RSS
 

Notki z tagiem ‘życie’

Storczyk Buntownik

14 sty

Nabyłam storczyk. Nie, nie wyglądał tak jak ten poniżej…
FullSizeRender (8)Był prosty, pionowy, ułożony… Ale usechł.
Nie był to jednak koniec jego barwnej egzystencji.
Jego liczne korzenie miały się całkiem nieźle,
szczególnie jeden, który postanowił oderwać się od reszty i pójść rosnąć gdzie indziej -
od jakiegoś czasu obserwuję jego podróż poza doniczkę i widzę że ewidentnie próbuje stąd nawiać.
Podobnie rzecz ma się z łodygą i kwiatkiem. A podobno wszystkie rośliny rosną korzeniami w dół
i łodygą do góry, bo wynika to z prawa grawitacji… Mój storczyk chyba tego nie wie.
Albo nie chce być jak jego nudni koledzy i postanowił żyć inaczej niż to mdłe pospólstwo.
Wniosek? Nie ważne za kogo Cię mają – bądź tym, kim chcesz być. Mój storczyk został ptakiem :)

Myślę jeszcze, że gdyby mógł mówić, byłoby to coś w stylu:
„-Nie mów mi jak mam żyć!”
„-Grawitacja to bujda!”
„-Jestę ptakię!”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szczerze o szczerości

23 wrz

Postanowiłam pochylić się dziś nad słowem, które, choć ogólnie rozumiane jako zaleta, bywa używane w celu zwykłego przykrycia swoich różnych, nieoczywistych wad. Wad krzywdzących innych.

Ktoś informuje, że jest szczery. Znaczyć to powinno tyle, co:
1. «nieukrywający swoich myśli, uczuć, zamiarów»
2. «będący wyrazem czyjejś prawdomówności, czyichś czystych intencji itp.»
3. «jednolity, wolny od domieszek»
- https://sjp.pwn.pl/sjp/;2526304

Tego właśnie oczekiwalibyśmy od ludzi których spotykamy w życiu, takich przyjaciół chcielibyśmy mieć, z takimi ludźmi rozmawiać. A później takich spotykamy – „nieukrywających swoich myśli”, „prawdomównych” – i… wolelibyśmy ich już więcej nie spotkać.
„Po prostu jestem szczera”, „Cóż, prawda w oczy kole..” mawiają. Ale eśli ktoś dzieli się z nami swoimi mniej lub bardziej ubogimi przemyśleniami na nasz temat, a my w ich wyniku czujemy się zmieszani z błotem, to najwyraźniej nasz rozmówca popełnił jakiś błąd i problemem nie jest tutaj szczerość i prawdomówność, którymi chciałby się pochwalić.

Powiedziałabym, że szczerość jest zaletą, kiedy idzie w parze z empatią, kiedy ktoś zastanawia się Jak:
1. odsłonić swoje myśli, uczucia, zamiary;
2. dać wyraz swojej prawdomówności, czystych intencji;
3. jednolicie, bez domieszek,
w taki sposób, żeby obdarzona tą „szczerością” osoba nie poczuła się np. zmieszana z błotem, czy gorsza.

Jeśli ktoś nie zastanawia się, jak to co mówi wpłynie na czyjeś uczucia, to może niech tą swoją szczerością pluje do góry, gdyż szczery bez empatii to często nie więcej niż.. bezczelny.

Cóż, prawda w oczy kole ;)

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, ludzie, obyczaje

 

Dzieje się

27 lip

Ej, normalnie dowiedziałam się ostatnio, że ktoś tego mojego bloga czyta! Serio? Nie wierzę :D

Wiadomość ta wywołała na mojej klawiaturze niemałe poruszenie, doprawdy nie wiem o czym mam teraz myśleć, ani o czym napisać ;) Jednocześnie dzięki temu że znalazłam chwilę czasu, uświadomiłam sobie po raz kolejny jak wiele się w moim życiu ostatnio dzieje.
Choć czasem już trudno mi określić, czy to wiele się dzieje, czy to ja myślę zbyt wiele o tym co się dzieje.

O czym pisać? O wakacjach? O tym że skończyłam studia? Że wisi nade mną groźba pójścia na kolejne? O cyrku jaki przechodziłam ostatnimi czasy w pracy? O tym że kolejny raz
w życiu
wyprowadzam się z domu (niemal jak w tej piosence Happysadu 30 raz)? O tym że w pewien sposób ważna dla mnie osoba wychodzi za mąż i nie mogę znaleźć w swojej głowie miejsca dla tego faktu? Czy o tym że kupiłam sobie ostatnio dwa nowe kwiatki? …
To chyba oczywiste.

Stało się to na festiwalu roślin owadożernych. Wyciągnęła mnie tam, czego nie żałuję, moja siostrzyczka :) Reklama wydarzenia zachęcała ogromnymi kielichami egzotycznych kwiatów, tak barwnych i ogromnych, że w perspektywie uchwyconej na fotografii można by pomyśleć, że rośliny te żywią się chyba bydłem, a w mrocznych przypadkach może nawet ludźmi. Samo słowo Festiwal kojarzyło mi się z hucznym wydarzeniem, w które zaangażowane jest całe miasto, a tysiące przybyłych biorą udział w barwnych, kilometrowych korowodach, które w tym wypadku miałyby charakter jakiejś dżungli…
Przybywszy na miejsce festiwalu szybko uporałyśmy się z rozbieżnością między swoimi wyobrażeniami a zastanym stanem i skoncentrowały na tym, za co można podziwiać to co jest. :) Wszystko, na co zapraszały bilboardy i reklamy w istocie było – tylko w ilości, wielkości i długości mniejszej, niż można by w ogóle nieoczekiwać – w szklarni, jak na bazarku, na 30 metrach ścieżki… Ooooj tam, warto było ;) Podsumowując to ważne wydarzenie z mojego życia, to właśnie tam nabyłam swoje dwie nowe roślinki: rosiczkę i muchołapkę. Tak stałam się posiadaczką roślinek i, co za nimi idzie, zwierzątek (dopóki żyją, tzn. dogorywają). Oznacza to, że w przeciwieństwie do mnie moje kwiatki są mięsożerne. Btw.: jeśli jestem wegetarianką, to gdybym zjadła rosiczkę, która jest mięsożerna, byłabym już mięsożerna czy dalej roślinożerna?
;)

rosiczki

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii ja

 

Jednak żyję

05 kwi

Odkąd pamiętam zdarza mi się, raz na dłuższy czas, z niewyjaśnionych przyczyn zemdleć. Nie wiem czemu zawdzięczam to zjawisko. Wszystkie badania, jakie należało w związku z tym wykonać, wykonałam. Nawet na ich pamiątkę otrzymałam ogromne, urocze, tchnące mądrością zdjęcie mojego … mózgu. Zdjęcie z którego przede wszystkim wynika, że mózg JEST i że, co także istotne, nie jest jakiś uszkodzony, czy wręcz zryty. Wynika, że jest zdrowy. Rodzice i różni inni ludzie ich pokroju mają na tę moją przypadłość swoją niepodważalną najsłuszniejszą diagnozę: „…bo się źle odżywiasz, za mało jesz. Kromki ze smalcem ci trzeba, a nie jakiś brokuł, zupka chińska, dziecko jak ty wyglądasz, ty się zastanów, mogłabyś grać w filmach o obozach koncentracyjnych – bez charakteryzacji.” Nieprawda, nie jest ze mną aż tak, żeby bez tej charakteryzacji. :P

Jedyne czego jestem pewna, to że w pewnym momencie krew nie dopływa mi do tego mojego mózgu. Do całej głowy, która na ten czas poza włosami robi się biała. Choć nie dane mi było dokładnie się wtedy widzieć, ponieważ ja wtedy już prawie nic nie widzę.

Tak też było pewnego ostatniego pięknego słonecznego wiosennego poranka. Myślę: „Umieram. A więc to tu, na kiblu, przyszło mi umrzeć..? Cóż za haniebna śmierć. Nie doczekałam tylu rzeczy. Nic nie widzę, kto mi wyłączył dzień. Ale coś myślę, czyli jeszcze żyję, to może chociaż powiem tacie. Ależ mi się nie chce nic mówić, nie mam siły, przecież on siedzi Aż za scianą. Z resztą co on mi poradzi że ja umieram?” Strasznie głupi człowiek czasem jest. „No ale muszę coś powiedzieć, ta bezczynność przecież prawie zakrawa na samobójstwo.
-Tata!
-Co!
-…
-Gdzie jesteś!
-W kiblu.
-Co ci jest!
-Nie wiem, chyba zemdleję.
-Zrobić ci kawę?”
Ja rozumiem, z resztą wielu z nas rozumie, jak wspaniałe właściwości ma kawa, ale…
Z resztą, nieważne. Tata poszedł więc pierwszy raz w życiu zrobić mi kawę. „Noc” w moim polu widzenia postępowała i widziałam już tylko obrysy białych szafek, kiedy na ten moment przed śmiercią usłyszałam jak krzyczy do mnie z kuchni: „-Z mlekiem lubisz?!”.
Człowiek wobec śmierci bywa bezradny.

W międzyczasie postanowiłam wstać i nawet nie wiem kiedy znowu upadłam. Ale właśnie wtedy przypomniałam sobie, że to przecież ten mózg, ta krew nie dopływa… Może jak głowa będzie niżej, to… No tak. Kiedy tata przyniósł mi do łazienki kawę, czułam się już lepiej, widziałam więcej i byłam w stanie wytłumaczyć dlaczego klęczę schylona dotykając głową ziemi. (Nie mogłam się inaczej ułożyć, bo niemiłosiernie bolał mnie brzuch.)

Posiedziałam jeszcze, wypiłam kawę i pojechałam na uczelnię coś załatwić… Potem był kolejny dzień.
Gdybym umarła wczoraj, nie dowiedziałabym się dziś, że jednak nie dostanę stypendium ministra. Ale przynajmniej żyję :) A może tym słabym niby ekspertom oceniającym wnioski też ktoś kiedyś powie, że są za mało wybitni i, nie zważając na ich argumenty spełniające kryteria, niewystarczający.

Ale przecież przed nami jeszcze wiele pięknych chwil.

Trzymajcie się, żywi, kłaniam się nisko (to poprawia ukrwienie mózgu).

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii zdrowie

 

Listopad

12 lis

Właśnie że dobry był dziś dzień.
Co prawda… smarkało w twarz ni to mrzwką, ni to deszczem, źródłem światła zdawały się być jedynie ostatnie na jeszcze nieołysiałych drzewach jasno-żółte liście, a chłodny wiatr wpadał nosem, owiewał mózg i zgodnie z odczuwaną zasadą cyrkulacji powietrza
wylatywał uszami…

Ale przecież każdy dzień jest na coś DOBRY :)
To, że dzień nie jest dobry na paradowanie bez czapki, to jeszcze nie znaczy, że jest zły. Trochę więcej elastycznej kreatywności i każdy czas można wykorzystać lepiej!

A mówię to ja – człowiek, który ogarnia wszystko (oprócz siebie oczywiście. W stanie krytycznym zdarza się nałożenie kremu nagietkowego zamiast pasty na szczoteczkę do zębów, a także wybiegnięcie z domu w dwóch różnych butach i popłakanie się ze śmiechu z siebie…) i wciąż ma poczucie marnowanego czasu. Choć to poczucie chyba zwyczajnie miesza mi się z poczuciem tego, czego nie zdążyłam zrobić i tego, co jeszcze mam na głowie.

A trochę mam… Kiedy wreszcie przyjdzie ten dzień, w którym postawię ostatnią kropkę
na końcu wszystkiego i wreszcie będę mogła powiedzieć, że „ZROBIŁAM WSZYSTKO”?

Listopad zawsze taki był.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii praca, studia

 

Szafa

24 paź

To zdjęcie mówi o mnie tyle, że nie jestem pewna czy powinnam się aż tak odsłaniać..

ia

 

 

 

 

 

 

 

 

Lubię porządek:)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja

 

Kobieta gamma

03 cze

Wszystkie moje miłości znalazły już swoje miłości.
Tak, to jak by stracić prawo do posiadanych marzeń.
Cóż mnie teraz zostaje? Mam być zazdrosna? Daj spokój!
Zazdrość kosztuje zbyt wiele. Nie stać mnie w tym wszystkim
jeszcze na zazdrość. Dziś mam siłę już tylko odwracać oczy, bo
nie mam siły patrzeć, jak te moje miłości mają swoje miłości.
Że to ludzi tak stać..?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ogrodnikiem być

03 sty

Ogarnęła mnie swego czasu miłość do kwiatków i innych żyjących roślin. Uwzględniając szeroki wachlarz rodzajów miłości, powiedziałabym, że ta była plantoniczna. Ówczesny niewielki kawałek parapetu i biurka pożytkowałam na kolejne wytwory flory- nie były to gatunki z najwyższej półki, nie były to też pierwsze lepsze chabazie. Ogród niby nie miał imponujących rozmiarów, choć to oczywiście zależy…
Zależy, co komuś imponuje.

W swoim z pozoru nieprzestronnym wnętrzu mieściłam już dalię,
kaktusa, maciejkę i jakiś różowy kwiatek, do dziś nie wiem jak się nazywa.
Do spełnienia moich skromnych ogrodniczych marzeń brakowało jeszcze mięty..
Niebawem wprowadziła się i mięta. Wnętrze zakwitło i ożyło.

Niestety nie jestem doświadczonym ogrodnikiem,
ani nie mam najszerszego pojęcia o pielęgnowaniu kwiatków i jak by to powiedzieć…

Kaktus zgnił, z maciejek wyrosła pleśń, dalia uschła, po czym wypuściła jeszcze cztery kwiatki, a mięta… Mięta to była agentka! Codziennie udawała, że umarła i codziennie ożywała. Niektórzy mówią, że z kwiatkami trzeba rozmawiać. Nie wiem, czy można to nazwać rozmową, ale po całym dniu nieobecności przypadałam do parapetu z krzykiem: „Ooo nieee umaaarłaaa, co ja Ci znowu zrobiłam!”, po czym zalewałam ją wodą, a ta… zmartwychwstawała.  Człowiek  szuka w naturze wyciszenia, a tu taki emocjonujący obrót spraw. Z czasem można się przyzwyczaić i na widok zwiędłych liści mieć już solidne podstawy by twierdzić, że pewnie zaraz wszystko wróci do normy. Jednak w końcu poległa i mięta. Wypuściła kwiatki i pociemniały jej liście- to chyba był jej czas. Z całego mojego skromnego ogródka ostał się tylko ten mały różowy kwiatek. Nie wiem jak się nazywa, ale dawałam mu najmniej… Wydawał się taki wrażliwy i delikatny. Może ma wolę przetrwania, a może… wreszcie się rozumiemy;)

Z roślinami jest trochę jak z ludźmi – i oni i one bywają nieprzewidywalne.
Są wśród ludzi takie kaktusy, okazy siły, nieprzystępne jednostki,
takie dalie, co zdaje się, że się poddała, a jeszcze na wiele ją stać,
takie niezmordowane mięty, co choć tysiąc razy upadnie, powstaje,
i takie małe różowe kwiatki, co w oczach innych dawno miały dać za wygraną, 
a przeżyły ich wszystkich.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii blog

 

Ważna wiadomość

25 wrz

Co musi wydarzyć się w czyimś życiu, żeby potrafił tchnąć tak szczerym optymizmem? ;)
____

Jestem szczęśliwa.
Właściwie wcześniej też bywałam… Nie powiem, że nie bywałam.  Jest jednak różnica między byciem, bywaniem. Taka, jak między nabieraniem powietrza co jakiś czas, a oddychaniem.

Wciąż są takie rzeczy, które co jakiś czas „sprowadzają mnie na ziemię”. Ale przecież człowiek szczęśliwy nie musi być bez przerwy wesoły (powiedziałabym, że z radości też można się w końcu wykoleić). Nie jesteśmy tworzywami sztucznymi, tylko żywymi ludźmi, mniej lub bardziej podatnymi na to, co nas spotykaAle piękne jest to, że niezależnie od tego, co nas spotkało lub spotka, możemy być szczęśliwi.

:)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii szczęście

 

Połowa wakacji

20 sie

Szybko mija mi dzień, już po 12…
Nie mam serca pić kolejnej kawy. Jeszcze za wcześnie.
Moja potrzeba odpoczynku kończy się tam, gdzie zaczyna się poczucie bezczynności
i marnowanego czasu. Zaczynam mieć takie poczucie.
Tak więc koniec wakacji. Ogłaszam sobie
koniec wakacji!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ja