RSS
 

Notki z tagiem ‘odchudzanie’

Hej! 34^^

30 maj

To był przebłysk. Otwieram szafę i wiem czego chcę.
Oczywiście w szafie tego nie ma. Czerwone spodenki- tak! Tego mi było trzeba!
To nie tak, że zobaczyłam w reklamie, na wystawie, albo na kimś… nie nie. W takich się teraz
nie chodzi. Teraz chodzi się w wyblakłych, miętowych, nieokreślenie spranych czy innych tego typu..
Może więc mój wybór był formą buntu mózgu wobec tego, na co się napatrzył?
Moda nie ta, więc poszukiwania były ciężkie. Dopiero w drugiej galerii, w ostatnim sklepie, ostatnie
i to rozmiar 34… Już prawie zrezygnowałam, bo pewnie za maałee. Ale tak pasowały do moich wyobrażeń,
że postanowiłam spróbować. Po chwili dezorientacji w terenie znalazłam przymierzalnię i… w sam raz! ;)
Specjalnie dla mnie zaniżyli numerację ;) Przecież nie schudłam, bo po czym?
Po tej nutelli, co ją w trzy dni rozpracowałam?

Teraz hasam w tych czerwonych spodenkach.
Przechodzę przez innowacyjne biało-czerwone pasy pojawiając się i znikając na przemian,
ściągam na siebie wzrok grubych dewotek o okrągłych od wykonanych na brwiach kolistych kresek
oczach, a za mną stado rozjuszonych indyków.
Nie no, bez indyków.

Obce spojrzenia- jest coś niepokojącego, kiedy bezgłośnie, bezwyrazowo wpatruje się w Ciebie swoim martwym zamyślonym wzrokiem obca osoba- nie smuci się, nie uśmiecha, nie mruga.
Co takiego kotłuje się w niepozornej skorupie? Czy myśli o tym że ma gazy po grochu z kapustą,
czy o tym, że spaliłaby na stosie wszystkie lafiryndy w czerwonych spodenkach-
można się tylko domyślać.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii zakupy

 

Zimowe porządki

03 sty

Lubię porządek. Dla mnie porządek to znajdowanie się rzeczy na miejscach, na których przywykły się znajdować. Nie chodzi o to, czy poduszka między bokiem parapetu a ścianą akurat tam pasuje…
ona po prostu ma tam być. W innym wypadku- każde odstępstwo od reguły wprowadza bałagan.
Natomiast bałagan od porządku dzieli tylko czas, bo zgodnie z definicją porządku rzeczy z czasem ‚przywykają’ do miejsc w których się znajdują. Tak przywykają, że przestajemy zwracać na nie uwagę
i stają się naturalnym elementem krajobrazu. To w sumie dziwne że ta poduszka jest tam już tyle wciśnięta,
no ale taki już jest krajobraz. Przyzwyczajenia mają ogromną siłę, nie tylko w tak drobnych sprawach.

Nie wiem skąd zawsze bierze mi się góra tych wszystkich papierów. Niby wyrzucam, a one ciągle,
mając nadzieję że do czegoś jeszcze się przydadzą, piętrzą się na tym stosie. I tak przewalając notatki,
pisma z urzędu, wydrukowane artykuły, wpadła mi w ręce mała kartka z notesu. Zapisana dokładnie rok temu. Zapragnęłam w owym czasie zrzucić kilka „zbędnych” (a może niezbędnych) kilogramów i zaczynając
od wagi 47kg codziennie zapisywałam co zjadłam i jak zmieniła się moja waga. Np. takie dni jak:
26 grudnia: kawa, jabłko, jajo;), jabłko, herbata
31 grudnia: kawa, pół bułki, herbata, makaron, jabłko
8 stycznia: kawa, kawa, kawa, ciastko, sałatka, pomarańcz

Szaleństwo, nie? ;D Z 47 zeszłam do 44.
Ale to nie było takie straszne jak się wydaje.
Po kilku dniach żołądek się kurczy i ma mniejsze oczekiwania.
To może powtórka? ;] Tylko już może zdrowiej.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii ja, obyczaje