RSS
 

Notki z tagiem ‘empatia’

Szczerze o szczerości

23 wrz

Postanowiłam pochylić się dziś nad słowem, które, choć ogólnie rozumiane jako zaleta, bywa używane w celu zwykłego przykrycia swoich różnych, nieoczywistych wad. Wad krzywdzących innych.

Ktoś informuje, że jest szczery. Znaczyć to powinno tyle, co:
1. «nieukrywający swoich myśli, uczuć, zamiarów»
2. «będący wyrazem czyjejś prawdomówności, czyichś czystych intencji itp.»
3. «jednolity, wolny od domieszek»
- https://sjp.pwn.pl/sjp/;2526304

Tego właśnie oczekiwalibyśmy od ludzi których spotykamy w życiu, takich przyjaciół chcielibyśmy mieć, z takimi ludźmi rozmawiać. A później takich spotykamy – „nieukrywających swoich myśli”, „prawdomównych” – i… wolelibyśmy ich już więcej nie spotkać.
„Po prostu jestem szczera”, „Cóż, prawda w oczy kole..” mawiają. Ale eśli ktoś dzieli się z nami swoimi mniej lub bardziej ubogimi przemyśleniami na nasz temat, a my w ich wyniku czujemy się zmieszani z błotem, to najwyraźniej nasz rozmówca popełnił jakiś błąd i problemem nie jest tutaj szczerość i prawdomówność, którymi chciałby się pochwalić.

Powiedziałabym, że szczerość jest zaletą, kiedy idzie w parze z empatią, kiedy ktoś zastanawia się Jak:
1. odsłonić swoje myśli, uczucia, zamiary;
2. dać wyraz swojej prawdomówności, czystych intencji;
3. jednolicie, bez domieszek,
w taki sposób, żeby obdarzona tą „szczerością” osoba nie poczuła się np. zmieszana z błotem, czy gorsza.

Jeśli ktoś nie zastanawia się, jak to co mówi wpłynie na czyjeś uczucia, to może niech tą swoją szczerością pluje do góry, gdyż szczery bez empatii to często nie więcej niż.. bezczelny.

Cóż, prawda w oczy kole ;)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ludzie, obyczaje

 

Ornitologiem być

13 maj

Wchodzę do domu i zmierzam do swojego pokoju mieszczącego się na pierwszym piętrze.
Wtem, upragnioną, rzadko występującą pod tym numerem ciszę przerywa głuchy łomot uderzenia kto wie czego w okno któregoś z pomieszczeń na dole. Nie schodzę, czekam na jakąś reakcję będącej bliżej epicentrum siostry… Chwilę później dobiega do mnie rozpaczliwe, druzgoczące wzdychanie:
„O jeeejku, jeeejkuu, o jeeeeeeeeeeeeej!”.

Wymowa tej skąpej w słowach treści sugerowała, że stało się coś strasznego. Zanim różne przerażające, przypuszczalne i nieprawdopodobne, przychodzące mi na myśl obrazy zupełnie obezwładniły mnie w narastającym strachu, rzuciłam się biegiem na ratunek ludzkości, ujarzmić zniszczenie, opatrzyć chorych, kalekich i rannych! Z obłędem w oczach wybiegam na taras, skąd dobiega zawodzenie, a tam… siostra, nie przerywając, pochyla się nad ptakiem. Mieszkam nad rzeką, klimat sprzyja nie tylko dzikim czworonożnym zwierzętom, ale i ptactwu, którego jest tu również mnóstwo. Niestety nie znam się na ptakach- nie wiem co za „nieszczęśnik” z rozpędu w locie uderzył dziobem w okno stając się przyczyną wspomnianego łoskotu. Choć na pewno nie był to bocian, wrona, ani orzeł..
Słaba ze mnie znawczyni.

Nie umiałam też pomóc szaro-kolorowemu, jeszcze dychającemu rannemu. Zrobiło mi się trochę słabo- z całej tej niechęci dotknięcia go, a jednocześnie współczucia prawie padłam obok niego, toteż bardziej zrównoważona pod tym względem siostra przetransportowała go do karmnika, ścieląc mu w nim moją, zakupioną swego czasu w sklepie odzieżowym bluzką (10 zł/kg) i podając okruszki suchara. Tak to ptak (w najlepszych jakie mogłyśmy mu zapewnić warunkach) dochodził do siebie po wypadku. Jakaż była nasza radość, kiedy wyfrunął! A jakiż zawód, kiedy z pracy wróciła mama i razem z braciszkiem kilkanaście metrów dalej znalazła go ponownie, bo jednak daleko nie poleciał. Myślała, że żyje, więc też próbowała go uratować. Nie mniejsze też było moje zdziwienie, kiedy wchodząc do salonu zobaczyłam braciszka z zawinietym obok w sweter ptakiem oglądających razem TV. Zasugerowałam jednak mamie, by jak najszybciej się go pozbyć, umyć i zdezynfekować otoczenie, ponieważ  PACJENT NIE MRUGA!

;(

Swego czasu,  po założeniu przy ulicach ekranów wyciszających miała miejsce plaga uderzających w nie ptaków. Różne czarne martwe ptactwo, nie przyzwyczajone do takich przeszkód  leżało gdzieniegdzie obok chodników i na trawnikach. Aby temu zapobiec, na ekrany przyklejono czarne ptakopodobne naklejki; ograniczyło to częstotliwość takich zderzeń. Ale czy ktoś próbował je reanimować? :>
Kilka dni później w Internecie natknęłam się na zdjęcie kawałka kurczaka z piórami

Ktoś skomentował:
„Doświadczony weterynarz mógł go jeszcze odratować.”

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii dzieci, obyczaje