RSS
 

Notki z tagiem ‘smród’

Oszołomalia

19 maj

Zrobiłam ostanio coś szalonego. Poszłam trzeźwa na juwenalia. W zasadzie to nie poszłam na juwenalia. A fe, brzydzę się juwenaliami. Zatem było to tak, że dołączyłam do kilku prawilnych znajomych, którzy wybierali się na dwa koncerty zacnych zespołów, które (jak by to już nie było lepszej okazji) występowały akurat podczas juwenaliów.

Pierwszy koncert był jeszcze do przejścia. Drugi… Zrobiło się ciaśniej. Moje towarzystwo próbowało przecisnąć się jak najbliżej sceny, więc żeby się nie zgubić, podaliśmy sobie rączki i wężykiem dostaliśmy się trochę bliżej. Wybierając się na ten koncert zapomniałam o kilku sprawach: Że na tej „kulturalnej imprezie” będą nie tylko moi znajomi, że jestem mała co sprawia że w sardynkowym upchaniu po prostu niewiele widzę, że na koncerty chodzi się w niskich butach oraz że z obrzydzenia do tłumów wyszłam całkiem niedawno… a właściwie to jeszcze dobrze nie wyszłam.
Dopchaliśmy się pod scenę. Ciasno, ciemno, ale jesteśmy koło siebie i jeszcze się trzymamy. W pewnym momencie zespół zaczął grać pierwszy utwór i zorientowałam się że coś jest nie tak, coś się zaczyna dziać… Otóż ja, brzydząca się ściskiem i cudzym brudem, podejrzliwa wobec każdego ‚niepotrzebnego dotknięcia’, decydująca się na kilkukilometrowy spacer w obliczu niewystarczającej ilości miejsca w autobusie (itd)… niechcący znalazłam się w środku Sporego tłumu, który zebrał się tam, żeby do tego utworu ‚tańczyć’ pogo. Zakładam że kojarzymy czym jest pogo. I tak, otaczająca mnie banda oszołomów, nie obrażając nikogo (a w szczególności nie obrażając oszołomów), zaczęła się z radością na twarzach naparzać. Taka legalna ustawka. Nikt nie zrozumiał że ja znalazłam się tam przez przypadek, ani że nie zamierzam się z nikim bić. Szybko więc znalazłam się pod nogami. Przewrócić się pod nogami takiego skaczącego na wszystkie strony motłochu, to jak wypuścić powietrze na dnie – samemu bardzo trudno wstać, nie mówiąc już o wydostaniu się stamtąd, czego ze wszystkich sił próbowałam. Oni po prostu nie jarzyli że ja tak nie chcę. Ktoś mi pomógł wstać i dalej próbowałam się wydostać (nie mam pojęcia gdzie byli wtedy moi znajomi), ale znowu padłam. Jej… Gdyby ktoś większy na mnie wtedy stanął… Nie chcę myśleć. W pewnym momencie usłyszałam jak jakaś inna dziewczyna (mojej postury, akurat się koło mnie przewróciła) błaga swojego chłopaka żeby stąd szybko wyszli. Ale on nie od razu załapał… Tak więc z tą obcą osobą złapałyśmy się siebie i wspólnymi siłami i późniejszą pomocą jej chłopaka wydostałyśmy z ogłupiałego towarzystwa. Jeśli Pani to czyta, to dziękuję Pani :) Wyszłam z tłumu, opuściłam imprę i resztę czasu przesiedziałam na przystanku. W takich miejscach sieć jest przeciążona, więc nie od razu się też znaleźliśmy (co moja koleżanka wyraziła poirytowaniem moim zachowaniem), ale też na tamten stan emocjonalny chyba już mi na tym nie zależało – najważniejsze, że nikt już nie próbował mnie stratować. Nie wiem kiedy wybiorę się na kolejny koncert, czy inne ciasnoludziowe wydarzenie.
W ogóle nie czuję takiej potrzeby.

Mówi się że juwenalia to impreza studencka. Dla mnie to impreza oszołomów. Zabrońmy tego, albo chociaż zmieńmy nazwę, żeby żadna przypadkowa Iwona nie pomyliła dróg.

Poza tym… marzę żeby wreszcie pojechać w Bieszczady. Stęskniłam się za tymi przestrzeniami. Może jeszcze w tym miesiącu…?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, obyczaje, studia, znajomi

 

Szanujmy swoją przestrzeń

23 lut

Jak już może wspominałam brzydzę się cudzych zarazków, oblechów i wszystkiego co ma sierść, nawet jeśli ta sierść ‚ma leżeć’ lub wisieć, bo to ozdoba… No niektórzy czasem podrzuca takiego martwego dzika
pod drzwiami albo na ścianę i po tym chodzą lub każą się zachwycać.
Kiedyś u znajomych, nie bacząc na podłogę, stanęłam gołą stopą na takiego dzika,  patrzę pod nogi a tu UCHO. Taka  sytuacja.    Żywy czy martwy, mam na to inne postrzeganie. W obrzydzeniu przeniosłam się na podłogę obok, a jako że znajomych dobieram roztropnie, dostrzegłszy moją reakcję zareagowali jedynie śmiechem, nie wytykając mi braku taktu, ni chorób umysłowych.

I wsiadam dziś do MPK, nie tego co zwykle, bo natknęło mnie żeby pojechać innym.
Trzy przystanki dalej wsiada jeszcze parę osób- para i żul. I ten żul się tak chwieje, a to miejsce koło mnie takie wolne i on się tak chwieje…  Mogłam się domyślić, wyczuć, obliczyć prawdopodobieństwo i uciekać,
ale w końcu było tyle innych wolnych miejsc, dlaczego miałby usiąść akurat koło mnie.
Więc zbliża się do mnie i grzecznie, jak to żul, pyta: „Przepraszam, można tu koło pani usiąść?” Ja mu pozwalam i dodatkowo pokazuję takim gestem sugerującym że ale trochę dalej. To on koło mnie usiada,
patrzy na mnie i mówi głośniej „-Ja śmierdzę, ale to dlatego że pracuję z koniami*. Lubi pani konie?” [...]
„-Nie bardzo.” „-A ja od dziecka pracuję w stajni i robię to dobrze.” Miałam na uszach słuchawki,
słuchałam akurat takiego dosyć agresywnego kawałka „A place for my head, LP”, nie zraziło go to jednak- widać miał ‚bardzo potrzebę’ rozmowy bo trącał mnie jak na niego nie patrzyłam. D; Tyle zarazków na mnie przeszło, przecież musiał być siedliskiem brudu :< Pomyślałam żeby się przesiąść, ale mogłoby mu się zrobić przykro, a co jeśli jest wariatem i będzie mnie gonił? ;d
Trafił pan na niewłaściwą osobę. Ta niewłaściwa osoba często jest trafiana przez takich jak pan,
ona chyba ich do siebie przyciąga.
„Tak to już bywa, że kiedy człowiek ucieka przed swoim strachem, może się przekonać, że zdąża jedynie skrótem na jego spotkanie.” -Tolkien.  Tyle w tym mądrości..

*wiem, pisze się końmi.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ja, obyczaje