RSS
 

Notki z tagiem ‘odpoczynek’

Listopad

12 lis

Właśnie że dobry był dziś dzień.
Co prawda… smarkało w twarz ni to mrzwką, ni to deszczem, źródłem światła zdawały się być jedynie ostatnie na jeszcze nieołysiałych drzewach jasno-żółte liście, a chłodny wiatr wpadał nosem, owiewał mózg i zgodnie z odczuwaną zasadą cyrkulacji powietrza
wylatywał uszami…

Ale przecież każdy dzień jest na coś DOBRY :)
To, że dzień nie jest dobry na paradowanie bez czapki, to jeszcze nie znaczy, że jest zły. Trochę więcej elastycznej kreatywności i każdy czas można wykorzystać lepiej!

A mówię to ja – człowiek, który ogarnia wszystko (oprócz siebie oczywiście. W stanie krytycznym zdarza się nałożenie kremu nagietkowego zamiast pasty na szczoteczkę do zębów, a także wybiegnięcie z domu w dwóch różnych butach i popłakanie się ze śmiechu z siebie…) i wciąż ma poczucie marnowanego czasu. Choć to poczucie chyba zwyczajnie miesza mi się z poczuciem tego, czego nie zdążyłam zrobić i tego, co jeszcze mam na głowie.

A trochę mam… Kiedy wreszcie przyjdzie ten dzień, w którym postawię ostatnią kropkę
na końcu wszystkiego i wreszcie będę mogła powiedzieć, że „ZROBIŁAM WSZYSTKO”?

Listopad zawsze taki był.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii praca, studia

 

Sobota

13 kwi

Wcześnie mi się dziś wstało.
Grający na telefonie braciszek i trzaski zbierających się kolejno do pracy rodziców otwierały mi oczy
już od 7… Do wymarzonej kawy brakło mleka, co zmusiło mnie do wyjścia do sklepu. Nie to, żebym
nie lubiła chodzić po sklepach; problem tkwi w tym akurat sklepie (jedynym w okolicy)
i świadomości higienicznej jego ekspedientki.
Poranna gastro-faza popchnęła mnie do kupienia jeszcze dwóch bułek.. Stoję w kolejce.
Przy koszykach, które kto wie po co tam są, siedzi jeden z tych znanych pod-sklepowych ludzi,
a do sklepu wkracza drugi, oznajmiając:
-Kierowniczko! Ja biorę cztery browary, a zapłace późni!
-Dobra! -Odpowiada pani ‚kierowniczka’, gołą ręką (którą wcześniej wydawała pieniążki) odkładając
niezafoliowaną szynkę. O, przepraszam, jednak miała rękawiczkę- czarną, zimową, bez palców.
Doczekałam się na swoją kolej. Pani kierowniczka otwarła mój worek, żeby policzyć dwie bułki,
po czym kciukiem i palcem wskazującym ujęła jedną bułkę i rzekła:
-Ta bułka jest wczorajsza, pójdę ci ją wymienić.
Patrzyłam na tą bułkę ściśniętą tą wykonującą wcześniej wszystko inne dłonią nawet nie słuchając,
co do mnie mówi, po czym skupiłam się na samej trzymającej ją dłoni i kiedy ostatnie echo jej stwierdzenia
wyleciało mi drugim uchem (co nie oznacza tu że jestem wewnętrznie pusta), odpowiedziałam:
-Nie, nie trzeeba, kupię tylko tę jedną.
Czasami wracam z tego sklepu i mam ochotę wszystko umyć..
-Iwona, dlaczego myjesz to mleko?
-Nieważne.
Kiedy już zrobiłam sobie wspaniałą kawę, kolejny raz naszła mnie myśl, żeby się gdzieś wybrać.
Od zeszłego czwartku wzięłam sobie tydzień wolnego, ale w sumie nie mam co ze sobą zrobić…
Pomyślałam więc, że pojadę zarezerwować sobie bilet na pociąg i jutro zobaczę Kraków.
Chwilę później stoję na przystanku autobusowym, jednak zamiast autobusu podjeżdża
mały biały samochód i czterdziestoletni wątły pan z papierosem krzyczy do mnie:
-Siadeeej!*   (*’może panią podwieźć?’ przyp. tłum.)
W sumie mój autobus spóźniał się tylko minutę, ale ta jego siła perswazji…
Co miałam zrobić. Siadłam. Okazało się, że to znajomy moich rodziców i że jestem
podobna do mamy (Cóż..). Niestety ja ze swoją prostopagnozją z nikąd go nie kojarzyłam.
Tym sposobem wysłuchałam kilku opowieści o pracy za granicą, poznałam kilka brzydkich wyrazów..
Kształcąca to była podróż. Z powrotem już autobusem;
-Poproszę normalny na Rejtana.
-A siadej.
Czyli do Rejtana bryknełam się za free, na dalszą trasę mam miesięczny :)

Teraz jeszcze ostro świeci zachodzące już Słońce.
Niebo jest szare, białe, niebieskie i granatowe, sypie grad i pojawia się tęcza.
Cudo :)

 

 

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii obyczaje