmi rozmawiać. A później takich spotykamy – „nieukrywających swoich myśli”, „prawdomównych” – i… wolelibyśmy ich już więcej nie spotkać.
„Po prostu jestem szczera”, „Cóż, prawda w oczy kole..” mawiają. Ale eśli ktoś dzieli się z nami swoimi mniej lub bardziej ubogimi przemyśleniami na nasz temat, a my w ich wyniku czujemy się zmieszani z błotem, to najwyraźniej nasz rozmówca popełnił jakiś błąd i problemem nie jest tutaj szczerość i prawdomówność, którymi chciałby się pochwalić.

Powiedziałabym, że szczerość jest zaletą, kiedy idzie w parze z empatią, kiedy ktoś zastanawia się Jak:
1. odsłonić swoje myśli, uczucia, zamiary;
2. dać wyraz swojej prawdomówności, czystych intencji;
3. jednolicie, bez domieszek,
w taki sposób, żeby obdarzona tą „szczerością” osoba nie poczuła się np. zmieszana z błotem, czy gorsza.

Jeśli ktoś nie zastanawia się, jak to co mówi wpłynie na czyjeś uczucia, to może niech tą swoją szczerością pluje do góry, gdyż szczery bez empatii to często nie więcej niż.. bezczelny.

Cóż, prawda w oczy kole ;)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ludzie, obyczaje

 

Szczurza nadzieja

03 mar

Lubię czytać o eksperymentach, o ile nie są brutalne.
Nieraz zadziwia mnie to, jak w takich eksperymentach reakcje zwierząt są podobne do reakcji ludzi. Nie wiem jak ludzie doszli do tego, że co wyjdzie im na szczurach, to sprawdzi się na ludziach, ale trzeba przyznać, że czasem się sprawdza… Ryby, szczury, myszy, kury… kto by pomyślał;)

W pewnym eksperymencie do akwariów z wodą wrzucono dwa szczury.
Pierwszy szczur utonął po 15 minutach, przy czym powodem jego zgonu nie było wyczerpanie,
tylko zatrzymanie akcji serca, po prostu zawał. Inne szczury w takiej sytuacji też topiły się po takim czasie.
Drugiemu szczurowi przed upływem tego czasu podano przedmiot, po którym mógł na jakiś czas wydostać się z wody i odpocząć, po czym ponownie wrzucono go do wody - tym razem drugi szczur był w stanie pływać jeszcze 15 godzin (60 razy dłużej niż pierwszy).

Może liczył na to, że ktoś jeszcze się nad nim zlituje ;p

A my?
Jak długo potrafi trzymać nas w trwaniu przy czymś nadzieja?
A jak długo potrafią trzymać nas przy tym  złudzenia?
Niektórych długo. Z jednej strony warto mieć nadzieję, z drugiej-
nie wiadomo kiedy znowu, nie wiadomo czy jeszcze coś się wydarzy…
Myślałam o tym w kontekście robienia komuś nadziei. Załóżmy że ktoś daje ci do zrozumienia,
że jest tobą zainteresowany- miłe gesty, miłe słowa, to co lubisz i… ma cię. Ale mija niedługi czas, a on
te same zabiegi zaczyna czynić wobec innej osoby. Co o tym myśleć? Czy to jego nielojalność, czy twoja naiwność? Czy …? Jak silne powinny być, a jak słabe mogą być, podstawy do tego, żeby jeszcze
mieć na coś nadzieję?

Eksperymentator podtapiający szczury może wydawać się bezwzględny. A co powiedzieć o ludziach, którzy burzą się, kiedy topi się szczur, a jednak nie widzą nic złego w eksperymentowaniu z ludźmi?
Wybiórcza wrażliwość – wybiórcza bezwzględność

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii ludzie

 

Jak mi w szafie

08 maj

Pięć miesięcy temu kolejny (czwarty) raz w życiu zmieniłam adres swojego zamieszkania. Zważywszy jak trudno mi znaleźć swoje miejsce na Ziemi uważam za sukces, że jestem tu tak długo. Mieszkam w „jednej z najwyższych półek jednej z najwyższych szaf” i lubię widok ze swojego okna. Mój pokój jest mały, ale dokładnie taki jakiego potrzebuję. Poza tym, poza pewnymi wyjątkami jest tu cicho- słowem:
doceniam taki stan rzeczy.
imag0007

Do wyjątków należała na przykład pierwsza noc, kiedy oniemiała z wrażenia nie wiedząc co robić słuchałam sąsiedzkiej awantury. Trochę się wtedy podłamałam, bo najbardziej zależało mi jednak na spokoju. Przestraszyłam się że tak będzie codziennie, ale było (tylko) 2 razy… Drugim razem kilka dni później o 3 w nocy- wtedy to sąsiedzi mieszkający piętro niżej waleniem w rury „poprosili o ciszę” tych, którzy kłócili się nade mną, piętro wyżej. Żałuję że nie opanowałam języka tej wyższej formy komunikacji, która zaledwie kilkoma dźwiękami zaprowadziła upragnioną ciszę i spokój. Bo, ach, gdybym opanowała, zawsze kiedy coś zakłócałoby MOJĄ CISZĘ, przydzwaniałabym w kaloryfer i przywracała spokój… :)

Dziwne, że sąsiedzi w takim bloku nie czują się ze sobą jak jedna wielka rodzina,
przecież jeśli chcą, wiedzą o sobie wszystko.
Ach te szafy.

Inny wyjątek był taki, że początkowo w jednym mieszkaniu mieszkałam z dwiema Ukrainkami, które nie wiedziały że wiem o czym rozmawiają. Poza tym rozmawiały ze sobą w taki sposób, że czasem nie wiedziałam czy się z czegoś śmieją, czy kłócą. Było mi to bardziej darcie ‚strun’ i pisk, niż rozmowa, ale jedna z nich już się wyprowadziła i tu też ucichło. Cieszę się tym bardziej, że koleżanki niekiedy rozmawiały o mnie- najwidoczniej były pewne że ich nie rozumiem. To takie obgadywanie ciebie przy tobie- a ja trochę kłamałam uśmiechając się jak bym nie rozumiała.

I były też inne wyjątki, ale najważniejsze, że udało się przejść nad nimi do porządku.
Ostatnio mam fazę na pielęgnowanie kwiatków :) Jedne usychają zanim zdążą zwiędnąć, inne się rozwijają..
Czekam na maciejki, zobaczymy co z tego wyjdzie :)
imag0021

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii ja, ludzie

 

Gdzieś ty tyle była

04 paź

Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem czy w ogóle zaczynać..
Czy pisać o pięknie tego miejsca w którym spędziłam ostatnie dwa miesiące,
czy o owocach, których zbieranie właściwie sprawiało mi przyjemność, czy szczerze
o ludziach, którzy nijak nie pasowali do tego pięknego obrazka, z którymi musiałam żyć,
a których życie było tak nudne, że z tej całej swojej frustracji czy zgorzkniałości jakiejś
postanowili uprzykrzać ciekawsze  życia pozostałych członków emigracyjnego kieratu?
Czy to już czas zapomnieć o wszystkim, o czym lepiej nie pamiętać, czy
jeszcze jeden raz, od nowa sobie przypomnieć?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii ja, ludzie, podróże, praca

 

An alient

03 paź

Czuję się,
że tak powiem,
bezgranicznie samotna.

Nawet nie chce mi się tłumaczyć dlaczego.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii, ja, ludzie

 

Bieda urojona

19 wrz

Dziw bierze, jak wiele można sobie wmówić.
Coś sprawia, że zaczynamy myśleć o sobie w pewien określony sposób i ‚jakaś siła’ nas według niego przeobraża. Niestety podświadomość nie zawsze chce dla nas dobrze, a siła tych myśli potrafi być niezwykle destrukcyjna, także fizycznie. Na przykład niektórzy wmawiają sobie że są chorzy- i są. Przypomina mi się tutaj Dick z „Tajemniczego Ogrodu” od dziecka cierpiący na urojonego garba, będącego sprawcą jego życiowego nieszczęścia i braku nadziei na dobrą przyszłość. A jak wiadomo można wmówić sobie dużo poważniejsze choroby- choroby serca, choroby układu pokarmowego.. Dziwić się, że ‚wiara czyni cuda’ kiedy jakiś z dupy wzięty uzdrowiciel uzdrawia jednym dotknięciem, to jak dziwić się, że tabletki placebo uzdrawiają miliony. Sprawa jest prostsza: najpierw wiara w swoją chorobę czyni cuda w postaci jej efektów, a później ta sama wiara (tylko już w ustąpienie choroby), czyni te same cuda w postaci braku efektów wcześniejszej wiary. Hej wystarczy! Miałam pisać o biedzie. O biedzie. Obiedzie.. Głodna jestem :>

Dwa tygodnie temu poznałam w pracy nowego kolegę- bardzo wylewny i rozmowny człowiek. Przyszedł, usiadł przy stanowisku obok i zanim jeszcze dowiedziałam się jak się nazywa, już zdążyłam usłyszeć, że jest w trudnej sytuacji materialnej i rodzinnej, mogą mu zabrać rentę po ojcu, jego mama jest przed emeryturą i nie pracuje, są na jakimś zasiłku 600zł a przecież muszą opłacić czynsz i rachunki, a i z czegoś trzeba żyć, więc on tu przyszedł pracować żeby tylko przetrwać i w sumie jest też chory i jeszcze te studia… A ja tak słucham.. ‚To przecież straszne! Co on teraz taki biedny zrobi? Jak oni sobie z tym wszystkim teraz poradzą?
I już.. Już pogrążam się w bezradności i rozpaczy za ludzkim nieszczęściem, już prawie serce mi z żalu pękło… Kiedy kilka dni później budzi mnie rano telefon. Niedawno poznamy kolega dzwoni i ponaglającym tonem głosu pyta, ‚czy pożyczę mu 150zł na nowe słuchawki do Iphone’a, bo gość na allegro tak tanio sprzedaje i on potrzebuje już teraz, a odda mi za parę dni’… W tej chwili mój niezawodny telefon się rozładował, po raz kolejny okazując się mistrzem taktu. Czy ja dobrze usłyszałam? Czy na pewno już się obudziłam? Niestety tak i w skrócie możnaby to ująć: „Pożycz mi 150zł na słuchawki do Iphone’a bo jestem biedny”. Uświadomiłam sobie wtedy, że chyba jednak jestem biedniejsza niż on. Nie, nigdy nikomu nie pożyczę 150 zł na słuchawki do Iphone’a. Napisałam mu w wiadomości, że będąc w tak trudnej sytuacji może nie powinien pozwalać sobie teraz na takie wydatki.. Otrzymałam odpowiedź że jednak nie zabiorą mu renty.

Może to już czas? Może to już czas wyjść na ulice i zacząć żebrać, skoro tak biedny człowiek ma, a ja ciągle ten sam stary, blaszany telefon…

Dobrze że mi to serce wcześniej nie pękło.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, obyczaje, praca, znajomi

 

Człowiek kebab i inne perspektywy

01 wrz

…Ten nie będzie- może za gruby, wolisz szczupłych.  W końcu masz prawo-
masz prawo zdecydować z kim chcesz być! Ale mija czas, mijają mimochodem
wspólnie spędzone chwile i w końcu coś sprawia, że zaczyna jawić się raczej jako
wspaniały drobiowy kebab pośród tych pustych bułek i suchych naleśników, jak
zapiekanka z dodatkami pośród tych wszystkich suchych sztangli.                               

Bułka jak bułka, ale to dodatki w jej wnętrzu decydują, czy się na nią połakomimy.
Problem w tym, że naturalnie na pierwszy rzut oka nie widać, jakie ktoś ma wnętrze.
A kebaby są różne.
Np. naleśniki niektórych kebabów są tak zawinięte, że z zewnątrz absolutnie nic nie wskazuje na to,
że będzie to coś dobrego- to wiadomo dopiero kiedy się spróbuje. Czyli trzeba zaryzykować.
Niby tylu ludzi się już zatruło, ale  jak tu nie skończyć kiedy się już zaczęło?
Byłoby szkoda…
Przecież nie jest to wina całego kebaba,
czasem wszystko psuje tylko zepsute mięso.

Niektórzy na początku znajomości okazują się niezwykle ciekawi, tylko później
jakaś zepsuta część ich osobowości każe nam wybierać między swoim zdrowiem,
a zauroczeniem i świadomością poświęconego tej osobie czasu, sił, zaangażowania…
Byłoby szkoda.
Byłoby z resztą trudno- o ile „brnie się samo”, o tyle zmiany czasem wymagają dużego samozaparcia.
Szczególnie kiedy jest się głodnym
i nie ma się już dużo pieniędzy.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, znajomi

 

Małe szczęścia

27 sie

Późno dzisiaj wstałam. Może to przez wczorajszy wyczerpujący fizycznie i emocjonalnie dzień,
a może to przez to naładowane chemią (bo raczej nie procentami) piwo. Nie lubię piwa, chyba że
żurawinowe :P Obudziłam się dopiero o 10, kiedy to mój braciszek głośno obwieścił:
-MAMA! Idę robić kupę.
-To po co mi mówisz? Rób.
Aj.. A może mój mózg tego nie zauważył? Może oszukam siebie i uda mi się jeszcze zapaść
na pół godziny snu? Chociażż.. półł.. Nie, nie w tym domu. Po dziesięciu minutach ponownie
rozchodzi się dźwięk otwierających się z impetem drzwi łazienki i wołanie:
-Mama! Mama!
-Co tam!
-Psypomniała mi się taka piosenka „to co sie zdazyło to nie była miłość.. oo.. oo..”. Znas jom?
-Nie, zrobiłeś tę kupę?
-Nie jesce.
Koniec. Zbawienny sen poszedł się paść,
moje promienne oczy na dobre przywitały nowy dzień.
W drodze do pracy postanowiłam jeszcze uzupełnić garderobę o kilka par skarpetek. Szeroko pojęty
„Chińczyk” zawsze ma w ofercie szeroki asortyment wszystkiego, więc udałam się tam od razu
i bez zastanowienia. Zdziwiła mnie tak duża ilość ludzi w tym miejscu i w obawie o swój portfel
wyjęłam go z torebki- stwierdziłam że w ręce będzie bezpieczniejszy.
‚Pójdę już do kasy’- pomyślałam, a ze mną pomyśleli wszyscy pozostali. Po dwóch minutach stania
na końcu kilkunastu-osobowego ogonka zorientowałam się, że  ”coś nie rusza” i ujrzałam, że kosze
stojących przede mną klientów ponad stan wypełnione są różnego rodzaju chińszczyzną.
Pomyślałam że nie chce mi się tyle czekać. Odeszłam na dział skarpetek, żeby odnieść.
I odniosłam wszystko co trzymałam w rękach
W drodze do pracy wstąpiłam jeszcze do tesco kupić coś do jedzenia. Stojąc przy kasie szukam portfela,
ale znalazłam tylko kartę. Ale jak to nie mam portfela? Przed chwilą strzegłam go jak oka w głowie.
A że oka w głowie się raczej nie strzeże… Godząc się już ze stratą wracam tą samą drogą którą przyszłam.
Ponownie wchodzę do „sklepu z ubraniami”, na dział skarpetki, do półki na którą je odłożyłam…
Są! =) One i on. Że też nikt z wielu klientów nie pomyślał, żeby sprawdzić co jest w tym portfelu-
w końcu co by robił portfel na półce ze skarpetkami?
Może nikt nie uwierzył w swoje szczęście :)
Ja w każdym razie odetchnęłam..

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii dzieci, emocje, ludzie, zakupy

 

Hej, pogodo!

13 sie

Trzecia po południu, środek miasta, tradycyjny postój w korku.
Za szybą widać spacerujących chodnikiem ludzi.
Mój autobus powoli rusza- w tym samym kierunku rusza też wiatr
z każdą sekundą gwałtownie przybierając na sile. Zaskoczeni na chodniku ludzie
gubiąc się w swoich włosach i lecących z wiatrem liściach szukają parasoli.
Zaczyna niepokoić mnie fakt, że wszystko za oknem zaczyna lecieć poziomo…
Mój autobus wjeżdża na most, z którego bardzo dobrze widać
zbliżającą się przez rzekę falę czegoś białego. Oj…
Ludzie idący chodnikiem już nie wiedzą czy trzymać się barierki, czy uciekać.
Może gdyby nie wiatr, rozłożone parasole chroniłyby ich przed bombardującym wszystko gradem.
Autobus na chwilę ginie w niesamowicie gęstej fali deszczu i gradu, pasażerowie dociskając zamykane okna
wydają z siebie dźwięki zdumienia pomieszanego z zachwytem i przerażeniem w jednym.
Burza cichnie i ulicami leją się już tylko potoki wody. Przechodnie, którzy zdążyli rozłożyć parasole
składają już tylko druty, z którymi nie wiadomo co teraz zrobić. Małe, jedno-dwumetrowe gałęzie
tarasują przejścia na chodnikach, niby liście, niczym płatki- po prostu spadły.
Tylko miejsca oderwania od drzewa wskazują, że nie było tak łatwo.
Ile mógł trwać ten zgiełk?
Jedną zmianę świateł.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii emocje, ludzie