RSS
 

Notki z tagiem ‘emocje’

Szczurza nadzieja

03 mar

Lubię czytać o eksperymentach, o ile nie są brutalne.
Nieraz zadziwia mnie to, jak w takich eksperymentach reakcje zwierząt są podobne do reakcji ludzi. Nie wiem jak ludzie doszli do tego, że co wyjdzie im na szczurach, to sprawdzi się na ludziach, ale trzeba przyznać, że czasem się sprawdza… Ryby, szczury, myszy, kury… kto by pomyślał;)

W pewnym eksperymencie do akwariów z wodą wrzucono dwa szczury.
Pierwszy szczur utonął po 15 minutach, przy czym powodem jego zgonu nie było wyczerpanie,
tylko zatrzymanie akcji serca, po prostu zawał. Inne szczury w takiej sytuacji też topiły się po takim czasie.
Drugiemu szczurowi przed upływem tego czasu podano przedmiot, po którym mógł na jakiś czas wydostać się z wody i odpocząć, po czym ponownie wrzucono go do wody - tym razem drugi szczur był w stanie pływać jeszcze 15 godzin (60 razy dłużej niż pierwszy).

Może liczył na to, że ktoś jeszcze się nad nim zlituje ;p

A my?
Jak długo potrafi trzymać nas w trwaniu przy czymś nadzieja?
A jak długo potrafią trzymać nas przy tym  złudzenia?
Niektórych długo. Z jednej strony warto mieć nadzieję, z drugiej-
nie wiadomo kiedy znowu, nie wiadomo czy jeszcze coś się wydarzy…
Myślałam o tym w kontekście robienia komuś nadziei. Załóżmy że ktoś daje ci do zrozumienia,
że jest tobą zainteresowany- miłe gesty, miłe słowa, to co lubisz i… ma cię. Ale mija niedługi czas, a on
te same zabiegi zaczyna czynić wobec innej osoby. Co o tym myśleć? Czy to jego nielojalność, czy twoja naiwność? Czy …? Jak silne powinny być, a jak słabe mogą być, podstawy do tego, żeby jeszcze
mieć na coś nadzieję?

Eksperymentator podtapiający szczury może wydawać się bezwzględny. A co powiedzieć o ludziach, którzy burzą się, kiedy topi się szczur, a jednak nie widzą nic złego w eksperymentowaniu z ludźmi?
Wybiórcza wrażliwość – wybiórcza bezwzględność

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii ludzie

 

Ważna wiadomość

25 wrz

Co musi wydarzyć się w czyimś życiu, żeby potrafił tchnąć tak szczerym optymizmem? ;)
____

Jestem szczęśliwa.
Właściwie wcześniej też bywałam… Nie powiem, że nie bywałam.  Jest jednak różnica między byciem, bywaniem. Taka, jak między nabieraniem powietrza co jakiś czas, a oddychaniem.

Wciąż są takie rzeczy, które co jakiś czas „sprowadzają mnie na ziemię”. Ale przecież człowiek szczęśliwy nie musi być bez przerwy wesoły (powiedziałabym, że z radości też można się w końcu wykoleić). Nie jesteśmy tworzywami sztucznymi, tylko żywymi ludźmi, mniej lub bardziej podatnymi na to, co nas spotykaAle piękne jest to, że niezależnie od tego, co nas spotkało lub spotka, możemy być szczęśliwi.

:)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii szczęście

 

Człowiek kebab i inne perspektywy

01 wrz

…Ten nie będzie- może za gruby, wolisz szczupłych.  W końcu masz prawo-
masz prawo zdecydować z kim chcesz być! Ale mija czas, mijają mimochodem
wspólnie spędzone chwile i w końcu coś sprawia, że zaczyna jawić się raczej jako
wspaniały drobiowy kebab pośród tych pustych bułek i suchych naleśników, jak
zapiekanka z dodatkami pośród tych wszystkich suchych sztangli.                               

Bułka jak bułka, ale to dodatki w jej wnętrzu decydują, czy się na nią połakomimy.
Problem w tym, że naturalnie na pierwszy rzut oka nie widać, jakie ktoś ma wnętrze.
A kebaby są różne.
Np. naleśniki niektórych kebabów są tak zawinięte, że z zewnątrz absolutnie nic nie wskazuje na to,
że będzie to coś dobrego- to wiadomo dopiero kiedy się spróbuje. Czyli trzeba zaryzykować.
Niby tylu ludzi się już zatruło, ale  jak tu nie skończyć kiedy się już zaczęło?
Byłoby szkoda…
Przecież nie jest to wina całego kebaba,
czasem wszystko psuje tylko zepsute mięso.

Niektórzy na początku znajomości okazują się niezwykle ciekawi, tylko później
jakaś zepsuta część ich osobowości każe nam wybierać między swoim zdrowiem,
a zauroczeniem i świadomością poświęconego tej osobie czasu, sił, zaangażowania…
Byłoby szkoda.
Byłoby z resztą trudno- o ile „brnie się samo”, o tyle zmiany czasem wymagają dużego samozaparcia.
Szczególnie kiedy jest się głodnym
i nie ma się już dużo pieniędzy.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, znajomi

 

Gdzieś była granica …

13 lip

Powiem Wam o czym mówią mi ludzie, kiedy w pracy z nimi rozmawiam,
a Wy spróbujcie domyśleć się, w jakim zawodzie pracuję:

-Ja już niedługo umrę, pani, to już końcówka..
-3 lata? Ja za rok mogę nie żyć.
-Wie pani, jestem chora tak, że już nie wyzdrowieję.
Nie chciałabym w razie czego obarczać rodziny.
-Nie mam z kim rozmawiać. Jestem już stara, nie mam rodziny, wszyscy umarli.
-Nie mam pieniędzy, mąż mi umarł i teraz sama wychowuję dzieci.
-Mam 800 zł renty i muszę z tego utrzymać rodzinę…
-Nie mam pracy.
-Zostałam oszukana, mam teraz takie długi, że już na nic mnie nie stać.
-Żona mnie dziś zostawiła, wyprowadziła się ode mnie z dziećmi- rozumie pani?
Zostawiła mnie! Teraz jestem sam! Ale wezmę, wezmę chociaż dla dzieci i będę płacił.

Wiecie już kim jestem?

Jestem telemarketerką w pewnej sieci komórkowej. Zajmuję się proponowaniem i sprzedawaniem
ogólnodostępnych w sieci ofert…  Jak to się dzieje że po kilku minutach rozmowy schodzi ona
na takie tematy? Normalnie. Po podaniu ceny- ta cena to około pięćdziesiąt złotych miesięcznie.
Jednak to nie wypowiedzenie do słuchawki „czterdzieści dziewięć dziewięćdziesiąt miesięcznie”
wzbudza u nich takie emocje…

Oni po prostu NIE MAJĄ Z KIM ROZMAWIAĆ.

Chyba że to ja COŚ W SOBIE MAM?
Może kiedy wypowiadam np. „umowa będzie na 2 lata” swoim tonem, swoją barwą głosu,
gdzieś między wierszami tak na prawdę daję im do zrozumienia, że jestem odpowiednią osobą
do wysłuchania o ich problemach, może słychać w moim głosie jakąś psychologiczną fachowość
i COŚ mówi im:
To TA.

Myślałam, że przywykłam.
W końcu pracuję w tym charakterze już ponad dwa i pół roku. Słyszałam już na prawdę różne rzeczy.
Ale sama chyba też miewam gorsze dni, jak dziś. Po tym jak pan w średnim wieku napłakał mi do słuchawki,
że zostawiła go żona, skończyłam pracę trochę wcześniej.

W swojej pracy cenię sobie elastyczność moich pracodawców- mogę wyjść wcześniej,
czy nie przyjść wcale i odpracować w inny dzień. Nie wyobrażam sobie
niektórych dni przepracowanych do końca.
W pracy mam dostęp do informacji, ile godzin od momentu zatrudnienia przepracowałam każdego miesiąca.
Ostatnio między rozmowami podliczyłam, że przepracowałam już 2710 godzin.
To daje około 25 000 rozmów.
Podobno 1% społeczeństwa to ludzie psychicznie chorzy, będący zagrożeniem dla innych-
daje mi to 250 psychopatów..
Podobno 90% społeczeństwa deklaruje mniej lub bardziej poważne choroby psychiczne,
co z kolei daje wynik 22 500 rozmówców. Czyli statystycznie
2500 rozmówców było całkiem zdrowych na umyśle :)

Niech mi ktoś powie, że nie mam doświadczenia.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ja, praca

 

Co było pierwsze?

16 cze

Uważam, że kura. Temat kury i jajka jest dla mnie oczywisty i zamknięty.
Za to po głowie chodzi mi inna wątpliwość, która zdaje się mieć podobny charakter:
Czy to myśli powodują emocje, czy emocje- myśli?
Można by przyjąć, że najpierw jest myśl, a potem dopiero emocja.  Np. przypominam sobie o kimś i na tę myśl robi mi się ciepło na duszy, co powoduje uśmiech-emocja uzewnętrzniona pozytywna. Jednak w wyniku drążenia miłego tematu, na którąś myśl przychodzi mi jakiś niemiły fakt z tą osobą związany, z kolei powodując ust opad- emocja uzewnętrzniona negatywna. Ale naukowcy wciąż nie wiedzą jak powstaje myśl. Podobno już samo uśmiechanie się do siebie i wyginanie w ten sposób ust wprawia w bardziej pozytywny nastrój, nawet kiedy nie ma innego powodu. Tak więc pojawia się emocja, która dopiero pociąga za sobą jakieś pozytywne myśli- żeby usprawiedliwić zaistniały nastrój i nie cieszyć się tak bez powodu
A w ogóle to słyszałam, że wszystkiemu winne nasze flaki…
Według pewnej teorii psychologicznej za nasze samopoczucie odpowiedzialny jest stan zdrowia naszych wnętrzności.  Jeśli tak, to najpierw zepsute jelito puszcza sygnała do mózgu, a dopiero wtedy ten nasuwa myśl, że powodem zaistniałego dziś smutku jest bieda i kryzys gospodarczy…
Wiem wiem, z tą teorią trzeba ostrożnie, bo może to być tylko jeden z powodów danego stanu emocjonalnego, a zarzucenie komuś kto twierdzi iż powodem jego smutku jest akurat topniejący lodowiec, że tak na prawdę to czuje się tak bo ma coś nie tak z jelitami, byłoby ryzykowne.
I co? Miała być poważna dywagacja, a znowu wyszedł jakiś kał.
Jak by nie było, temat uważam za otwarty.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii emocje

 

Hej! 34^^

30 maj

To był przebłysk. Otwieram szafę i wiem czego chcę.
Oczywiście w szafie tego nie ma. Czerwone spodenki- tak! Tego mi było trzeba!
To nie tak, że zobaczyłam w reklamie, na wystawie, albo na kimś… nie nie. W takich się teraz
nie chodzi. Teraz chodzi się w wyblakłych, miętowych, nieokreślenie spranych czy innych tego typu..
Może więc mój wybór był formą buntu mózgu wobec tego, na co się napatrzył?
Moda nie ta, więc poszukiwania były ciężkie. Dopiero w drugiej galerii, w ostatnim sklepie, ostatnie
i to rozmiar 34… Już prawie zrezygnowałam, bo pewnie za maałee. Ale tak pasowały do moich wyobrażeń,
że postanowiłam spróbować. Po chwili dezorientacji w terenie znalazłam przymierzalnię i… w sam raz! ;)
Specjalnie dla mnie zaniżyli numerację ;) Przecież nie schudłam, bo po czym?
Po tej nutelli, co ją w trzy dni rozpracowałam?

Teraz hasam w tych czerwonych spodenkach.
Przechodzę przez innowacyjne biało-czerwone pasy pojawiając się i znikając na przemian,
ściągam na siebie wzrok grubych dewotek o okrągłych od wykonanych na brwiach kolistych kresek
oczach, a za mną stado rozjuszonych indyków.
Nie no, bez indyków.

Obce spojrzenia- jest coś niepokojącego, kiedy bezgłośnie, bezwyrazowo wpatruje się w Ciebie swoim martwym zamyślonym wzrokiem obca osoba- nie smuci się, nie uśmiecha, nie mruga.
Co takiego kotłuje się w niepozornej skorupie? Czy myśli o tym że ma gazy po grochu z kapustą,
czy o tym, że spaliłaby na stosie wszystkie lafiryndy w czerwonych spodenkach-
można się tylko domyślać.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii zakupy

 

Intro-intro-introwertyk

20 maj

Przyznam, że ostatnimi czasy zrobiłam się nieco aspołeczna.
To znaczy, oprócz tego że zawsze byłam, to ostatnimi czasy sama zaczynam się z tym zgadzać.
Generalnie w większości towarzystwo mnie męczy i po dziesięciu minutach spotkania z kilkoma osobami
na raz „rozładowują mi się baterie”.
Choć czasem nie chodzi o ilość, bo poznałam kiedyś osobę, która wymagała tyle uwagi i pochłaniała tyle energii, że uciekłabym przed nią w dowolny tłum. Jednak „wampy emocjonalne” to inny, dłuższy temat.
Poza tym co innego kiedy są to osoby, które dobrze znam i z którymi lubię spędzać czas, a co innego kiedy są to osoby nowe i spotkanie ma charakter integracyjny. Niektórym, szczególnie ekstrawertykom, trudno zrozumieć że komuś do szczęścia nie jest potrzebna rozkrzyczana ekipa, czy poznanie nowego tabunu ludzi… To nie znaczy, że w ogóle ich nie potrzebuję.
Potrzebuję, tylko tak… w mniejszych ilościach.
Niestety najpierw trzeba być otwartym, żeby znaleźć tych,
do których będzie się pasować.

A poza tym spaliły mi się rano pierogi i jestem głodna
czy to kwalifikuje mojego bloga do kategorii kulinarny? ;)

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii emocje, ja

 

Nie kłóćmy się

18 gru

Nie nadaję się do toczenia sporów. Nie powinnam się z nikim kłócić.
Nawet nie dlatego że nie mam racji… Zwyczajnie nie jestem odporna,
konflikty działają na mnie destrukcyjnie. Jak sobie pomyślę jak łatwo mnie nimi samymi zniszczyć,
to się trochę boję. Bo do czego jeszcze można się posunąć dla świętego spokoju?
Nie wynika to z chęci przypodobania się wszystkim,
gdyby tak było, dawno stałabym się zwykłą konformistką.
Ale przecież można mieć swoje poglądy nie narzucając ich innym, ‚nie walcząc nimi’.
Można spokojnie rozmawiać, nawet o bardzo trudnych sprawach,
bez obrażania kogokolwiek. Teoretycznie zawsze można.
Ale jesteśmy niedoskonali i zwyczajnie się zapominamy, lub nie zdążamy nad sobą zapanować..

Sama umiem być wredna, no umiem tak dopieprzyć że głowa boli.
Szkoda że nie mam ‚zaczarowanej gumki’ do wymazywania z cudzych pamięci wszystkich szkodliwych,
niepotrzebnych słów wypowiedzianych po prostu pod wpływem impulsu czy złych emocji.
I do wymazywania ze swojej.
Niestety na ludzkiej niepamięci często nie można polegać, dopóki nie naprawimy swoich błędów.
To jak ćwiczyć pamięć żeby umieć zapominać?
Pracuję nad sobą- językiem, pamięcią i niepamięcią.

„Komu język posłuszny, ten często milczy.”

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ja