RSS
 

Notki z tagiem ‘ludzie’

Szczerze o szczerości

23 wrz

Postanowiłam pochylić się dziś nad słowem, które, choć ogólnie rozumiane jako zaleta, bywa używane w celu zwykłego przykrycia swoich różnych, nieoczywistych wad. Wad krzywdzących innych.

Ktoś informuje, że jest szczery. Znaczyć to powinno tyle, co:
1. «nieukrywający swoich myśli, uczuć, zamiarów»
2. «będący wyrazem czyjejś prawdomówności, czyichś czystych intencji itp.»
3. «jednolity, wolny od domieszek»
- https://sjp.pwn.pl/sjp/;2526304

Tego właśnie oczekiwalibyśmy od ludzi których spotykamy w życiu, takich przyjaciół chcielibyśmy mieć, z takimi ludźmi rozmawiać. A później takich spotykamy – „nieukrywających swoich myśli”, „prawdomównych” – i… wolelibyśmy ich już więcej nie spotkać.
„Po prostu jestem szczera”, „Cóż, prawda w oczy kole..” mawiają. Ale eśli ktoś dzieli się z nami swoimi mniej lub bardziej ubogimi przemyśleniami na nasz temat, a my w ich wyniku czujemy się zmieszani z błotem, to najwyraźniej nasz rozmówca popełnił jakiś błąd i problemem nie jest tutaj szczerość i prawdomówność, którymi chciałby się pochwalić.

Powiedziałabym, że szczerość jest zaletą, kiedy idzie w parze z empatią, kiedy ktoś zastanawia się Jak:
1. odsłonić swoje myśli, uczucia, zamiary;
2. dać wyraz swojej prawdomówności, czystych intencji;
3. jednolicie, bez domieszek,
w taki sposób, żeby obdarzona tą „szczerością” osoba nie poczuła się np. zmieszana z błotem, czy gorsza.

Jeśli ktoś nie zastanawia się, jak to co mówi wpłynie na czyjeś uczucia, to może niech tą swoją szczerością pluje do góry, gdyż szczery bez empatii to często nie więcej niż.. bezczelny.

Cóż, prawda w oczy kole ;)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ludzie, obyczaje

 

Szczurza nadzieja

03 mar

Lubię czytać o eksperymentach, o ile nie są brutalne.
Nieraz zadziwia mnie to, jak w takich eksperymentach reakcje zwierząt są podobne do reakcji ludzi. Nie wiem jak ludzie doszli do tego, że co wyjdzie im na szczurach, to sprawdzi się na ludziach, ale trzeba przyznać, że czasem się sprawdza… Ryby, szczury, myszy, kury… kto by pomyślał;)

W pewnym eksperymencie do akwariów z wodą wrzucono dwa szczury.
Pierwszy szczur utonął po 15 minutach, przy czym powodem jego zgonu nie było wyczerpanie,
tylko zatrzymanie akcji serca, po prostu zawał. Inne szczury w takiej sytuacji też topiły się po takim czasie.
Drugiemu szczurowi przed upływem tego czasu podano przedmiot, po którym mógł na jakiś czas wydostać się z wody i odpocząć, po czym ponownie wrzucono go do wody - tym razem drugi szczur był w stanie pływać jeszcze 15 godzin (60 razy dłużej niż pierwszy).

Może liczył na to, że ktoś jeszcze się nad nim zlituje ;p

A my?
Jak długo potrafi trzymać nas w trwaniu przy czymś nadzieja?
A jak długo potrafią trzymać nas przy tym  złudzenia?
Niektórych długo. Z jednej strony warto mieć nadzieję, z drugiej-
nie wiadomo kiedy znowu, nie wiadomo czy jeszcze coś się wydarzy…
Myślałam o tym w kontekście robienia komuś nadziei. Załóżmy że ktoś daje ci do zrozumienia,
że jest tobą zainteresowany- miłe gesty, miłe słowa, to co lubisz i… ma cię. Ale mija niedługi czas, a on
te same zabiegi zaczyna czynić wobec innej osoby. Co o tym myśleć? Czy to jego nielojalność, czy twoja naiwność? Czy …? Jak silne powinny być, a jak słabe mogą być, podstawy do tego, żeby jeszcze
mieć na coś nadzieję?

Eksperymentator podtapiający szczury może wydawać się bezwzględny. A co powiedzieć o ludziach, którzy burzą się, kiedy topi się szczur, a jednak nie widzą nic złego w eksperymentowaniu z ludźmi?
Wybiórcza wrażliwość – wybiórcza bezwzględność

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii ludzie

 

Rzecz o włosach

19 lut

Kopytkuję sobie chodnikiem swoim optymistycznym krokiem
w blasku zachodzącego Słońca i spokoju mieszkańców wsi.

Wydaje mi się, że dobrze wyglądam – w końcu wcześniej, pierwszy raz w tym miesiącu,
nałożyłam na swoje przydługie włosy swoją extra odżywkę, której, mówiąc wprost
szkoda mi używać ( po 1). szkoda mi na to czasu, po 2). szkoda mi bo była droga,
a po 3). na takie włosy to szkoda… (‚czy one czegoś jeszcze potrzebują?’) ). 

Kopytkuję więc.
Wtem, ktoś, nie pytając, ani nawet nie uprzedzając, łapie mnie za moje 115 000 włosów…
115 000 długich cienkich nitek zakotwiczonych w zbyt unerwionej głowie napręża się pod uściskiem dłoni i hamuje rozpędzoną postać na środku chodnika…
To moja towarzyszka postanowiła właśnie przeprowadzić oględziny;

-Rozpięciorają ci się, trzeba uciąć.
Cóż, może nie jest dobrze myśleć o sobie zbyt wiele, bo szybko można się przekonać
o przewrotności i nieprawidłowości swoich wyobrażeń o sobie.
A więc tu już nawet nie ma mowy o rozdwajaniu, a o Rozpięcioraniu końcówek.
Jakoś, że tak powiem, przyzwyczaiłam się do tego że takie są… 

Powiem więcej.

Każdy zdrowy włos kończy się przynajmniej pięcioma końcówkami.
Włos, który kończy się tylko jedną końcówką jest po prostu jeszcze niedojrzały,
zwyczajnie NIEROZWINIĘTY. Widzieliście kiedyś drzewo bez rozgałęzień? No. :)
Jeśli włos ma tylko jedną końcówkę, to najwyraźniej czegoś mu brakuje, może jakichś witamin, a najpewniej brakuje mu… ciepłego strumienia powietrza z suszarki 

;)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii poglądy

 

Ogrodnikiem być

03 sty

Ogarnęła mnie swego czasu miłość do kwiatków i innych żyjących roślin. Uwzględniając szeroki wachlarz rodzajów miłości, powiedziałabym, że ta była plantoniczna. Ówczesny niewielki kawałek parapetu i biurka pożytkowałam na kolejne wytwory flory- nie były to gatunki z najwyższej półki, nie były to też pierwsze lepsze chabazie. Ogród niby nie miał imponujących rozmiarów, choć to oczywiście zależy…
Zależy, co komuś imponuje.

W swoim z pozoru nieprzestronnym wnętrzu mieściłam już dalię,
kaktusa, maciejkę i jakiś różowy kwiatek, do dziś nie wiem jak się nazywa.
Do spełnienia moich skromnych ogrodniczych marzeń brakowało jeszcze mięty..
Niebawem wprowadziła się i mięta. Wnętrze zakwitło i ożyło.

Niestety nie jestem doświadczonym ogrodnikiem,
ani nie mam najszerszego pojęcia o pielęgnowaniu kwiatków i jak by to powiedzieć…

Kaktus zgnił, z maciejek wyrosła pleśń, dalia uschła, po czym wypuściła jeszcze cztery kwiatki, a mięta… Mięta to była agentka! Codziennie udawała, że umarła i codziennie ożywała. Niektórzy mówią, że z kwiatkami trzeba rozmawiać. Nie wiem, czy można to nazwać rozmową, ale po całym dniu nieobecności przypadałam do parapetu z krzykiem: „Ooo nieee umaaarłaaa, co ja Ci znowu zrobiłam!”, po czym zalewałam ją wodą, a ta… zmartwychwstawała.  Człowiek  szuka w naturze wyciszenia, a tu taki emocjonujący obrót spraw. Z czasem można się przyzwyczaić i na widok zwiędłych liści mieć już solidne podstawy by twierdzić, że pewnie zaraz wszystko wróci do normy. Jednak w końcu poległa i mięta. Wypuściła kwiatki i pociemniały jej liście- to chyba był jej czas. Z całego mojego skromnego ogródka ostał się tylko ten mały różowy kwiatek. Nie wiem jak się nazywa, ale dawałam mu najmniej… Wydawał się taki wrażliwy i delikatny. Może ma wolę przetrwania, a może… wreszcie się rozumiemy;)

Z roślinami jest trochę jak z ludźmi – i oni i one bywają nieprzewidywalne.
Są wśród ludzi takie kaktusy, okazy siły, nieprzystępne jednostki,
takie dalie, co zdaje się, że się poddała, a jeszcze na wiele ją stać,
takie niezmordowane mięty, co choć tysiąc razy upadnie, powstaje,
i takie małe różowe kwiatki, co w oczach innych dawno miały dać za wygraną, 
a przeżyły ich wszystkich.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii blog

 

Jak mi w szafie

08 maj

Pięć miesięcy temu kolejny (czwarty) raz w życiu zmieniłam adres swojego zamieszkania. Zważywszy jak trudno mi znaleźć swoje miejsce na Ziemi uważam za sukces, że jestem tu tak długo. Mieszkam w „jednej z najwyższych półek jednej z najwyższych szaf” i lubię widok ze swojego okna. Mój pokój jest mały, ale dokładnie taki jakiego potrzebuję. Poza tym, poza pewnymi wyjątkami jest tu cicho- słowem:
doceniam taki stan rzeczy.
imag0007

Do wyjątków należała na przykład pierwsza noc, kiedy oniemiała z wrażenia nie wiedząc co robić słuchałam sąsiedzkiej awantury. Trochę się wtedy podłamałam, bo najbardziej zależało mi jednak na spokoju. Przestraszyłam się że tak będzie codziennie, ale było (tylko) 2 razy… Drugim razem kilka dni później o 3 w nocy- wtedy to sąsiedzi mieszkający piętro niżej waleniem w rury „poprosili o ciszę” tych, którzy kłócili się nade mną, piętro wyżej. Żałuję że nie opanowałam języka tej wyższej formy komunikacji, która zaledwie kilkoma dźwiękami zaprowadziła upragnioną ciszę i spokój. Bo, ach, gdybym opanowała, zawsze kiedy coś zakłócałoby MOJĄ CISZĘ, przydzwaniałabym w kaloryfer i przywracała spokój… :)

Dziwne, że sąsiedzi w takim bloku nie czują się ze sobą jak jedna wielka rodzina,
przecież jeśli chcą, wiedzą o sobie wszystko.
Ach te szafy.

Inny wyjątek był taki, że początkowo w jednym mieszkaniu mieszkałam z dwiema Ukrainkami, które nie wiedziały że wiem o czym rozmawiają. Poza tym rozmawiały ze sobą w taki sposób, że czasem nie wiedziałam czy się z czegoś śmieją, czy kłócą. Było mi to bardziej darcie ‚strun’ i pisk, niż rozmowa, ale jedna z nich już się wyprowadziła i tu też ucichło. Cieszę się tym bardziej, że koleżanki niekiedy rozmawiały o mnie- najwidoczniej były pewne że ich nie rozumiem. To takie obgadywanie ciebie przy tobie- a ja trochę kłamałam uśmiechając się jak bym nie rozumiała.

I były też inne wyjątki, ale najważniejsze, że udało się przejść nad nimi do porządku.
Ostatnio mam fazę na pielęgnowanie kwiatków :) Jedne usychają zanim zdążą zwiędnąć, inne się rozwijają..
Czekam na maciejki, zobaczymy co z tego wyjdzie :)
imag0021

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii ja, ludzie

 

Matematyko moja

28 lut

Nadszedł dzień w którym musimy się pożegnać,
choć tylko teoretycznie. Właściwie nie żegnamy się ze sobą,
a ze wszystkimi, którzy lepiej lub gorzej próbowali nas ze sobą poznać.
Im również sporo zawdzięczam, choć czasem sposób w jaki o tobie mówili
sugerował, że chcą nas ze sobą poróżnić…
Jak wiesz, uparcie walczę ze stereotypami i sama
staram się przekonać, czy faktycznie jest tak, jak mówią inni.
Dzięki temu stałam się bogatsza o różne doświadczenia i wartościowe znajomości.

Znamy się od dziecka- to ty byłaś moim pierwszym krokiem w nauce,
dzięki której mogłam się w pewien sposób rozwinąć.
Choć w sumie nie jestem pewna, co mam myśleć o naszej znajomości-
czy zdążyłyśmy poznać się na tyle dobrze, aby teraz rozstać się w spokoju,
nie mając co do siebie żadnych wątpliwości? Pewnie nie,
pewnie mogłam zrobić dla nas więcej.
Ale niech wyznacznikiem tego, jak dobrze się znamy, nie będą oceny tych,
którzy próbowali nas ze sobą poznać, czy poróżnić (kto ich wie..).
Niech ich oceny będą wyznacznikiem tego, jak się sami starali i tego,
jakie jest ich osobiste wrażenie na temat naszej znajomości,
wyznacznikiem spełniania ich oczekiwań, a nawet
wyznacznikiem ich ‚humoru’… Wiesz, jak było.

Pewnie jeszcze nie raz będzie nam dane się spotkać.
Nie przejdę obok ciebie obojętnie- w końcu tak wiele ci zawdzięczam!
Nauczyłaś mnie liczyć-
liczyć na ciebie i liczyć na siebie.
Rachunek staje się dużo bardziej skomplikowany,
kiedy przychodzi mi liczyć na innych- czasem wydają się nieobliczalni, ale uczę się. Być może moje zrozumienie przyjdzie wraz z pogłębieniem wiedzy o nich.

Na koniec pozwolę sobie na odrobinę szczerości- nie byłaś łatwa
chwilami wychodził na jaw twój trudny charakter i dochodziło między nami do spięć,
ale ważne że umiałyśmy się ze sobą godzić i do siebie wracać.

Żegnaj, a może
Do zobaczenia! ;)

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii ja, studia, znajomi

 

Gdzieś ty tyle była

04 paź

Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem czy w ogóle zaczynać..
Czy pisać o pięknie tego miejsca w którym spędziłam ostatnie dwa miesiące,
czy o owocach, których zbieranie właściwie sprawiało mi przyjemność, czy szczerze
o ludziach, którzy nijak nie pasowali do tego pięknego obrazka, z którymi musiałam żyć,
a których życie było tak nudne, że z tej całej swojej frustracji czy zgorzkniałości jakiejś
postanowili uprzykrzać ciekawsze  życia pozostałych członków emigracyjnego kieratu?
Czy to już czas zapomnieć o wszystkim, o czym lepiej nie pamiętać, czy
jeszcze jeden raz, od nowa sobie przypomnieć?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii ja, ludzie, podróże, praca

 

Tolerancyjnym być..

28 sty

Nie było mnie tu półtora miesiąca, udam że nic się nie stało=)

Co jak co, ale jak dziś zobaczyłam pytania na egzaminie z ekonomii, to mnie …
Niby tutaj miało być prosto, a tu wprowadzili jakieś Krajowe Ramy Kwalifikacji i na wszystkich uczelniach
ma być tak samo. Ale  jak miałam odpowiedzieć w pół godziny na 20 pytań otwartych? Nie dziwię się że niektórym nie chciało się nawet zaczynać ;p

Niewiele, poza kilkoma osobistymi odkryciami, zmieniło się u mnie w ciągu minionego półtora miesiąca.
Odkryłam na przykład, że umiem być świetnie zorganizowana, ba, czasem nawet umiem się nie spóźnić!
Moja koleżanka stwierdziła niedawno że nie wyobraża sobie że ktoś inny niż ja mógłby być starostą^^.
Miło mi było to usłyszeć. To nic że tak poza tym bez przerwy obrabia mi tyłek.
A wiem że to robi, bo brak jej w tym, że tak powiem, profesjonalizmu..
Jak już kiedyś wspominałam, mój kierunek jest nietypowy,
ponieważ to Polacy, a nie Ukraińcy, stanowią na nim mniejszość.
Różne osoby ostrzegały mnie przed tymi południowo-wchodnimi sąsiadami.
Oczywiście wiele wiem o UPA, ich charakterze, temperamencie.
Na podstawie badań wiadomo też, że możliwe jest przekazywanie w genach cech przestępczych.
I wiem także, że nie mamy wpływu na to, po której stronie granicy się rodzimy…
Ciężko być tolerancyjnym wśród Polaków. Widzę że czasem traktowanie ich na równi z obcokrajowcami
zdaje się im uchybiać i powodować wyparcie z zaufanej grupy swoich. Na szczęście nie poszłam na studia
z zamiarem zawiązania bliskich kontaktów..

Ogólnie, poza tym dzisiejszym egzaminem, podoba mi się na moich studiach:)
Nie wiem jak tym swoim nastawieniem zarazić innych.
Właściwie mam dość ich narzekania na byle co.
Ale zniesiemy to..
Jakoś.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii studia

 

O tym jak zostałam…

15 gru

Jest 29 września. Siadam w sali zarezerwowanej na spotkanie organizacyjne przed rozpoczęciem studiów. Sala powoli się wypełnia i podnosi się gwar. Zaczyna niepokoić mnie fakt, że wszystkie słyszane rozmowy toczą się w jakimś obcym języku (poza „kur.” i „ch..”, bo „niektóre” wyrazy w języku polskim i ukraińskim są wspólne) i mimo wytężania słuchu, nie słyszę aby ktoś mówił po polsku. Uczelnia którą wybrałam znana jest z tego, że uczy się na niej sporo obcokrajowców, jednak w moim dotychczasowym wyobrażeniu stanowili pewną ..mniejszość.  Wciąż nie znałam swojego planu zajęć, więc pomyślałam że spytam o niego siedzącą po prawej koleżankę. Zamiast normalnej odpowiedzi zostałam obdarowana jakimś dziwnym spojrzeniem, więc spytałam:
-Mówisz po polsku?
-A ty mowisz po Ukrajynsku?!
No i się nie dowiedziałam. Chciałam spytać koleżankę z lewej, ale też się nie dogadałyśmy, bo nie miała zamiaru mówić po polsku. Chyba źle sobie usiadłam, fail. Jeszcze nie raz później spotkałam się tam z taką właśnie reakcją, to coś w stylu ‚albo mówisz do mnie po ukraińsku, albo za sekundę odwrócę się do ciebie plecami i masz sobie iść’. Polska uczelnia, polski kierunek, prowadzony w języku polskim- co robią na nim ci wszyscy ludzie nie rozumiejący podstawowych zwrotów w tutejszym języku? A może… co robię tam ja? Właściwie w tej sytuacji można poczuć się obcokrajowcem w swoim własnym kraju. Po zdawało się długiej chwili oczekiwań do sali weszły dwie kobiety- pani dziekan i opiekun roku. Pierwsza obwieściła:
-„Waszym opiekunem roku będzie pani mgr Kateryna…”.
Opiekun roku też jest z Ukrainy? Może to faktycznie ja się pomyliłam z tą salą i w ogóle, no ja w sumie mam taką tendencję do mylenia sal, gubienia się, znajdowania się w niewłaściwym czasie i na niewłaściwym miejscu, tak- pewnie coś zawaliłam, ale gdzie ja powinnam teraz być, przecież sprawdziłam dwa razy, byłam przekonana że to tu, kogo mam teraz spytać, nikt nawet nie zrozumiałby o co mi chodzi…
-A więc wybrali państwo kierunek prowadzony w języku polskim. Mimo wszystko jest tutaj sporo osób z Ukrainy- ile pani Kateryno?
-Okołu dziewiendziesion proocent. -odpowiedziała polskim-ukraińskim pani opiekun.
-To sporo. Będą się państwo musieli przyłożyć do nauki języka polskiego (…)”.
Jednak się nie pomyliłam. Co teraz? Muszę znaleźć Polaków. Jakichkolwiek Polaków… Ale skąd mam wiedzieć którzy to, jeśli się nie odzywają?
Na spotkanie przyszło przedstawić się jeszcze kilka istotnych dla nas osób, puszczono jakieś listy, dano jakieś papiery do podpisania i prowadząca spotkanie spytała, kto chce być starostą roku. Wtem w odpowiedzi na  to pytanie wyrwał się z ręką w górze pewien młody Ukrainiec. Założę się, że nie wiedział o co chodzi, bo od dwóch miesięcy jest moim zastępcą i dalej nie wie.
Ja się nie zgłaszałam. Oprócz niego zgłosiła się też siedząca obok mnie z lewej koleżanka, która jeszcze przed chwilą nie rozumiała o co mi chodzi kiedy spytałam o plan zajęć. Pani prowadząca, z jakichś (dziś już w domyśle rozumianych przeze mnie) powodów, zaproponowała, że w takim razie jeszcze wrócimy do tego tematu na kolejnych spotkaniach. Nikt nie został wybrany. Wtedy z tyłu dotarła do mnie prowadzona półgłosem rozmowa:
-Ja bym się zgłosił, ale nie mam zamiaru użerać się z tymi.. (…).
Ha, są jacyś Polacy- ale chyba jednak nie mam zamiaru się z nimi zadawać.
Tak więc zrozumiałam, że jestem sama, nie mam z kim rozmawiać, ani kogo spytać co będzie dalej.
Mój stres związany ze zmianą środowiska nie wynika z tego, że boję się jak wypadnę. Dla mnie największym problemem jest zapamiętanie z kim rozmawiałam. Mam problem z zapamiętywaniem twarzy nowych osób, łatwiej mi zapamiętać jak ktoś był ubrany, jaki miał głos, albo inne cechy. Taka tam prostopagnozja.
Rozumiejąc że od tej pory muszę radzić sobie sama, wyciągnęłam notes i zaczęłam na tych i na każdych kolejnych zajęciach notować wszystko co jakkolwiek mogłoby okazać się potrzebne. Jak się okazało, nie uszło to uwagi niektórych osób.
Minął tydzień i miało miejsce kolejne spotkanie z opiekunem i innymi ważnymi osobami. Ponownie padło pytanie, kto będzie u państwa starostą? Ponownie zgłasza się nadaktywny młodzieniec i ponownie nikt nie zostaje wybrany.
Po dwóch tygodniach, w drugiej połowie października, tuż przed kolejnym tego typu spotkaniem podchodzi do mnie koleżanka i mówi, że nikt nie chce być starostą, ale widzą że jestem chyba najbardziej ogarnięta z nich wszystkich i czy chciałabym być?
Usłyszałam że jestem ogarnięta i zrozumiałam, jak słabo się znamy…
-Ojej, nie wiem, musiałabym się dowiedzieć o co w tym chodzi, to spytam jak przyjdzie pani dziekan
i się zgłoszę jakby co.
-Ok. To fajnie.
Do sali weszły obie panie. Ponownie padło pytanie, kto będzie starostą i po wstępnej ciszy oraz zgłoszeniu się znanego już młodzieńca, spytałam, jakie właściwie są zadania starosty?
-Starosta jest po to, żeby np. prowadzący zajęcia mogli kontaktować się z nim kiedy będą mieli do przekazania jakieś materiały dla pozostałych, albo w jakichś rzadkich awaryjnych sytuacjach, czasem też- raz-dwa razy do roku będzie musiał podejść do dziekanatu, a i co miesiąc napisać krótkie sprawozdanie z sytuacji na roku.
-Aha. To ja mogę być starostą.
-O! To świetnie, to proszę formularz, trzeba go wypełnić i podać swoje podstawowe dane…
A kto będzie u Państwa zastępcą?
Nie trudno było domyśleć się, kto się zgłosi.
Pani dziekan wychodząc czegoś tam mi gratulowała, a kolega zastępca na oczach innych podszedł do mnie (do przodu), usiadł obok i próbował rozmawiać. Chyba chodziło mu tylko o to, że usiadł obok mnie na oczach innych, bo w sumie nie mówił, że tak powiem, w moim języku.

Czułam,
że będzie trudno,
mimo że przecież
nie miało być

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii studia

 

Bieda urojona

19 wrz

Dziw bierze, jak wiele można sobie wmówić.
Coś sprawia, że zaczynamy myśleć o sobie w pewien określony sposób i ‚jakaś siła’ nas według niego przeobraża. Niestety podświadomość nie zawsze chce dla nas dobrze, a siła tych myśli potrafi być niezwykle destrukcyjna, także fizycznie. Na przykład niektórzy wmawiają sobie że są chorzy- i są. Przypomina mi się tutaj Dick z „Tajemniczego Ogrodu” od dziecka cierpiący na urojonego garba, będącego sprawcą jego życiowego nieszczęścia i braku nadziei na dobrą przyszłość. A jak wiadomo można wmówić sobie dużo poważniejsze choroby- choroby serca, choroby układu pokarmowego.. Dziwić się, że ‚wiara czyni cuda’ kiedy jakiś z dupy wzięty uzdrowiciel uzdrawia jednym dotknięciem, to jak dziwić się, że tabletki placebo uzdrawiają miliony. Sprawa jest prostsza: najpierw wiara w swoją chorobę czyni cuda w postaci jej efektów, a później ta sama wiara (tylko już w ustąpienie choroby), czyni te same cuda w postaci braku efektów wcześniejszej wiary. Hej wystarczy! Miałam pisać o biedzie. O biedzie. Obiedzie.. Głodna jestem :>

Dwa tygodnie temu poznałam w pracy nowego kolegę- bardzo wylewny i rozmowny człowiek. Przyszedł, usiadł przy stanowisku obok i zanim jeszcze dowiedziałam się jak się nazywa, już zdążyłam usłyszeć, że jest w trudnej sytuacji materialnej i rodzinnej, mogą mu zabrać rentę po ojcu, jego mama jest przed emeryturą i nie pracuje, są na jakimś zasiłku 600zł a przecież muszą opłacić czynsz i rachunki, a i z czegoś trzeba żyć, więc on tu przyszedł pracować żeby tylko przetrwać i w sumie jest też chory i jeszcze te studia… A ja tak słucham.. ‚To przecież straszne! Co on teraz taki biedny zrobi? Jak oni sobie z tym wszystkim teraz poradzą?
I już.. Już pogrążam się w bezradności i rozpaczy za ludzkim nieszczęściem, już prawie serce mi z żalu pękło… Kiedy kilka dni później budzi mnie rano telefon. Niedawno poznamy kolega dzwoni i ponaglającym tonem głosu pyta, ‚czy pożyczę mu 150zł na nowe słuchawki do Iphone’a, bo gość na allegro tak tanio sprzedaje i on potrzebuje już teraz, a odda mi za parę dni’… W tej chwili mój niezawodny telefon się rozładował, po raz kolejny okazując się mistrzem taktu. Czy ja dobrze usłyszałam? Czy na pewno już się obudziłam? Niestety tak i w skrócie możnaby to ująć: „Pożycz mi 150zł na słuchawki do Iphone’a bo jestem biedny”. Uświadomiłam sobie wtedy, że chyba jednak jestem biedniejsza niż on. Nie, nigdy nikomu nie pożyczę 150 zł na słuchawki do Iphone’a. Napisałam mu w wiadomości, że będąc w tak trudnej sytuacji może nie powinien pozwalać sobie teraz na takie wydatki.. Otrzymałam odpowiedź że jednak nie zabiorą mu renty.

Może to już czas? Może to już czas wyjść na ulice i zacząć żebrać, skoro tak biedny człowiek ma, a ja ciągle ten sam stary, blaszany telefon…

Dobrze że mi to serce wcześniej nie pękło.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii emocje, ja, ludzie, obyczaje, praca, znajomi