RSS
 

Notki z tagiem ‘sklep’

Malinówka

28 gru

Nie to żebym jakoś szczególnie przepadała za alkoholem, nic z tych rzeczy. Po prostu ciekawość. Oj tak, ciekawość wszystkiego to taka cecha charakteru, która bardzo urozmaica życie – warto pielęgnować.
Jednak ostatnio zapędziła mnie ona w rzadko interesujący mnie rejon, a mianowicie na monopolowy.

Po wykonanych na sklepie zakupach (bułki, mleko, pomidor…) ustawiłam się z koszem w tej kolejce, co to wiecie… Można tam kupić ten… alkohol. Cóż to były za emocje, co pomyślą o mnie ci ludzie z kolejki? (‚o proszę, taka młoda, z jedzenia to ledwo co, ale procent musi być, pewnie studentka, pewnie stypendium przyszło, te studia to tylko rozpijają, ciekawe czy matka wie, ale kto by pomyślał – jak to można alkoholizm maskować, że po człowieku nie widać a w czterech ścianach to nie wiadomo co się będzie działo…’), choć pewnie nie pomyślą nic. Z powyższego można już wywnioskować, że rzadko zdarza mi się kupować alkohol :) Kolejka się skraca, napięcie rośnie, ale wiem co mam zrobić, podjęłam tę decyzję już dawno. Pan ekspedient przejmuje moje zakupy i wtedy mówię ja:
„-Poproszę jeszcze likier kawowy.” Jednak w pewnym momencie zaabsorbowania pakowaniem zakupów, dobiega mnie alkoholicznie brzmiące pytanie pana ekspedienta:
„-Malinówka?” Upycham bułki w ciasnej torbie i usłyszawszy pytanie myślę ‚No gupi. Mówiłam przecież przed sekundą że likier kawowy, to co mi teraz wyskakuje z jakąś malinówką!’ Powtarzam więc wyraźnie i patrząc w oczy panu ekspedientowi:
„-KaWoWy”. Pan ekspedient patrzy na mnie i przez moment patrzymy na siebie..

Ta chwila zawieszenia w tym prostym międzyludzkim wzajemnym niezrozumieniu, wynikłym z dwuznaczności, z niedomówienia, z rozbieżności celów i sposobów myślenia, rozbieżności stanów emocjonalnych i funkcjonowania na pozór w tym samym, mentalnie jednak w innych światach..

Patrzę jednak niżej i zaczynam rozumieć jego pytanie, gdyż widzę że nie trzyma w rękach flaszki z innym, jak mi się wydawało, malinowym alkoholem, tylko… pomidora.

„-A tak, malinówka.” Wymieniliśmy porozumiewawcze heheszki i uciekłam z miejsca zdarzenia, żeby mnie nikt nie zdążył dogonić i wytropić, gdzie będzie się odbywać ta libacja. ;)

No i co? Tyle planów, tyle zachodu, a stoi w lodówce już drugi tydzień.
Nie pomidor. alkohol :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii obyczaje

 

Parasol

07 lis

Zauważyliście, że od dwóch tygodni nie pada deszcz?
Środek jesieni, a taki słoneczny :) wspaniale, o takiej jesieni marzyłam.
Pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu deszcz zdawał się już nigdy nie przestać padać,
a Słońce już nigdy nie wyjść. Na właśnie taki obrót spraw postanowiłam się wtedy przygotować.
Wszystkie moje parasolki połamały się już tak doszczętnie, że nawet gdybym nie przejmowała się,
jak z nimi wyglądam, to i tak trzymanie nad sobą sponiewieranego płótna na połamanym drucie
na niewiele by się zdało… Wtedy zaświtała mi w głowie Myśl. Ta myśl z tych myśli, co to jak się pomyśli,
to już nie ma odwrotu: pragnieniowa potrzeba posiadania dużego, silnego, wspaniałego,
tęczowego parasola. Nie liczyłam, w ilu sklepach go szukałam,
ale na poszukiwaniach obeszłam niejedną galerię. Na nic. Chyba we wszystkich galeriach
jest to samo i nie ma tego samego. W końcu przypomniałam sobie, że rok temu widziałam taką
cudowność w jednym sklepiku z galanterią skórzaną, niezbyt pewnie postanowiłam do niego zajść.
Był! Nie inny, dokładnie Taki. Spytałam panią, czy mogłaby mi go pokazać;
zdejmuje więc parasol z wystawy i z eksperckim przekonaniem zaczyna opisywać wszystkie jego walory:
-Jest solidny, ma drewnianą laskę i aż 21 drutów, to jeden z naszych najbardziej wytrzymałych modeli.
I kiedy mówiła to „wytrzymałych modeli” z impetem go rozłożyła,
rączka została jej w dłoni, a parasol z laską odleciał w stronę, w którą się rozkładał. Wspaniały widok;)
-To się pochwaliłam..
Chyba było jej głupio, ale zapewniła, że ten odeślą i wymienią. Dopytałam więc, kiedy mogę wrócić
i po kolejnym tygodniu deszczu wróciłam. Pani już mnie pamiętała, przyniosła parasol z zaplecza
przyznając się, że testowała go z koleżanką na wszystkie strony, więc już na pewno będzie ok.
Nareszcie! Już nie straszny mi był deszcz, ulewa, niepogoda…

Kupiłam go w czwartek, dwa tygodnie temu.
Od dwóch tygodni nie pada deszcz:)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii blog

 

Problemy małych ludzi

28 sty

Obecnie mój poziom wysokości z którego obserwuję świat (nie jest to wysoki poziom :D)
nie dewastuje mi życia jakoś szczególnie, poza pewnymi sytuacjami  w których zwyczajnie
fizyczna wysokość oczu nad ziemią i wysięg wyciągniętej w górę dłoni
okazuje się niewystarczający.

Syty nie zrozumie głodnego, ani duży małego,
ale spróbuj wyobrazić sobie że jesteś na zakupach. Nie na wszystko możesz sobie pozwolić,
mimo że jesteś bardzo bogaty i w cale nie jesteś na diecie. I mimo że jesteś tak bogaty,
że mógłbyś kupić sobie cały sklep i wszystkie złote drabiny świata, tych płatków
z najwyższej półki sobie nie kupisz, bo… nie dosięgniesz.
Towary z wyższych półek niestety nie zdejmują się siłą woli- możesz tak sobie stać
i czekać na trzęsienie ziemi aż same spadną, albo pójść po coś długiego na stoisko z bagietkami…
[Nigdy aż tak mi nie zależało;]
Albo wyobraź sobie że stoisz w kolejce- patrzysz przed siebie i widzisz tylko czubki głów,
albo ich nie widzisz i wydaje ci się wręcz że stoisz pierwszy- chciałbyś podejść bliżej do kasy,
ale oto trochę poniżej twojego czubka nosa ktoś stoi.
Tyle razy zdarzyło mi się, że ktoś po prostu wszedł sobie przede mnie, że chyba lepiej
byłoby mi się do tego przyzwyczaić. Żeby zwrócić komuś uwagę trzeba się liczyć z ryzykiem tego,
jak ją przyjmie i nie jest powiedziane że w ogóle to zrobi.
Jedna z heurystyk oceniania polega na  sklasyfikowaniu czegoś mniejszego jako mniej ważne,
ale myślę że ludzie którzy pozwalają sobie na takie klasyfikacje dużo tracą
i niech to będzie dla nich kara za włażenie mi w kolejkę :p.

Za to jedną z zalet bycia mniejszym jest na przykład to, że pewne rzeczy wydają się większe.
Takie łóżko- możesz spać nawet na rozgwiazdę a wciąż  będzie jeszcze dużo miejsca :)
(Oczywiście z pesymistycznego punktu widzenia wydaje się bardziej puste, ale
nie będę się nad tym rozwodzić).
Gdyby to jeszcze gwarantowało wysypianie się..
Mały często też mniej je i potrzebuje mniejsze ubrania
a mniejsze ubrania mniej ważą x)

Czasem najwięcej zależy od
umiejętności spojrzenia na problem..

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii ja

 

Małe szczęścia

27 sie

Późno dzisiaj wstałam. Może to przez wczorajszy wyczerpujący fizycznie i emocjonalnie dzień,
a może to przez to naładowane chemią (bo raczej nie procentami) piwo. Nie lubię piwa, chyba że
żurawinowe :P Obudziłam się dopiero o 10, kiedy to mój braciszek głośno obwieścił:
-MAMA! Idę robić kupę.
-To po co mi mówisz? Rób.
Aj.. A może mój mózg tego nie zauważył? Może oszukam siebie i uda mi się jeszcze zapaść
na pół godziny snu? Chociażż.. półł.. Nie, nie w tym domu. Po dziesięciu minutach ponownie
rozchodzi się dźwięk otwierających się z impetem drzwi łazienki i wołanie:
-Mama! Mama!
-Co tam!
-Psypomniała mi się taka piosenka „to co sie zdazyło to nie była miłość.. oo.. oo..”. Znas jom?
-Nie, zrobiłeś tę kupę?
-Nie jesce.
Koniec. Zbawienny sen poszedł się paść,
moje promienne oczy na dobre przywitały nowy dzień.
W drodze do pracy postanowiłam jeszcze uzupełnić garderobę o kilka par skarpetek. Szeroko pojęty
„Chińczyk” zawsze ma w ofercie szeroki asortyment wszystkiego, więc udałam się tam od razu
i bez zastanowienia. Zdziwiła mnie tak duża ilość ludzi w tym miejscu i w obawie o swój portfel
wyjęłam go z torebki- stwierdziłam że w ręce będzie bezpieczniejszy.
‚Pójdę już do kasy’- pomyślałam, a ze mną pomyśleli wszyscy pozostali. Po dwóch minutach stania
na końcu kilkunastu-osobowego ogonka zorientowałam się, że  ”coś nie rusza” i ujrzałam, że kosze
stojących przede mną klientów ponad stan wypełnione są różnego rodzaju chińszczyzną.
Pomyślałam że nie chce mi się tyle czekać. Odeszłam na dział skarpetek, żeby odnieść.
I odniosłam wszystko co trzymałam w rękach
W drodze do pracy wstąpiłam jeszcze do tesco kupić coś do jedzenia. Stojąc przy kasie szukam portfela,
ale znalazłam tylko kartę. Ale jak to nie mam portfela? Przed chwilą strzegłam go jak oka w głowie.
A że oka w głowie się raczej nie strzeże… Godząc się już ze stratą wracam tą samą drogą którą przyszłam.
Ponownie wchodzę do „sklepu z ubraniami”, na dział skarpetki, do półki na którą je odłożyłam…
Są! =) One i on. Że też nikt z wielu klientów nie pomyślał, żeby sprawdzić co jest w tym portfelu-
w końcu co by robił portfel na półce ze skarpetkami?
Może nikt nie uwierzył w swoje szczęście :)
Ja w każdym razie odetchnęłam..

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii dzieci, emocje, ludzie, zakupy

 

Jego pierwsze zakupy

01 lip

Ciężko zachować regularność w pisaniu, kiedy nie ma się dostępu do Internetu.
Ale dziś jest! Chodzi jakby nie mógł, ale jest…

Kilka dni temu mój brat (5l.) pomaszerował na swoje pierwsze samodzielne zakupy.
Tak jest! Sam! Całe pół kilometra od domu…
-Daniel, pójdziesz do sklepu i kupisz masło i bułkę tartą, dobra?
-Dobra.
-Co masz kupić?
-Masło i chleb tarty.
-Nie chleb tarty, tylko bułkę tartą. Napisałam ci na kartce co masz  kupić i wkładam ci ją tu do portfela,
a tu w drugiej kieszonce masz 10 zł.
Małemu materialiście, liczącemu swoje drobne w każdej wolnej chwili, najbardziej spodobała się ta dziesiątka. Mama wyposażyła go jeszcze w odpowiednią siatkę i stojąc pod domem obserwowała, jak jej syn, oglądając się co chwilę, drobnymi kroczkami coraz bardziej oddala się od domu…
-Nie oglądaj się na mnie tylko patrz na drogę!
Ja również patrzyłam. Dziecko najwyraźniej nie miało stresa sądząc po tym, że w drodze skacze po rowach, aby przy okazji nazbierać dla mamy różnych wspaniałych kwiatów :D Droga koło nas oczywiście nie jest ruchliwa. W przeciwnym razie mama na pewno nie pozwoliłaby mu jeszcze na takie przechadzki.
Oto i wraca. Mała reklamówka o dziwo wypełniona jest różnymi zakupami… Masło, chleb, lód…
-Danielku, a po co kupiłeś chleb?
-Bo pani mówiła że nie ma chleba tartego, był tylko taki.
Zaabsorbowany zakupami, pieniędzmi i kwiatami zapomniał o schowanej w portfelu liście. Ale nic nie szkodzi… Kiedy zajął się konsumowaniem topiącego się loda, mama wykonuje telefon do pani ekspedientki z pytaniem, czy może oddać chleb. Osobiście zaczynam się zdumiewać: Jak to oddać chleb? Taki nie zafoliowany, niesiony w jakiejś używanej siatce, razem z innymi zakupami? Żeby chociaż był w osobnym woreczku- nie.
-A pewnie!- odpowiada zadowolona sprzedawczyni- Brakuje mi dziś chlebów. Przynieś, sprzedam.
Pisałam już, że czasem wracam z tego sklepu i mam ochotę wszystko umyć. Hm, czy dla pani podającej gołą ręką w rękawiczce bez palców szynkę i wydającej tą samą ręką pieniądze, chleb z takiej reklamówki byłby jakimś problemem? Jak mogłam wątpić…
Przy okazji sprzedawczyni przybliżyła mamie jak przebiegały zakupy:
-Przyszedł i mówi, że chce kupić chleb tarty i masło, ale tak, żeby wystarczyło na loda
i żeby jeszcze wydać mu  z tej dziesiątki…

 

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii dzieci

 

Buty

15 sty

Ile można chodzić w butach za 49zł, dwa miesiące? Ok. Gdyby to były dwa miesiące, nawet bym
nie westchnęła. Ale 10 minut? Trochę drogo jak na 10 minut chodzenia..
Miałam już dość tych swoich starych butów, zobaczyłam jakieś za 49zł i po przymierzeniu jednego
podjęłam szybką decyzję, płacę, przebieram.. Babeczka daje mi paragon, mówi że jest ważny rok
„-Rok? -Tak, w razie gdyby się coś działo.”
Wychodzę, ale nie doszłam nawet do wyjścia głównego, gdyż z każdym kolejnym krokiem
jakieś dziadostwo zgniatało mi stopę. Patrzę, a w drugim bucie usztywnienie jakieś krzywo skrojone,
co zaczęło być widoczne i odczuwalne dopiero po paru krokach.
Więc wracam i ubieram stare żeby nowe oddać.. W końcu paragon jest ważny Rok.
Mówię że je zwracam bo mają wadę. A babki oglądają i rżną głupa że przecież jest ok.
To pokazuję że usztywnienie o tu o kończy się nie tak jak powinno,
że przecież widać i nie da się w tym chodzić.
„-Ale proszę zobaczyć że jest pod ladą naklejka ‚zakupiony towar nie podlega zwrotowi’.”
No kurde. Pod ladą. Naklejka. Żebym ją chociaż widziała..
„-…a poza tym my nie gwarantujemy wygody.
-Ale one są niewygodne nie dlatego że ja mam jakiegoś platfusa, tylko dlatego że są wadliwe FABRYcznie.”
Nie wiem na ile zrozumiały moje wytłumaczenie, ale skończyło się na tym że musiałam sobie w ich sklepie
znaleźć jakieś zastępcze. Teraz sprawdziłam z każdej strony w końcu wybierając te,
które miały najmniej wad, bo w sumie każde miały…

Już do was, miłe panie, nie wrócę. A takie naklejki wsadźcie sobie w …
buty.

 

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii zakupy

 

Galeria, żelek i bakteria

26 gru

Dzisiejszy wpis nie będzie do końca normalny. ;)

Kilka tygodni temu w moim mieście postaneła kolejna mega-wielka (tym razem największa) galeria.
Nie pojawiłam się na wielkim otwarciu, gdyż nie miałam ochoty „przytulać” obcych ludzi lub zginąć
pod butami tejże chołoty. Ludzie w takim tłumie trochę się czasem zapominają i walają w tę i z
powrotem, jakby nie widzieli już wcześniej czegoś podobnego i chcieli wszystko pomacać.
Nothing to go there.
Zadowoliłam się samym widokiem fajerwerków z tej okazji- z odległości 3 kilometrów. :)
Po co się narażać?
Jednak kiedyś trzeba było się wybrać. W końcu to jedno z tych miejsc, które w życiu trzeba odwiedzić przynajmniej raz, jak góry, jak Morze Bałtyckie, jak kopalnia soli w Wieliczce…
To znaczy coś podobnego.
I zrobiłam to. 4 tygodnie po otwarciu- kiepska ze mnie galerianka.
Najbardziej podoba mi się w niej ta ogromna przestrzeń :) Tyyyle miejsca!
Co do sklepów, we wszystkich galeriach są podobne, a do ekstra niewiadomodlaczego drogich
nie mam po co wchodzić.
Tak zwiedzając, ogarnęła mnie lekka melancholia; Czy na tym świecie nie ma już normalnych ubrań?
I w ten sposób zakupiłam kolejny czarny sweter zapinany na guziki.
W pewnym momencie wychylam się przez barierkę, patrzę,
a piętro niżej takie wieelkie stoisko z żelkami :)
Co piękniejszego mogło mnie spotkać tego wieczoru?
Podchodzę, oglądam, już ją widzę, już wyciągam pieniądze…
Kiedy patrzę, a za pojemnikami stoi pani ekspedientka. To znaczy, nic do kobiety nie miałam,
tylko ona stała i tak beztrosko dłubała sobie w nosie.
Stałam i moja desperacka ochota na coś słodkiego toczyła walkę z moją ‚bakteriową’ siłą wyobraźni.
W końcu wyrywając panią z letargu spytałam:
„-Przepraszam, te żelki nakłada pani w rękawiczkach?
-Szczypcami.
-To poproszę truskawkowo-melonową.
-A słodką czy kwaśną?..” Kurcze, mogłam powiedzieć słoną, ciekawe czy zrozumiałaby o co mi chodzi :P

I wbrew sobie zrobiłam to. Kupiłam. Chciało mi się śmiać i płakać jednocześnie..
Czy to się leczy?
Z drugiej strony, trochę wyobraźni, jakieś zasady, jakieś bhp!
Pewna starsza pani na ten temat powiedziała mi raz:
„Dziecko, będzie ci kiedyś ciężko w życiu.”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, zakupy