RSS
 

Notki z tagiem ‘radość’

Prognoza pogody na resztę życia

04 lis

Pogodynka pragnie poinformować, że idą piękne dni

Wystąpią niewielkie opady deszczu – nie potrwa to jednak dłużej niż zwykle.

Później powieje lekki wiatr, ale on tylko na chwilę - przychodzi tylko wywiać z głów niepotrzebne zmartwienia – zaleca się wtedy wietrzenie wnętrz, w szczególności otwarcie na wylot wszystkich zatęchłych pomieszczeń (z ‚komórkami pod schodami’ włącznie. Niektórzy wpychają tam graty i różne inne życiowe śmieci. Strącając je z oczu, a nie pozbywając się ich myślą, że przykry zapach może tym razem nie znajdzie do nich drogi, może ogłupiały i posłuszny nie będzie się ważył dać o sobie znać… Nic bardziej mylnego. Możecie się do niego przywyczaić, ale każdy szlachetny gość, który przekroczy próg waszego wnętrza (a czasem wystarczy że tylko uchylicie mu drzwi), poczuje, że coś jest nie tak. Nie chcę nikogo straszyć, ale znam takie przypadki, że ‚śmieci wychodziły z komórek i innych szafek’ w najmniej pożądanych momentach. Dlatego porządek we wnętrzach najlepiej utrzymywać na bierząco)

Później będzie pięknie, słonecznie, a kiedy już nam się znudzi, koniec dnia ozdobią wielobarwne, budzące zachwyty obłoki

I kiedy wpatrzeni w ogromną, czerwoną tarczę zachodzącego słońca (jak w agonię upadłego świata, zwieńczenie pięknego dnia, czy zapowiedź pięknej nocy) zapomnimy o wszystkim co odrywa nas od piękna codzienności, przykryje nas niebo pięknych gwiazd, ale wtedy już pewnie…
zmarzniemy w tyłek i wrócimy do domu ;)

Niewiele rzeczy na tym świecie jest tak niezawodnych, jak te piękne dni, które zwyczajnie w końcu przychodzą zawsze.
Nikt, kto na nie czeka, nie jest naiwny. 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja

 

Jajca

19 lip

Tak wyglądało
po pół godzinie oczekiwań
śniadanie mojego braciszka. Nie wiem, czy odgłosy zachwytu były spowodowane głodem
czy faktycznym zachwytem godnym zachwytu nad jedzeniem. Wprost nie mógł uwierzyć,
że ten grzyb (jajo+pomidor+majonez) jest jadalny :):) hihi

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii dzieci

 

Co było pierwsze?

16 cze

Uważam, że kura. Temat kury i jajka jest dla mnie oczywisty i zamknięty.
Za to po głowie chodzi mi inna wątpliwość, która zdaje się mieć podobny charakter:
Czy to myśli powodują emocje, czy emocje- myśli?
Można by przyjąć, że najpierw jest myśl, a potem dopiero emocja.  Np. przypominam sobie o kimś i na tę myśl robi mi się ciepło na duszy, co powoduje uśmiech-emocja uzewnętrzniona pozytywna. Jednak w wyniku drążenia miłego tematu, na którąś myśl przychodzi mi jakiś niemiły fakt z tą osobą związany, z kolei powodując ust opad- emocja uzewnętrzniona negatywna. Ale naukowcy wciąż nie wiedzą jak powstaje myśl. Podobno już samo uśmiechanie się do siebie i wyginanie w ten sposób ust wprawia w bardziej pozytywny nastrój, nawet kiedy nie ma innego powodu. Tak więc pojawia się emocja, która dopiero pociąga za sobą jakieś pozytywne myśli- żeby usprawiedliwić zaistniały nastrój i nie cieszyć się tak bez powodu
A w ogóle to słyszałam, że wszystkiemu winne nasze flaki…
Według pewnej teorii psychologicznej za nasze samopoczucie odpowiedzialny jest stan zdrowia naszych wnętrzności.  Jeśli tak, to najpierw zepsute jelito puszcza sygnała do mózgu, a dopiero wtedy ten nasuwa myśl, że powodem zaistniałego dziś smutku jest bieda i kryzys gospodarczy…
Wiem wiem, z tą teorią trzeba ostrożnie, bo może to być tylko jeden z powodów danego stanu emocjonalnego, a zarzucenie komuś kto twierdzi iż powodem jego smutku jest akurat topniejący lodowiec, że tak na prawdę to czuje się tak bo ma coś nie tak z jelitami, byłoby ryzykowne.
I co? Miała być poważna dywagacja, a znowu wyszedł jakiś kał.
Jak by nie było, temat uważam za otwarty.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii emocje

 

Szczęśliwości szczyty i doliny

02 maj

Weekend majowy- jak co roku jest zimno i jak co roku nie mam co ze sobą zrobić.
Chociaż w sumie odkryłam dziś w sobie talent do pieczenia placka kokosowego. Nie wstawię jego
zdjęcia, bo czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal ;) Kiedy już zatkałam się plackami, kiedy odpoczęłam
po tym, jak zmęczyłam się jedzeniem, kiedy napatrzyłam się już w sufit i napatrzyłam przez okno,
wzięłam się za czytanie trudnej, acz mądrej książki. W rozdziale o szczęściu piszą:

Szczytowy poziom szczęśliwości przypada u dorosłych na wiek między osiemnastym a dwudziestym pierwszym rokiem życia, potem zaś następuje spadek aż do samego dna, które człowiek osiąga między czterdziestymi szóstymi a pięćdziesiątymi urodzinami, gdy to dochodzi do największego nasilenia lęków i rozczarowania. Co zaskakujące, wraz z każdą mijającą dekadą poziom szczęścia cały czas się podnosi i w rezultacie osiemdziesięciolatkowie są nawet bardziej szczęśliwi niż dwudziestolatkowie. Słowem, jest na co czekać!

Zrozumiałam, że teraz będę się już tylko staczać. Nawet nie wiem kiedy mnie ten
szczyt szczęścia ominął. Może go niechcący obeszłam? Ale spoko, będzie następny
(za 60 lat). Biorę jednak pod uwagę, że autor książki, podobnie jak większość jego czytelników, jest
bliżej tego drugiego szczytu. Może nie przypuszczał, że ktoś tak młody jak ja szarpnie się na jego
życiowe pocieszające dywagacje. Biorę też pod uwagę jego pozostałe spojrzenia na szczęście
i instrukcje osiągania go niezależnie od wieku… Otóż „Kto nie jest zadowolony z tego co ma,
nie będzie zadowolony z tego, co chciałby mieć. A ludzie szczęśliwi myślą o dobrym, a nie o lepszym
życiu.” Wiele wskazuje na to, że jest to poradnik dla osób, którym już po prostu zostało
zadowalanie się tym, co się ma. Rozumiem, że szczęście i radość biorą się z doceniania
pozytywów obecnego stanu rzeczy, nie znaczy to jednak, że na tych tylko należy poprzestać,
nie wyznaczać sobie celów, czy się nie rozwijać…

Kiedyś wszystko było prostsze. Droga do osiągnięcia szczęścia nie była skomplikowana,
nie prowadziła przez zawiłe filozofie…
I wciąż przez nie nie prowadzi.
Tylko ludzie z wiekiem próbują dotrzeć do niego coraz bardziej pokrętnymi ścieżkami.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ja