RSS
 

Notki z tagiem ‘mózg’

Jednak żyję

05 kwi

Odkąd pamiętam zdarza mi się, raz na dłuższy czas, z niewyjaśnionych przyczyn zemdleć. Nie wiem czemu zawdzięczam to zjawisko. Wszystkie badania, jakie należało w związku z tym wykonać, wykonałam. Nawet na ich pamiątkę otrzymałam ogromne, urocze, tchnące mądrością zdjęcie mojego … mózgu. Zdjęcie z którego przede wszystkim wynika, że mózg JEST i że, co także istotne, nie jest jakiś uszkodzony, czy wręcz zryty. Wynika, że jest zdrowy. Rodzice i różni inni ludzie ich pokroju mają na tę moją przypadłość swoją niepodważalną najsłuszniejszą diagnozę: „…bo się źle odżywiasz, za mało jesz. Kromki ze smalcem ci trzeba, a nie jakiś brokuł, zupka chińska, dziecko jak ty wyglądasz, ty się zastanów, mogłabyś grać w filmach o obozach koncentracyjnych – bez charakteryzacji.” Nieprawda, nie jest ze mną aż tak, żeby bez tej charakteryzacji. :P

Jedyne czego jestem pewna, to że w pewnym momencie krew nie dopływa mi do tego mojego mózgu. Do całej głowy, która na ten czas poza włosami robi się biała. Choć nie dane mi było dokładnie się wtedy widzieć, ponieważ ja wtedy już prawie nic nie widzę.

Tak też było pewnego ostatniego pięknego słonecznego wiosennego poranka. Myślę: „Umieram. A więc to tu, na kiblu, przyszło mi umrzeć..? Cóż za haniebna śmierć. Nie doczekałam tylu rzeczy. Nic nie widzę, kto mi wyłączył dzień. Ale coś myślę, czyli jeszcze żyję, to może chociaż powiem tacie. Ależ mi się nie chce nic mówić, nie mam siły, przecież on siedzi Aż za scianą. Z resztą co on mi poradzi że ja umieram?” Strasznie głupi człowiek czasem jest. „No ale muszę coś powiedzieć, ta bezczynność przecież prawie zakrawa na samobójstwo.
-Tata!
-Co!
-…
-Gdzie jesteś!
-W kiblu.
-Co ci jest!
-Nie wiem, chyba zemdleję.
-Zrobić ci kawę?”
Ja rozumiem, z resztą wielu z nas rozumie, jak wspaniałe właściwości ma kawa, ale…
Z resztą, nieważne. Tata poszedł więc pierwszy raz w życiu zrobić mi kawę. „Noc” w moim polu widzenia postępowała i widziałam już tylko obrysy białych szafek, kiedy na ten moment przed śmiercią usłyszałam jak krzyczy do mnie z kuchni: „-Z mlekiem lubisz?!”.
Człowiek wobec śmierci bywa bezradny.

W międzyczasie postanowiłam wstać i nawet nie wiem kiedy znowu upadłam. Ale właśnie wtedy przypomniałam sobie, że to przecież ten mózg, ta krew nie dopływa… Może jak głowa będzie niżej, to… No tak. Kiedy tata przyniósł mi do łazienki kawę, czułam się już lepiej, widziałam więcej i byłam w stanie wytłumaczyć dlaczego klęczę schylona dotykając głową ziemi. (Nie mogłam się inaczej ułożyć, bo niemiłosiernie bolał mnie brzuch.)

Posiedziałam jeszcze, wypiłam kawę i pojechałam na uczelnię coś załatwić… Potem był kolejny dzień.
Gdybym umarła wczoraj, nie dowiedziałabym się dziś, że jednak nie dostanę stypendium ministra. Ale przynajmniej żyję :) A może tym słabym niby ekspertom oceniającym wnioski też ktoś kiedyś powie, że są za mało wybitni i, nie zważając na ich argumenty spełniające kryteria, niewystarczający.

Ale przecież przed nami jeszcze wiele pięknych chwil.

Trzymajcie się, żywi, kłaniam się nisko (to poprawia ukrwienie mózgu).

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii zdrowie

 

Krótka historia pewnego mózgu

28 maj

Nie, ten wpis nie będzie o tym, że straciłam rozum.

A było to tak… Kupiłam dziecku gazetkę. Wśród różnego rodzaju makulatury
w „dziale prasowym” sklepu spożywczego, między lodami i pomidorami moją uwagę zwróciła
zafoliowana edycja czasopisma z trzema wewnątrz dodatkami, a mianowicie: sztuczny mózg,
sztuczna plastikowa proteza żółtych krzywych zębów i oko- piłka kauczukowa.
Mogę jeszcze czasem pozwolić sobie na taki zakup, bo mam młodszego braciszka.
Że to wiecie, dla niego niby ;) Prezent okazał się trafiony! Najciekawszy był w tym wszystkim mózg-
galaretowaty, jakby wilgotny hm… kojarzy mi się z czymś. Nie wiem. Cechą tegoż była
łatwa przylepność do powierzchni  płaskich, np. ścian. Dziecko rzucało w nim  we mnie,
więc zaproponowałam żeby sprawdziło, czy do sufitu też się tak łatwo przylepi ;] O! ;] Też! ;]
W ten sposób do końca wieczoru zapewniłam sobie spokój. Następnego ranka już go tam nie było,
została po nim tylko nieregularna plama…

Kilka dni później pytam:
-Gdzie masz tę fajną zabawkę? – milczy .
-W przedszkolu na suficie!  – odpowiada druga siostra…

Mea culpa.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii dzieci, zakupy